<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<!-- generator="wordpress/2.2.3" -->
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	>

<channel>
	<title>felietony.tkk.pl</title>
	<link>http://www.felietony.tkk.pl</link>
	<description>Just another WordPress weblog</description>
	<pubDate>Thu, 02 Sep 2010 07:35:50 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.2.3</generator>
	<language>en</language>
			<item>
		<title>Duszno od reklamy i SMS-ów</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/155</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/155#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Sep 2010 07:35:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/155</guid>
		<description><![CDATA[Odetchnąłem z ulgą, bo lato w tym roku było wyjątkowo duszne. Nie tylko z powodów upałów. Duszą mnie reklamy, agresywne przez cały rok, ale w sezonie w Kołobrzegu &#8211; wyjątkowo. Ja wiem, że wytwarza się towar, by go sprzedać. Jego nadmiar widoczny jest w każdym sklepie, na ladach, na pułkach. Przepełnione towarem są hurtownie. Jeszcze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Odetchnąłem z ulgą, bo lato w tym roku było wyjątkowo duszne. Nie tylko z powodów upałów. Duszą mnie reklamy, agresywne przez cały rok, ale w sezonie w Kołobrzegu &#8211; wyjątkowo. Ja wiem, że wytwarza się towar, by go sprzedać. Jego nadmiar widoczny jest w każdym sklepie, na ladach, na pułkach. Przepełnione towarem są hurtownie. Jeszcze więcej widać go w marketach, na targowiskach i na specjalnych targach, które organizuje się coraz częściej z różnych okazji. Zbyć towar &#8211; to najważniejsze zadanie kupców i handlowców. Skoro &#8222;nie schodzi&#8221;, potrzebna jest reklama. Udusić się można od jej nadmiaru! </p>
<p>W telewizorze wybieram kanał i za każdym razem trafiam na reklamę. Tak to sprytnie ułożono, że z kremu wpadam na żyletki, z leku na odchudzanie &#8211; na specyfik od sprawności seksualnej, z proszku do prania na super wydajną pralkę. Przyjdź, kup, będziesz szczęśliwy &#8211; zapraszają mnie i upewniają w tym, że nie jestem idiotą. Film w telewizji kilka razu przerywany, bo &#8222;czas na reklamę&#8221;. Albo trafiam na zaplanowaną przerwę, a &#8222;po przerwie  wrócimy&#8221;. A w czasie przerwy &#8211; oczywiście, reklama! Apteka bez recepty &#8211; na ból żołądka, na zgagę, na bóle w krzyżu, w stawach kolanowych, na prostatę. Drogeria &#8211; proszę bardzo &#8211; przeciw zmarszczkom na twarzy, na gładką skórę, na skórę bez włosków na nogach, przeciw łupieżowi.</p>
<p>Niektóre reklamy nawet z akcją, kwestie wygłaszane dziecięcym głosem: &#8222;mazdamer jest do smarowania, a nie do wyjadania palcem &#8211; moja królowo!&#8221; &#8211;  podobają mi się, ale ile razy dziennie mogę słuchać i oglądać to samo?</p>
<p>Każdy kawałek zieleni w mieście przesłonięty banerem. Na nim reklama okien PCV,  rolet, drzwi, bram garażowych, zamków, paneli. Albo reklama osiedla takiego, a takiego &#8211; kupisz tam mieszkanie, osiedle strzeżone, pełne zieleni, za metr kwadratowy &#8211; tyle a tyle. Po przeczytaniu ceny masz już dość reklamy! Przez to nawet kolorowo, czasem przeraźliwie kolorowo, ale na każdym kroku, oko w oko z reklamą! Do tego jeszcze te oślepiające reklamy świetlne &#8211; też ich coraz więcej.</p>
<p>Dziedziny naszego życia w reklamie nie są podzielone, choć jedne idą w telewizji, inne w radiu, a jeszcze inne w gazetach i czasopismach. Ubolewam, że w poczytnej &#8222;Polityce&#8221; reklama już prawie na co piątej stronie. Okna wystawowe sklepów kiedyś kusiły towarem. Wciągały człowieka do sklepu. Dziś szyby sklepów zaklejone reklamą, na której jakieś postacie wzywają nas do kupna tego czy tamtego. Przez nie sklepu nie widzisz. Czy tu kupisz jarzyny, czy tu kupisz chleb? Zgaduj człowieku &#8211; reklama na szybie odgadnąć ci nie pomoże!</p>
<p>Banki zaś na swoich oknach i drzwiach wejściowych reklamują kredyty, które polecają, które ci się opłacą. Pospiesz się! Jeden kredyt od drugiego niby tańszy. Lokaty dają  duże zyski. W reklamie.</p>
<p>Cały niedzielny koncert TVP 2 z Bydgoszczy &#8222;Hit Festiwal&#8221; był wołaniem o nadawanie SMS-ów. Czekał super samochód, który otaczały piękne modelki, ale i niczym sobie prezenterki koncertu. Czekała gotówka, co parę minut losowano. Tylko wyślij SMS na numer&#8230; Wołanie prezenterek o wysłanie SMS-u było wręcz prowokujące i natrętne.</p>
<p>SMS-ami robi się pieniądze. Który to raz otrzymuję SMS, że &#8222;czeka na ciebie BMW&#8221;. &#8222;Nie rozumiem, dlaczego nie chcesz skorzystać z okazji otrzymania BMW?&#8221; &#8222;Zawiadamiamy, że kluczyki do BMW są już twoje, potwierdź SMS-em pod numer&#8230;&#8221;. Straszne wyłudzanie pieniędzy, a nawet nie wiem, komu je przekazuję SMS-sując na podany numer. To jest chore. Wyłudza się pieniądze najczęściej do młodych i tych, co samochodu nie mają, bo bogatsi nie dają się na to nabrać.	</p>
<p>Reklama reklamą, gry grami, a do tego jeszcze lista pytań w codziennej audycji &#8222;Lato z radiem&#8221;. I&#8230;po udanych odpowiedziach jakaś suma do wygrania. Odpowiedzi często żenujące, ale ile pani redaktor się napracuje, aby biednego &#8222;odpowiadacza&#8221; wyprowadzić z równowagi, zdenerwować. Musi być przecież szansa dla następnego. Pierwszy czy drugi wygrać nie może. A do tego czasami państwo redaktorzy dorzucą kubek z nadrukiem &#8222;Lato z radiem&#8221;. Wszystko to loteria, w której udział biorą ludzie pragnący wygrać kilka złotych. Kto wygra? Przede wszystkim pomysłodawcy konkursów, gier, zgadywanek, po nich dystrybutorzy sieci &#8211; za darmo usług nie czynią, mają wpływy z SMS-ów i &#8230;wreszcie jeden szczęściarz, który o kilka punktów wyprzedzi poprzednika. Zaś wyniku finansowego z SMS-ów przesyłanych przez telefon komórkowy nikt nie zna. </p>
<p>Jeśli do znudzenia i obrzydzenia męczono mnie komisją badającą aferę hazardową, to tym większy hazard (przez prawo tolerowany) uprawiają media. 100.000 SMS-ów po kilka złotych i jedna nagroda &#8211; 10.000. Jeśli nawet jest tam jakieś losowanie, to obietnica wygranej dana była każdemu. Myślę, że są to olbrzymie zyski właścicieli sieci i mediów, które umykają kontroli, bo &#8211; parafrazując Jacka Kurskiego &#8211; ciemny człowiek wszystko kupi. Jest to nieuczciwe i należałoby to poważnie ograniczyć. Chyba to jednak tylko moje marzenie. Kto zrezygnuje z takiej gotówki?</p>
<p>Nieuczciwe są zatem wezwania o wysyłanie SMS-ów z zapowiedzią, że czeka cię wysoka wygrana. Nieuczciwa jest nadmierna reklama niechodliwych artykułów albo sprzedawanie tego samego towaru pod inna nazwą. Reklama powinna być lekka, wywołującą uśmiech i zadowolenie, a nie taka, która straszy po nocach. SMS-y są do szybkiego informowania się o ważnych sprawach, a nie sklepem na zakupy towarów. </p>
<p>Mieszkam w centrum miasta i przez cały sezon prześladowały mnie reklamy imprez nadawane przez megafon z małego, śmiesznego samochodziku. Bo za głośno, bo za często przejeżdżał ulicą i powtarzał ciągle to samo. Może więc warto przed następnym sezonem uregulować ilość i jakość reklam, bo męczą nasze oczy, zabierają czas, zaśmiecają pamięć, ogłuszają, a poza tym &#8211; wyłudzają pieniądze. </p>
<p>Reklamy nas duszą!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/155/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Trzeba nam aktywności przemysłowej</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/154</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/154#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 26 Aug 2010 11:28:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/154</guid>
		<description><![CDATA[Usługi turystyczne w Kołobrzegu, myślę, stoją na wysokim poziomie. Miasto ciągle poprawia infrastrukturę, niektóre inwestycje są tak zaawansowane, że ich realizacja jest kwestią czasu. Podobnie jak uporanie się z dzikim handlem. Do kasy miasta płyną podatki od właścicieli obiektów i wszelkie opłaty za tak zwaną działalność. Z turystyki żyć można, ale to sfera usług. Recepcjonistki, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Usługi turystyczne w Kołobrzegu, myślę, stoją na wysokim poziomie. Miasto ciągle poprawia infrastrukturę, niektóre inwestycje są tak zaawansowane, że ich realizacja jest kwestią czasu. Podobnie jak uporanie się z dzikim handlem. Do kasy miasta płyną podatki od właścicieli obiektów i wszelkie opłaty za tak zwaną działalność. Z turystyki żyć można, ale to sfera usług. Recepcjonistki, pokojowe, kelnerki, kucharki, bufetowe i urzędniczki. To zawody przeważnie dla kobiet. Mężczyźni w większości na stanowiskach kierowniczych i zarządzający &#8211; menadżerowie albo właściciele hoteli, pensjonatów, sanatoriów. Z Uzdrowiska Kołobrzeg i sanatoriów uzdrowiskowych też żyć można. Tu większość pracowników to pielęgniarki, pokojowe, salowe, konserwatorzy i niemało urzędników; lekarze, zabiegowe, masażyści, fizjoterapeuci&#8230;</p>
<p>Co jeszcze daje pracę w Kołobrzegu? Przedszkola, szkoły. Większość nauczycieli to kobiety. Urzędy &#8211; w większości kobiety, a mężczyźni to ich przełożeni. Restauracje, kawiarnie dają pracę kelnerom, bufetowym, często całym rodzinom. Oczywiście handel wielkopowierzchniowy (znowu widzę kobiety) i sklepy, sklepiki z obsługą jednoosobową, a najwyżej kilkuosobową i najczęściej też kobiecą. Mężczyźni? Chyba zajmują się transportem i dostawą towaru.</p>
<p>Gdy wyprowadzono z Kołobrzegu wojsko, nie ma stanowisk pracy typowych dla mężczyzn. Inwestorzy i deweloperzy, budując mieszkania, apartamenty i luksusowe hotele, rozebrali widoczne wcześniej nad Kołobrzegiem suwnice i dźwigi. Zaspokoili potrzeby zamożniejszych, którzy inwestowali w nieruchomości. Ogranicza to zatrudnienie w budownictwie. Pozostały mniejsze i drobne prace budowlane &#8211; prywatne domki, remonty, naprawa dróg.</p>
<p>Strefa ekonomiczna pod Białogardem (w granicach miasta), inkubator przemysłowy, wielkie hale przed Goleniowem, kiedy tędy przejeżdżam budzą we mnie zazdrość. Zbliżają się wybory samorządowe, może któryś z kandydatów na radnego miasta, powiatu, województwa zapisze w swoim programie tworzenie miejsc pracy typowych dla mężczyzn: inżynierów, techników, wykwalifikowanych robotników. Radnym nie będę, wiec nie precyzuję programu i projektów: może montaż quadów, coraz modniejszych na usługach różnych służb (dużo więcej ich na drogach), a może samochodów, lodówek, zmywarek&#8230; Wymaga to kontaktów z kontrahentami zagranicznymi. Nic trudnego. Na tablicy przed urzędem miejskim kilkanaście miast europejskich krajów współpracujących z Kołobrzegiem, okazujących nam sympatię, zapewne pomogą. Kontakty z partnerskimi miastami powinny zejść ze szczebla radnych i urzędników na poziom inżynierów wszelkiego typu, z zaleceniem, by z każdego pobytu przywozili ciekawe rozwiązania, nowe pomysły do realizacji. Ponieważ jesteśmy jednak opóźnieni w różnych dziedzinach gospodarki i infrastruktury w stosunku do &#8222;naszych przyjaciół&#8221;, powinniśmy korzystać z rozwiązań innych i inspirować się nimi. </p>
<p>Części do aparatów radiowych i lampy błyskowe do aparatów fotograficznych produkowała za czasów swojego istnienia Fabryka Podzespołów Radiowych &#8222;Elwa&#8221;. Młodszemu pokoleniu przypomnę, że w miejscu tej fabryki stoi Dom Towarowy Hosso. Mieliśmy też zapotrzebowanie na pracowników portu &#8211; nie słychać, aby kwitły portowe przeładunki i aby port miał zapotrzebowanie na inżynierów i wykwalifikowanych robotników. Ciągle działa Zarząd Portu, a dokładniej jego biura. Zarząd ten między innymi odkupuje sprzedane kiedyś nabrzeża. Tak przy okazji &#8211; nikt za tę nierozsądną sprzedaż, do tej pory, nie wytłumaczył się przed mieszkańcami miasta ani też nie przyznał się do odpowiedzialności za to, co uczynił. Zarząd Portu ponownie, za duże pieniądze miasta, te nabrzeża odkupuje. Sprzedano hotel &#8222;Skanpol&#8221;, a przecie można było pozostawić część udziałów miastu, by miało pieniądze z podatku i zysk z działalności, a w ogóle mogło decydować o obiekcie i gruntach położonych w swoim sercu. Nie jestem śledczym i nie dochodzę, co jeszcze i komu sprzedano w mieście Kołobrzegu w taki sposób, że mieszkańcy na tym stracili. Polską Żeglugę Bałtycką doprowadzono do takiego stanu, że nie stanowi już wielkiego majątku, a na dodatek, nikt nie chce jej kupić. Tam były stanowiska pracy dla mężczyzn i to na morzu. Pozostałości w biurach już się nie liczą. Obce bandery PŻB nie uratowały.</p>
<p>Prace, szczególnie dla mężczyzn, mogą dać tylko zakłady produkcyjne. Kołobrzeg z turystyką i uzdrowiskiem sobie poradził. Trzeba szukać systemowych rozwiązań w zatrudnieniu. Inicjatywy wznoszenia bazy produkcyjnej nie mogą w żadnym stopniu zagrażać środowisku. Kołobrzeg to przede wszystkim uzdrowisko i kurort wczasowy. Postawić trzeba na przemysł, który nie zatruwałby środowiska &#8211; ziemi, powietrza i wody. Tyle mamy wokół terenów &#8211; ziemi, która leży odłogiem &#8211; można na niej budować hale produkcyjne. Wstyd mi,  kiedy ktoś mnie pyta &#8211; a jak u was z pracą? I nie czekając na odpowiedź dodaje: miasto pielęgniarek, kucharek, kelnerek i&#8230; urzędniczek. Może w mieście pytającego nie lepiej, ale nie mogę zaprzeczyć jego opinii. Białogard (jest tam 4 tysiące bezrobotnych) próbuje rozwiązać ten problem, chociaż znam wielu, którzy się z Białogardu przeprowadzili do Kołobrzegu, tutaj znaleźli pracę, przede wszystkim w handlu, gastronomii.</p>
<p>Jeden z radnych, broniąc bazy wojskowej na Koszalińskiej, powiedział, że Kołobrzeg nie może być tylko sypialnią dla emerytów. No właśnie, Panie Radny, czas stworzyć przemysły, by widzieli tu swoją przyszłość absolwenci politechnik, akademii rolniczych. Zabawa czołgami dla młodych (przeważnie przyjezdnych) tylko latem, to tylko zabawa. Tymczasem zupełnie bez obrzydzenia walczy się o to, co zbudowano w PRL-u. Kto wygra przetarg, kto kupi czy wydzierżawi? Trzeba samemu coś zbudować, dać ludziom młodym, skoro się niby rozumie ich potrzeby życiowe. Widzę tu pole do działania, szczególnie radnych powiatu, starosty, oczywiście w uzgodnieniu z gminami. Gminy robią co do nich należy skutecznie, ale wielkim przedsięwzięciom nie mogą sprostać. Nasi radni zaś wolą prowadzić spory międzypartyjne albo umacniać się w coraz większej liczbie stanowisk. Zachęcam kandydatów do samorządów, którzy za chwilę zaczną budować programy wyborcze, aby o sprawie, której poświęcam ten felieton, nie zapomnieli. Szukajmy nowych stanowisk pracy typowo męskich, z myślą o młodych, którzy wchodzą w wiek produkcyjny.</p>
<p>Turystyka i zyski z niej są kapryśne. Dziś modny Kołobrzeg, jutro Mielno. Do tego nieprzewidywalny klimat i żadne promocje nie zapełnią hoteli i sanatoriów, gdy przyjdą trudne sytuacje. Mieszkańcy miasta muszą mieć alternatywne źródła dochodu, niezależne od mody, deszczu czy suszy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/154/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Oblicze sezonu</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/153</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/153#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Jul 2010 08:13:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/153</guid>
		<description><![CDATA[Zawieszono na latarniach donice z pelargoniami (oby je podlewano), klomby zmieniły kwiatowy wystrój, zakwitły lipy na Walki Młodych &#8211; sezon w pełni. 
W centrum, na łańcuchach przy skrzyżowaniach ulic, transparenty zapowiadają imprezy &#8211; jedną po drugiej, prawie na każdy dzień tygodnia: &#8222;Muzyka w katedrze&#8221;, jazz w Regionalnym Centrum Kultury, muzyka w Latarni Morskiej, gwiazdy każdego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zawieszono na latarniach donice z pelargoniami (oby je podlewano), klomby zmieniły kwiatowy wystrój, zakwitły lipy na Walki Młodych &#8211; sezon w pełni. </p>
<p>W centrum, na łańcuchach przy skrzyżowaniach ulic, transparenty zapowiadają imprezy &#8211; jedną po drugiej, prawie na każdy dzień tygodnia: &#8222;Muzyka w katedrze&#8221;, jazz w Regionalnym Centrum Kultury, muzyka w Latarni Morskiej, gwiazdy każdego wieczoru w amfiteatrze, ściganie się kolarzy o Puchar Bałtyku głównymi ulicami miasta (co się nie robi dla widza). Dwa Jarmarki &#8211; &#8222;Solny&#8221; nad Parsętą i &#8222;Rodzinny&#8221; z udziałem kolekcjonerów na Skwerze Pionierów. Zmiana organizacji ruchu w okolicach amfiteatru &#8211; buduje się sceny, trybuny i zabudowuje parking na sunrise. Za chwilę, na sygnałach samochody służb mundurowych rozpoczną odwożenie tych, którzy na muzykę techno przyjechali z wiadomym towarem. Pan Romek Łangowski codziennie w zapowiedziach: &#8222;co, gdzie, kiedy&#8221; w Telewizji Kablowej Kołobrzeg zaprasza na spotkania z kolejną gwiazdą, która bawić będzie  wieczorem w amfiteatrze. Stały repertuar nam mieszkańcom powtarza się do znudzenia, tylko gwiazdy dorośleją. By nie przestraszyć, &#8222;zapomina się&#8221; o podawaniu cen biletów wstępu. W sezonie turyści wszytko kupią. Zaprasza się również mieszkańców Kołobrzegu.</p>
<p>Przykładem, co mogą kupować dzieci przywożone do Kołobrzegu z pobliskich kolonii letnich, są stoiska handlowe na Emilii Gierczak. Prowadza się tam dzieci jak na zamówienie &#8211; a one opróżniają swoje portmonetki, które napełnili rodzice przed kolonią. Kupcy &#8222;wciskają&#8221; dzieciom najczęściej chińskie różności, można rzec &#8222;koszmarności&#8221;. &#8222;Mamo, tato &#8211; przywiozłem pamiątkę z Kołobrzegu&#8221; &#8211; pistolet plastykowy, perukę, wisiorek z kolorowych szkiełek.</p>
<p>Sezon ma swoje prawa &#8211; cały rynek przed ratuszem i obok ratusza &#8211; jak zawsze &#8222;pełen piwa&#8221; i restauracji. Na Jarmarku Rodzinnym, na Skwerze Pionierów zabawisz dzieci wsadzając je do &#8222;ekspresu&#8221;, za kilka złotych kilka okrążeń, ale za to ile dzwoni i&#8230; jak prawdziwa lokomotywa! Może też być batuta albo kula na wodzie za 15. złotych 10 minut. Można pozjeżdżać na ścianach z gumy nadmuchanej powietrzem. Bufet pełen chleba domowego, smalcu, ogórków i klusek pomorskich. Jest wata, a w kiosku zapiekanki. Bawcie się dzieci razem z rodzicami każdego dnia, a że pieniędzy ubywa? Kto widział wczasy w Kołobrzegu &#8211; &#8222;supernowoczesnym uzdrowisku &#8221; &#8211; żeby nie kosztowały? A ile wspomnień na cały rok, aż do następnego wakacyjnego wyjazdu! Może znowu Kołobrzeg?</p>
<p>Geografia turystów nie zmienia się &#8211; Poznańskie, jak sami mówią &#8211; Wielkopolska, Kujawsko &#8211; Pomorskie, Dolny Śląsk, Śląsk, Lubuskie i Warszawa (gdzie jej nie ma?). Z zagranicy Niemcy i&#8230; Niemcy, trochę Skandynawii, pojedyncza Anglia, ale to odwiedziny emigrantów, Francja. Włochów, Czechów, Słowaków &#8211; nie widać. Nie mówiąc o turystach  zza Bugu i krajów przy Bałtyku.</p>
<p>Władze miasta muszą się napracować, aby Kołobrzeg przygotować do sezonu! Wydać ogrom opieczętowanego i podpisanego papieru &#8211; jako zgody, że odtąd dotąd to granica ogródka piwnego, a odtąd dotąd stoisko z tandetą. Tylko ci z koszykami jagód, kwiatuszkami, czosnkiem i straszydłem na mole nic sobie z tego nie robią i stoją na wszystkich narożnikach ulic. Czy to stroi miasto? A gdzie postawić samochód? Wszystkie ważniejsze ulice, na których turyści parkują, &#8222;obrosły&#8221; parkometrami. Idzie pieniądz! Zajmujesz miejsce należące do miasta &#8211; płać! Kontrolerzy działają &#8211; widzę za wycieraczkami samochodów sporo mandatów. Za każdy 50 złotych do kasy MKS &#8211; spółki miasta.</p>
<p>Wokół katedry nasadzono nowe drzewa w miejsce wyciętych, będą rosły dęby. Długie lata, ale czy nie za blisko murów? Jak się rozrosną, znowu będzie kłopot. Oby się jeszcze coś stało z &#8222;Bryzą&#8221;&#8230; nie mogę się doczekać w jej miejsce ogrodu.</p>
<p>Prezydent miasta wybrał się do Warszawy (tak mówił w swoim kablowym kwadransie). Miastu przyznano nowe wyróżnienie. Jesteśmy w dziesiątce najsprawniejszych samorządów (jak się do tego mają narzekania na władzę?). To cieszy, ale nagromadzone w rankingu punkty sporo kosztują mieszkańców, szczególnie poruszających się samochodami. Mam wiele uznania dla tych, którzy minimalizują skutki upałów, życzę im i sobie, by Kołobrzeg nie dosięgły kataklizmy przyrody i awarie różnych sieci. I jeszcze jedno mnie cieszy, że wojny na górze nie przekładają się z taką siłą na niższe szczeble administracji. Wyłączam telewizor, w którym szczerzą kły i warczą na siebie różni (pierwsza strona ostatniej Polityki) i jak łagodnej muzyki słucham narzekań na upał, na drogie owoce i jarzyny i przewidywań, że jak tak dalej pójdzie, to&#8230;</p>
<p>A jeszcze inne zmartwienia miasta &#8211; pieniędzy potrzebuje spółka TBS, bo jak nie zostanie wsparta, to padnie! Pieniądze dostała. Potrzebuje ich też koszykarska Kotwica &#8211; znowu. Za dotacją byli handlowcy z jarmarków. Z ich wypowiedzi zdawało się wynikać, że &#8222;zrzuciliby się&#8221; na Kotwicę. Tak przekonywująco mówili, ale chyba pójdzie to z kasy podatników i kolejnych kredytów miasta. Na podatników zawsze przecież można liczyć, jeżeli będzie potrzeba. Jeszcze akceptacja szefów klubów radnych i potrzebujący uratowani. Do następnego razu.</p>
<p>Do spotkania za cztery tygodnie &#8211; urlop.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/153/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Marzenia mogą się spełnić</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/152</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/152#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 05 Jul 2010 11:29:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/152</guid>
		<description><![CDATA[Lato sprzyja marzeniom. Psychologia &#8222;marzenie&#8221; określa jako proces poznawczy bliski wyobrażeniom. Każde marzenie, aby się spełniło, musi mieć odpowiednią moc sprawczą: myśl uporządkowaną projektem, pieniądze, materiały, robociznę itp. Kiedy Ryszard Woźniak &#8211; prezes Centrum Zdrowia i Relaksu &#8222;Verano&#8221; spotykał się latem 2007 roku z Jadwigą Knaflewską &#8211; architektem krajobrazu i rozmawiał na temat koncepcji projektu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Lato sprzyja marzeniom. Psychologia &#8222;marzenie&#8221; określa jako proces poznawczy bliski wyobrażeniom. Każde marzenie, aby się spełniło, musi mieć odpowiednią moc sprawczą: myśl uporządkowaną projektem, pieniądze, materiały, robociznę itp. Kiedy Ryszard Woźniak &#8211; prezes Centrum Zdrowia i Relaksu &#8222;Verano&#8221; spotykał się latem 2007 roku z Jadwigą Knaflewską &#8211; architektem krajobrazu i rozmawiał na temat koncepcji projektu &#8222;Miejskiego Parku Dendrologicznego dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej&#8221;, nie spodziewał się, że jego realizacja będzie się tak długo ciągnęła. Marzeniom zabrakło siły sprawczej &#8211; pieniędzy i to było powodem, że park do tej pory nie powstał. Prezes spodziewał się wsparcia miasta. A miasto prowadzi tyle inwestycji naraz, że rok po roku budowę parku odkłada. Idzie o zadrzewiony teren pomiędzy Sikorskiego (dokładnie drogi dojazdowej do &#8222;Verano&#8221;), Kołłątaja, Kościuszki.</p>
<p>Z projektu Jadwigi Knaflewskiej dowiadujemy się, że &#8222;w Polsce żyje 5,5 miliona osób niepełnosprawnych, w tym 202,4 tysiąca dzieci. Co trzecie z tych dzieci mieszka na wsi lub w małym miasteczku&#8230;&#8221;. &#8222;Miejski Park Dendrologiczny dla Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej&#8221; ma być &#8222;miejscem spotkań i wypoczynku, &#8222;łączką do opalania&#8221;, kompozycją drzew i krzewów oryginalnych gatunków&#8230;&#8221;. Mają tu być też konieczne urządzenia socjalne (osłona z pleksiglasu przed nagłym deszczem, bufecik z napojami i parking), urządzenia higieniczne, sieć ścieżek spacerowych z ławeczkami. Koniecznie wiele pergoli z pnączami. Szczególnie dla niewidomych &#8211; rośliny zapachowe, a brzegi ścieżek obudowane kostką granitową, dającą im informację. Ciekawie zaprojektowano przyrodę: choina, rododendrony, daglezje, różne gatunki świerku, gatunki pnączy: bluszcz, milin, glicynia, dławisz, rdestówka, jodły, jałowce, tuje, cedry, platany, kasztan jadalny, dęby, berberysy, bożodrzew i misy z roślinami zapachowymi: lawendą, melisą, macierzanką;  byliny: funkia, bodziszki, paprocie, konwalie. Wszystko to przez architekta krajobrazu jest logicznie rozmieszczone i czeka na dobrą rękę ogrodnika. I oczywiście na pieniądze, jako jednej z mocy sprawczych spełniania się marzeń.</p>
<p>Co się jeszcze marzy prezesowi &#8222;Verano&#8221;? Budowa sali gimnastycznej w Ośrodku. Obecna w podziemiu, o niskim stropie, ledwo mieści przyrządy konieczne do rehabilitacji i  ćwiczeń siłowych. Zlokalizowane są na małej powierzchni, co utrudnia pracę rehabilitantom i nie tworzy komfortu kuracjuszom. Sala gimnastyczna wyraźnie odstaje od poziomu bazy, jaka znajduje się w pawilonie zabiegowym &#8211; średniej wielkości zakładzie przyrodoleczniczym &#8211; niedawno zbudowanym. Miejsce na salę gimnastyczną czeka od dawna &#8211; między obecną restauracją &#8211; jadalnią, a ulicą dojazdową do &#8222;Verano&#8221; i właśnie zaprojektowanym parkiem dendrologicznym.</p>
<p>A później jeszcze zabudowanie zewnętrznego basenu pływackiego z podgrzewaną wodą, aby cały rok (a nie tylko w sezonie letnim) służył kuracjuszom, turystom i mieszkańcom Kołobrzegu.</p>
<p>Marzenie zbudowania palmiarni w końcowej części parku na wschodniej plaży ma szwedzki partner Centrum Zdrowia i Relaksu &#8222;Verano&#8221; &#8211; Włodzimierz Mikucki z Geteborga. &#8222;Moim szwedzkim kuracjuszom, ludziom w podeszłym wieku i wielu niepełnosprawnym marzy się odpoczynek po spacerze od &#8222;Verano&#8221; w pobliże &#8222;Arki &#8211; Mega&#8221;. Gdzieś w tych okolicach widziałbym palmiarnię, a przy niej piękną kawiarnię, gdzie mogliby odpoczywać moi kuracjusze.&#8221; Cała rzecz w tym, że aby ją zbudować, trzeba pomyśleć skąd wziąć pieniądze? Moim zdaniem &#8211; w dużej części w jej budowie powinny być zaangażowane pieniądze Szwedów. Byłby to piękny gest Geteborga dla Kołobrzegu. Przecież mogę i ja marzyć!</p>
<p>Lato, latem&#8230; przeminie &#8211; to maksymalnie trzy miesiące, a pozostałe dziewięć? Jesienią wybory samorządowe &#8211; może ktoś z przyszłych radnych akurat wprowadzi te marzenia do swojego programu wyborczego. Oby tak się stało. Kołobrzeg dużo uczynił i czyni dla niepełnosprawnych. A wszystko zaczęło się latem 1999 roku w ramach Ogólnopolskiego Wyścigu na wózkach pod hasłem &#8222;Bądźmy razem&#8221;. Warto pomagać, aby ludzi słabsi nie napotykali na &#8222;bariery&#8221; i mogli korzystać z tych dóbr, które są dostępne zdrowszym i sprawnym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/152/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Wizyta u bratanków</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/151</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/151#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 Jun 2010 07:15:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/151</guid>
		<description><![CDATA[Jedyne co pamiętam z pobytu przed wiekami w Budapeszcie, to dwie wieże kościoła z okna hotelu. Była to więc podróż w nieznane. Powitał mnie turystyczny hotelik przeznaczony dla takich jak ja przelotnych gości, ale sympatyczny i wygodny, w zależności od wyboru trasy 15 lub 25 minut autobusem od centrum. Pierwszy spacer i&#8230; lekki zawód: jedna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jedyne co pamiętam z pobytu przed wiekami w Budapeszcie, to dwie wieże kościoła z okna hotelu. Była to więc podróż w nieznane. Powitał mnie turystyczny hotelik przeznaczony dla takich jak ja przelotnych gości, ale sympatyczny i wygodny, w zależności od wyboru trasy 15 lub 25 minut autobusem od centrum. Pierwszy spacer i&#8230; lekki zawód: jedna z głównych ulic Budy - Beli Bartoka - smutna, okazałe kamienice z poprzedniego wieku przemieszane z klockami z lat 50. - 60., w większości czekają na odnowienie elewacji. Jedyna jasna plama to majestatyczne Gimnazjum św. Elżbiety. Wnętrza domów ukryte za spuszczonymi roletami stwarzają wrażenie pustych. Może gospodarze wyjechali do letnich domków, gdyż było zasadą w poprzednich dziesięcioleciach ich posiadanie. Dopiero w pobliżu Wzgórza Gellerta i zielonego mostu pojawiają się budynki ze szkła i metalu, eleganckie fasady, w oknach wystawowych równie eleganckie rzeczy. Pierwsze piwo w barze przy ulicy za 450 forintów, za to węgierskie. Ach te forinty - bilet autobusowy 320 forintów, kolacja z węgierskimi potrawami 2.750 forintów, wstęp na kąpielisko w wodach termalnych 12 Euro, jedno Euro 267,7 forinta. Za 30 Euro ponad 8.000 forintów; kilka drobnych zakupów i pusto w kieszeni. </p>
<p>Oczy przyciąga Dunaj - szeroki, szarozielony, zaledwie pół metra niżej od naddunajskiej promenady i ważnej arterii samochodowej. Wygląda majestatycznie i groźnie, ale nie widziałem lęku, że zagrozi miastu. Ponoć umocnienia brzegów są tak pomyślane, że można zamknąć zalaną drogę, później drugą, wyżej położoną, aż rzeka obniży poziom. Betonowe nabrzeża wytrzymują, gorzej z dalszymi ulicami, bo wymusza to objazdy i stoi się w korkach. Jeden taki przeżyłem - dwa kilometry - godzina jazdy. Na rzece statki turystyczne, czynny dworzec rzeczny; płynąć takim Dunajem to zapewne mocne przeżycie. Za Budapesztem Dunaj zalewał miasteczka i pola. Widziałem ludzi układających worki z piaskiem.</p>
<p>Wieczorem pierwsze spotkanie z węgierską kuchnią w Tanne Eterem. Próbowałem wielu dań, które od papryki prawie ogniste, koniecznie popijałem czerwonym winem i wodą z syfonu (takiego u nas już nie zobaczysz). Najciekawsze potrawy - panierowana skóra z gęsi z głębokiego tłuszczu, ziemniaki w mundurkach posypane zieloną cebulką (co kraj to na ziemniaki inny obyczaj!) i potrawy, których nie umiem nazwać. Wiele gatunków ciast. W ogródku restauracji do dyspozycji gości grill - jak to grill - karkówka, boczek, kiełbaski. Bar bogaty w alkohole, soki, kawę, herbatę. W drodze powrotnej jeszcze kilka zdjęć Budapesztu nocą. Uroczy!</p>
<p>W drugim dniu w stolicy Węgier jadę ulicą Andrassyego, dokumentnie zakorkowaną, do Placu Bohaterów (zwanym też Placem Milenium), który przygotowują do corocznej gonitwy koni. Korek wydłużył przejazd o ponad pół godziny, będzie mniej czasu na kąpiele. Jestem już w Szechenyi Bath (kąpielisko z wodami termalnymi). Przez ponad dwie godziny zażywam kąpieli w basenach z termalnymi wodami na powietrzu i w budynku. Wody nasycone są różnymi składnikami mineralnymi w temperaturze od 20 do 40 stopni Celsjusza. Uroki tych kąpieli określa reklama: odmłodzisz się nie tylko o kilka lat, ale o kilkanaście! Nie wiem, czy się odmłodziłem, ale poczułem się doskonale. </p>
<p>Pan Jarek, przewodnik, barwnie opowiadał o Placu Bohaterów, Baszcie Rybackiej, u stóp której płynie Dunaj i rozpościera się Budapeszt. Obok pomnik króla świętego Stefana, założyciela państwa węgierskiego i kościół świętego Macieja, którego część dachów pokryto  ceramiką. Stąd też widok na Zamek Królewski, na mosty nad Dunajem, a nad nim budapeszteńskie najlepsze (rozumie się - najdroższe) hotele. Dalej gmach Parlamentu, Bazylika świętego Stefana. Wzgórze Gellerta - monumentalne pomniki i ponownie oglądanie panoramy Budapesztu.</p>
<p>Buda - część historyczna miasta z jeszcze starszą Obudą, w której kiedyś stacjonowały legiony rzymskie. Najdroższa część to Wzgórze Gellerta, gdzie mieszkają bardzo bogaci, dyplomaci, a ich wille kryją się w pięknych parkach i ogrodach. Ze wzgórz Budy - szeroki pas Dunaju, a na nim mosty - zielony z herbami, biały na linach - najnowocześniejszy w swoim czasie w Europie Środkowej, świętej Małgorzaty (w remoncie) i kilka innych. Po drugiej stronie rzeki Peszt. W przewodniku określany mianem miasta handlowego. W części centralnej to miasto ozdobnych gmachów, przeważnie z XIX i początków XX wieku, kościołów z katedrą świętego Stefana, muzeami, akademiami artystycznymi, operą, nie mówiąc o hotelach, budynkach rządowych i również kąpieliskach termalnych. To całe kompleksy, trochę chyba na wzór term rzymskich. Obok basenów zewnętrznych, te w środku jakby w architektonicznych szkatułkach, każdy w innej. Spokój, przemieszczanie się gości z jednego basenu do drugiego i dyskretna obserwacja ratownika. Łagodne formy masażu wodnego, wartki strumień rzeki, wygodne ławeczki i poręcze zachęcają do kąpieli ludzi w różnym wieku. Urzekła mnie architektura wnętrz i staranie, by przyjemności fizyczne kąpieli połączyć z przyjemnością obcowania z pięknem. Naprawdę zazdroszczę Węgrom nie tyle wód termalnych, bo te i u nas, co wykorzystania ich. Każdy obywatel otrzymuje za darmo kilkanaście takich zabiegów w ciągu roku. To piękny dar państwa i troska o zdrowie ludzi. </p>
<p>Wieczór tego dnia w jednej z piwnic &#8220;Palace Catering&#8221; z kuchnią węgierską, degustacją wina rozlewanego przez kelnera pipetą, z muzyką cygańską i węgierskimi tańcami. Witano mnie jak bratanka - śliwowicą i białym chlebem, dopiero co wypieczonym. Na moim stole biało - czerwony proporczyk. Ucztowałem długo, bawiła mnie orkiestra i tancerze. Wyszedłem z butelką wina &#8220;Barkatakomba&#8221;, a na etykiecie moje zdjęcie.</p>
<p>Trzeciego dnia Szentendre - miasteczko malarzy nad Dunajem. Pół godziny od Budapesztu, podobne do naszego Kazimierza nad Wisłą. Urocze uliczki ze sklepikami pełnymi węgierskich pamiątek (nie chińskich, jak u nas!). Kupiłem kilka pamiątek porcelanowych z węgierskimi ornamentami, miedzy innymi kolejny talerzyk do zbioru, który zdobi ścianę kuchni. Trochę mnie to kosztowało, bo węgierskie pamiątki nie są tanie. Jeszcze w Szentendre pożegnałem się z Dunajem, a w drodze do Bratysławy zwiedzałem monumentalną Bazylikę w Esztergron.?</p>
<p>Węgry przeżywają kryzys ekonomiczny i polityczny. Kraj - to jedna trzecia powierzchni Polski i 10 milionów mieszkańców. Gdy się ogląda 2. milionowy Budapeszt ze Wzgórza Gellerta i turystycznego autokaru, tak bardzo tego nie widać. Za to widać wielkie ilości autokarów z Polski. Z samego Kołobrzegu dwa. Spotkałem znajomych na basenie. Widziałem rejestracje z Warszawy, Rzeszowa, Białegostoku, Krakowa, Elbląga, Szczecina, Koszalina. Myślę, że tysiące Polaków spędziło weekend w Budapeszcie. Zostawiło tam też wiele Euro, a to dowodzi, że nasz kryzys chyba nie tak głęboki, skoro zwykłych ludzi stać na przyjemność (kosztowną) odwiedzenia bratanków.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/151/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Spotkanie z Gdańskiem, Sopotem, Oliwą i moimi dziewczynami</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/150</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/150#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 02 Jun 2010 15:04:35 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/150</guid>
		<description><![CDATA[Na początku czerwca ubiegłego roku w felietonie &#8222;Nasza klasa &#8211; V b!&#8221; absolwentkom &#8222;Medyka&#8221; rocznik 1961/1966 napisałem: &#8222;Może uda się kiedyś &#8211; za rok, a może za kilka lat powtórzyć spotkanie&#8230;&#8221;. Nie czekałem nawet roku. 29. maja sztuką &#8222;Zawisza Czarny&#8221; w Teatrze Wybrzeże i kolacją w restauracji &#8222;Kuchnia Rosyjska&#8221; na Długim Targu w Gdańsku &#8211; [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Na początku czerwca ubiegłego roku w felietonie &#8222;Nasza klasa &#8211; V b!&#8221; absolwentkom &#8222;Medyka&#8221; rocznik 1961/1966 napisałem: &#8222;Może uda się kiedyś &#8211; za rok, a może za kilka lat powtórzyć spotkanie&#8230;&#8221;. Nie czekałem nawet roku. 29. maja sztuką &#8222;Zawisza Czarny&#8221; w Teatrze Wybrzeże i kolacją w restauracji &#8222;Kuchnia Rosyjska&#8221; na Długim Targu w Gdańsku &#8211; znowu z radością spotkałem się z klasą , której byłem wychowawcą (po raz pierwszy w życiu) w kołobrzeskiej szkole pielęgniarskiej. Tym razem do Gdańska moich dziewcząt przyjechało 10: Hanka i Mirka &#8211; siostrzyczki Rabel, Irenka Burnos, Ula Wojdyńska, Jadzia Kobrzyńska, Ania Kreliszyn, Terenia Stańczak, Reginka Turek (nie było jej w Kołobrzegu), Ania Wilczyńska i Ela Sowińska &#8211; organizatorka spotkania (wszystkie nazwiska z czasów uczniowskich). Eli pomagała Majka Siwek, nauczycielka pielęgniarstwa, przez pewien czas też wychowawczyni tej klasy. Przyjechały z Kołobrzegu, ze Śląska, nawet z Zakopanego, były też miejscowe &#8211; z Gdyni i Wejherowa.</p>
<p>Po roku niewiele nowego w ich życiu. Większość na emeryturze. Korzystają ze współczesnych możliwości: wycieczki, wycieczki, oczywiście zagraniczne. Ela nawet bała się, że nie zdąży na spotkanie &#8211; tego dnia rano wróciła z Włoch, a w planie już następny wyjazd. Przez jakiś czas, jedna przez drugą, mówiły tylko o zagranicy. Przyszedł czas na dobrą sztukę w Teatrze Wybrzeże, a po niej na kolację. W czasie kosztowania sałatek z buraków, cebuli, ogórków, które serwowano na przystawkę &#8211; wspomnieniom o szkole nie było końca. Kolejne przystawki &#8211; &#8222;kurnik&#8221; &#8211; ciasto z nadzieniem z jarzyn polanych gorącym białym sosem czosnkowym, śledzik pod szubą, gorący kociołek z jarzynami w pikantnym sosie, &#8222;sało&#8221; z jarzynami. Danie główne &#8211; bliny z różnymi dodatkami. Co ci Rosjanie jedzą &#8211; komentowały moje panie, ale wszystkie, razem ze mną, zajadały się mówiąc: doskonałe, smakuje!</p>
<p>Opuszczam przemiłe towarzystwo i idę w nocnych światłach Długiego Targu, po drodze kłaniając się Neptunowi, który czuwa nad spóźnionymi przechodniami.</p>
<p>W przeddzień spotkania odwiedziłem sopockie molo. Dojście utrudnione, bo buduje się Dom Zdrojowy. Obiekt okazały i piękny. Obok Sharaton i oczywiście gwiazda Sopotu &#8211; &#8222;Grand Hotel&#8221;. Dom Zdrojowy stoi na wprost wejścia na molo. &#8222;Grand&#8221; od strony morza z ukwieconymi balkonami, przed frontem przystrojony kolorowymi rabatami, od ulicy zaś jak zwykle gościnnie &#8211; zapraszamy! Na spacerowej ulicy Sopotu tłoczno. Wrażenie robi &#8222;Krzywy Dom&#8221; i odbudowa jednego z peronów kolejki w stylu retro. Będzie pięknie i romantycznie&#8230; </p>
<p>Sopockie molo&#8230;Białe, szerokie, długie, na jego końcu makieta ukazująca, jak będzie wyglądała przystań jachtowa, która właśnie się buduje. Kilka stoisk z bursztynową biżuterią i jedno z pamiątkami nie przeszkadzają spacerowiczom, nie przesłaniają morza &#8211; nawet są ozdobą miejsca. Podobny charakter mają stoiska na spacerowym deptaku przed Domem Zdrojowym. Nie ma nachalnego handlu, nagabywania i atmosfery bazaru jak w Kołobrzegu. Myślę, że handlarze czują respekt przed konsekwentną i silną władzą. Do Sopotu nie przyjeżdża się po chińskie szmatki i rupiecie. Zazdrościłem rozmachu w zagospodarowaniu przestrzeni i atmosfery eleganckiego świata. Długo nie pójdę w Kołobrzegu nad morze, by nie psuć sobie tamtego wrażenia. Oczywiście nieco dalej też stare domy, chwasty, zaniedbane całe kwartały. To też widziałem, ale nabrzeże utrzymane pięknie.<br />
Zwiedziłem też Oliwski Park, w nim małą palmiarnię, a przede wszystkim Bazylikę Archidiecezjalną. W niej organy, oczarował mnie koncert organowy. &#8222;Wsłuchać się można w śpiew ptaków, bicie dzwonów, plusk wody, pomruki niedźwiedzia i głos ludzki. Słońce, księżyc i gwiazdy na szczytach prospektu w trakcie gry kręcą się&#8221; &#8211; piszę za przewodnikiem &#8222;Organy oliwskie&#8221; ks. Brunona Kędzierskiego i Zdzisława Skargo. Zupełnie zapomniałem o świecie, kiedy rozbrzmiewały &#8222;Alleluja z oratorium Mesjasz&#8221;, Franciszka Szuberta &#8222;Ave Maria&#8221; czy &#8222;Fuga&#8221; Jan Sebastiana Bacha.</p>
<p>Po koncercie wiele czasu zajęło mi zwiedzanie Bazyliki. Od wielu detali architektury wnętrza, na przykład &#8211; stelli z końca XVI wieku czy prezbiterium, trudno oderwać wzrok. Surowe białe wnętrze wypełnione jest w większości barokowymi obrazami i rzeźbami, pełnymi ekspresji i religijnego patosu. Wszystko to domaga się od zwiedzającego uwagi i zainteresowania. Piękna Bazylika i pięknie utrzymane otoczenie, a właściwie wiele otaczających ją budynków, które tworzą zespół architektoniczny służący Kościołowi. Wokół katedry rozpościera się Park Oliwski. Szczególne to miejsce wypoczynku mieszkańców i turystów. Można powiedzieć wprost &#8211; Ogrody Oliwskie. Jest tu część francuska ze starymi cisami, bindaż, stawy, słynna &#8222;Aleja Lipowa&#8221;. Jest też mała palmiarnia z roślinami południa Europy. Atrakcją dla dzieci jest żółw, który od czasu do czasu podjada rzucone mu kawałki szynki. </p>
<p>Opuszczając ogrody w Oliwie pomyślałem sobie, czy u nas w Kołobrzegu nie można by stworzyć coś podobnego? Terenów nie brakuje, zaś zbudowanie palmiarni dawno temu postulowano. U nas, kończąc spacer aleją nadmorską po stronie wschodniej, jedynie podziwia się panoramę miasta z 11. piętra kawiarni &#8222;Arka &#8211; Mega&#8221;.</p>
<p>Piękne miejsca, obiekty budzą podziw, chociaż oglądało się je kilkakrotnie. Później długo pozostają w pamięci i są tematem rozmów. Czasem marzeń: może by tak i u nas&#8230; Albo myśl &#8211; co my pozostawimy po sobie? Czy będzie to równie piękne, jak rzeźbione anioły w Bazylice Oliwskiej? </p>
<p>Przeżyłem piękne trzy dni z daleka od telewizora i komputera. Podróżowałem wśród kwitnących i pachnących rzepaków, podziwiałem bukiety kwitnących bzów i przebywałem z miłymi i życzliwymi ludźmi. Dziękuję Wam, moje dziewczyny i Tobie Halinko.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/150/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Nasza młodość, nasze Zrzeszenie</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/149</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/149#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 19 May 2010 11:12:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/149</guid>
		<description><![CDATA[Patio Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina przy Okólnik 2 w Warszawie ledwo pomieściło 600 byłych działaczy i sympatyków Zrzeszenia Studentów Polskich na jego jubileuszowych obchodach 60-lecia. Przyjeżdżali autobusami, pociągami i samochodami ze wszystkich stron Polski i samej Warszawy. W większości seniorzy, ale i w wieku średnim oraz garstka młodych. 
Pierwsi, których spotkałem, byli z Poznania z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Patio Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina przy Okólnik 2 w Warszawie ledwo pomieściło 600 byłych działaczy i sympatyków Zrzeszenia Studentów Polskich na jego jubileuszowych obchodach 60-lecia. Przyjeżdżali autobusami, pociągami i samochodami ze wszystkich stron Polski i samej Warszawy. W większości seniorzy, ale i w wieku średnim oraz garstka młodych. </p>
<p>Pierwsi, których spotkałem, byli z Poznania z ceramicznymi &#8222;orderami&#8221; 60-lecia i znaczkiem ZSP. Rozmawiałem z profesorem Michałem Umbreitem &#8211; byłym przewodniczącym Rady Uczelnianej ZSP Akademii Medycznej w Poznaniu, z młodszego pokolenia do czasu mojej działalności w Radzie Uczelnianej ZSP na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przybywa Kraków &#8211; Zbyszek Sikora, za moich krakowskich czasów przewodniczący Rady Okręgowej, Kazio Karp, wiceprzewodniczący tej rady, wieloletni dyrektor krakowskich hoteli, Kazio Kłoda &#8211; krakowski działacz, który powędrował do Warszawy, był współorganizatorem Spotkania Pokoleń, Michał Czarnomski &#8211; nauczyciel akademicki. Rozpoznaję prezesów rady z Akademii Górniczo &#8211; Hutniczej, z Ekonomicznej. Witam się z organizatorami Spotkania Pokoleń ZSP &#8211; Wiesławem Klimczakiem, przewodniczącym Ogólnopolskiej Komisji Historycznej Ruchu Studenckiego, Zbigniewem Kowalem z Global Wings Sp. z o.o., organizatorem wykonawczym. Przybywają następni byli prezesi i działacze oraz sympatycy Zrzeszenia Studentów Polskich. &#8222;Dzień dobry. Jak się masz? Co porabiasz?&#8221; &#8211; zajmuje ponad godzinę. </p>
<p>	Zaświeciło słońce (jakby na zamówienie). Powitanie w imieniu Rektora Uniwersytetu Muzycznego Fryderyka Chopina profesora Stanisława Moryto, hymn państwowy i hołd ofiarom katastrofy samolotu prezydenckiego, pieśń &#8222;Nieście chwałę&#8221; Mikołaja Gomółki w wykonaniu chóru Amici Canentes składają się na otwarcie Spotkania Pokoleń Zrzeszenia Studentów Polskich. Przemówienie Wiesława Klimczaka było ciepłe i przypominało o wartościach ZSP w każdej dziedzinie studenckiego życia. Omawiało wydarzenia Zrzeszenia, które na zawsze zapisały się w historię polskiego ruchu studenckiego. ZSP było apolityczną i demokratyczną organizacją akademicką. 6 milionów studentów kolejnych pokoleń nierozerwalnie związało się z Zrzeszeniem w czasie swoich studiów. Przewodniczący w swoim wystąpieniu odwoływał się do słów Stanisława Staszica: &#8222;Być narodowi użytecznym&#8221; &#8211; &#8222;takimi starali się &#8211; mówił &#8211; być członkowie ZSP. Działać ku pożytkowi wszystkich, czynić dobro wszystkim.&#8221;  Dalej mówił o różnych aspektach życia studentów w kołach naukowych, kulturze, klubach studenckich, w domach akademickich, spółdzielniach studenckich, w turystyce, sporcie. Następnie głos zabrał obecny przewodniczący Rady Naczelnej ZSP Patryk Stanisz, który przywitał i pozdrowił byłych działaczy. Mówiąc o dzisiejszym programie Zrzeszenia &#8211; stwierdził mocno &#8211; &#8222;&#8230;dzisiejsze ZSP jest inne od Waszego (pomruk zebranych), nie będziemy takimi samymi, a nawet będziemy inni!&#8221;. Zebrani głośno, z dezaprobatą zareagowali na te stwierdzenia przewodniczącego. Według mnie to dobrze, że zmienia się program, a dzisiejsi studenci chcą po swojemu budować lepszą przyszłość. Nie będą nas &#8222;powielać&#8221;, bo byłoby to złe i śmieszne. Ale śmieszyła mnie osobiście ta butna deklaracja, bo poza drobiazgami i zmienioną formą będą tylko nieco &#8222;inni&#8221;. Jeśli losy osobiste i historia pozwoli im obchodzić następne 60.-lecie, co usłyszą od młodszych i jak siebie ocenią? Wszystko uspokoiła zapowiedź wystąpienie profesora Władysława Markiewicza: &#8222;&#8230; jestem najstarszym, może jednym z niewielu najstarszych, mam 90 lat, byłem współorganizatorem i uczestnikiem Kongresu Założycielskiego ZSP w 1950 roku.&#8221; Następnie profesor wygłosił laudację odznaczenia pierwszym egzemplarzem Medalu za Zasługi dla Ruchu Studenckiego Prezydenta RP w latach 1995 &#8211; 2005 Aleksandra Kwaśniewskiego (redaktora naczelnego Tygodnika Studenckiego ITD i redaktora Sztandaru Młodych, przyjaciela ZSP). Aleksander Kwaśniewski przebywał w Kazachstanie, o czym z upoważnienia, obecnej na spotkaniu Jolanty Kwaśniewskiej, powiadomił Stanisław Ciosek (jeden z byłych prezesów Rady Naczelnej ZSP), czytając list Aleksandra Kwaśniewskiego do uczestników Spotkania Pokoleń ZSP. Gaudeamus Igitur śpiewane przez chór i całą salę zakończyło tę część spotkania.</p>
<p>	 Koncert &#8222;A jednak po nas coś zostanie&#8221; w reżyserii Janusza Gasta pod kierownictwem muzycznym Marcina Partyki, przesłaniem ideowym Sławomiry Łozińskiej, aktorki, byłej przewodniczącej Rady Uczelnianej ZSP Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, trwał prawie dwie godziny. Wykonawcami piosenek byli: Beata Banasik, Eliza Banasik, Karolina Cicha, Piotr Dąbrówka, Łukasz Jemioła, Joanna Kaszta, Michał Łanuszko, Justyna Panfilewicz, Margita Ślizewska &#8211; laureaci wielu konkursów piosenek w kraju i zagranicą. Teksty piosenek, zamieszczone w przewodniku spotkania, pozwalały zebranym &#8222;pomagać&#8221; wykonawcom. Piosenkarzom towarzyszył zespół smyczkowy The Strings, absolwentek Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz sekcja rytmiczna i fortepian. Na scenę wniesiono wielki tort z napisem &#8222;60 lat ZSP&#8221;, artyści odśpiewali &#8222;Sto lat&#8221;, Jolanta Kwaśniewska pokroiła tort, każdemu dostało się po kawałku i&#8230; ja też go jadłem z krakowskimi kolegami. Był doskonały. Doskonały był też koncert, piosenki wzruszały mnie, bo kiedyś śpiewano je w studenckich klubach: gdańskim Bim &#8211; Bom, warszawskiej Stodole, krakowskich &#8211; Teatrze &#8222;Stu&#8221;, Jaszczurach, Piwnicy Pod Baranami. Prawdziwa uczta duchowa.</p>
<p>	Bufety rozmieszczone na tyłach patio pozwoliły na posiłek i niekończące się rozmowy &#8211; wspomnienia, ale i na ponowne nawiązanie kontaktów, wymianę adresów. Z Krakusami rozmawiałem o dawnych, codziennych spotkaniach w &#8222;Żaczku&#8221; &#8211; starym, &#8222;Nawojce&#8221;, &#8222;Rotundzie&#8221;, o spotkaniach na &#8222;Przewiązce&#8221;, o organizowanych Juwenaliach (aktualnie odbywały się w Warszawie i chyba nie tylko), o kulturze w &#8222;Jaszczurach&#8221;, otwarciu klubu na Gołębiej, o przedstawieniu w teatrze, które zdjęto nam z afisza, o manifestacji na Długiej i pod AGH, o Międzynarodowych Hotelach Studenckich, o przygotowaniach do 600-lecia UJ. Wspominaliśmy też o codziennych sprawach, które podejmowało ZSP, sposobach walki z biurokracją w niektórych dziekanatach krakowskich uczelni, stypendialnej i zapomogowej pomocy studentom, przemianach w ruchu studenckim, kiedy powstawały akademickie organizacje polityczne. Dużo mówiliśmy o naszych kolegach, z których wielu już nie żyje. Wspominaliśmy Bractwo Żakowskie Jurka Gruma i Jerzego Mardyły, &#8222;Słowianki&#8221; i Chór Akademicki Walka - Walewskiego, ale i naszych studenckich poetów &#8211; Mietka Czumę, Aleksandra Moczulskiego. Mówiliśmy o naszej dawnej siedzibie na Floriańskiej. Przypominaliśmy sobie, jak z udziałem wiceminister szkolnictwa wyższego &#8211; Eugenią Krassowską i dyrektorem administracyjnym UJ &#8211; Ignacym Włodkiem chrzciliśmy domy studenckie &#8222;Żaczek&#8221; i &#8222;wieczną wojnę&#8221; z jego kierownikiem Janem Buszkiem, chrzciliśmy &#8222;Nawojkę&#8221;, &#8222;Piast&#8221;. Martwiliśmy się, że dzisiejsze ZSP ma mało członków, tyle, ile za naszych czasów miał sam Uniwersytet Jagielloński. To już zależy od obecnych przywódców ruchu studenckiego. </p>
<p>	Muszę przyznać, że nie żałuję podróży do Warszawy. Odbyłem również podróż w czasie. Z satysfakcją odnalazłem się wśród ludzi, którzy życie przeżyli aktywnie i wiele dokonali. Niekiedy dokonali rzeczy wielkich, a współczesność bardzo wiele im zawdzięcza.</p>
<p>P.s. Tytuł felietonu wzięty z tytułu kasety z filmem Krzysztofa Magowskiego i Wojciecha Kurdziela o historii ZSP.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/149/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Kwitną kasztany</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/148</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/148#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 May 2010 09:47:28 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/148</guid>
		<description><![CDATA[Za chwilę, gdy tylko przeminą dni zimne i pochmurne, zakwitną kasztany. To nieodłączny atrybut matur w średnich szkołach. W Kołobrzegu, zapewne od czasów mroźnej zimy, idą przygotowania do sezonu z marzeniami, aby pokoje hoteli, pensjonatów, domów wczasowych, pokoje wynajmowane w mieszkaniach i domkach jednorodzinnych, wreszcie w sanatoriach (jakby się tam nazywały) &#8211; wypełniły się turystami.
	Z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Za chwilę, gdy tylko przeminą dni zimne i pochmurne, zakwitną kasztany. To nieodłączny atrybut matur w średnich szkołach. W Kołobrzegu, zapewne od czasów mroźnej zimy, idą przygotowania do sezonu z marzeniami, aby pokoje hoteli, pensjonatów, domów wczasowych, pokoje wynajmowane w mieszkaniach i domkach jednorodzinnych, wreszcie w sanatoriach (jakby się tam nazywały) &#8211; wypełniły się turystami.</p>
<p>	Z początkiem czerwca otwarcie sezonu Lato&#8217;2010. Prezes Centrum Zdrowia i Relaksu &#8222;Verano&#8221; Ryszard Woźniak (przy okazji sprostowanie &#8211; w artykule: &#8222;Nasi na UAM w Poznaniu&#8221; z 30.04. br zmieniłem część nazwy &#8211; zamiast &#8222; Centrum Zdrowia i Relaksu &#8222;Verano&#8221; napisałem &#8222;Lecznictwa&#8221;. Przepraszam) namawiał mnie do wysondowania, jaki będzie sezon&#8217;2010? Nie znalazłem chętnych do wypowiedzenia się na ten temat. Pozostała wypowiedź Ryszarda Woźniaka: &#8222;Kilka tygodni temu Polska Organizacja Turystyczna opublikowała raport o przyjazdach turystów do Polski w 2009 roku i ocenia, że statystyki nie są pocieszające. W Kołobrzegu także sezon 2009 w turystyce przyjazdowej był słaby.&#8221;  Uzasadnienia tego stanu rzeczy można szukać miedzy innymi w tym, że na kołobrzeskim rynku turystycznym przybyło wiele nowych miejsc noclegowych w czterogwiazdkowych hotelach &#8222;Akwarius&#8221;, &#8222;Arka Mega&#8221;, &#8222;Leda&#8221;, &#8222;Diva&#8221; itd., a &#8222;kolejne jeszcze w budowie&#8221; &#8211; dopowiada Ryszard Woźniak i dalej mówi: &#8222;przekonany jestem , że rok 2010 zakończy tendencję spadkową w turystyce przyjazdowej, która miała miejsce w ostatnich trzech latach.&#8221;  Zahamuje się tendencja spadkowa? Nie jestem o tym przekonany. W czasie ostatniego majowego weekendu więcej gości było w Dźwirzynie, Ustroniu Morskim i w innych mniejszych, okolicznych miejscowościach niż w samym Kołobrzegu. Wybór przez turystów tych miejsc tłumaczę panującą tam ciszą, mniejszym ruchem samochodów, możliwością bezpieczniejszego parkowania i zapewne znacznie niższymi cenami. W Kołobrzegu panuje drożyzna i w dalszym ciągu dziki handel, który zajmuje promenadę Jana Szymańskiego (nie pomogły obiecanki samego ministra sprawiedliwości) i wiele miejsc w dzielnicy uzdrowiskowej (coś okropnego, co dzieje się na Reymonta!). W Kołobrzegu brak imprez dla młodych, które by ich zainteresowały, poza lipcowym koncertem muzyki techno. Oni potrzebują muzyki współczesnej, estradowej i imprez o mocnych przeżyciach. Świadczy o tym majowe święto na Skwerze Pionierów, gdzie tłumy młodych przyszły na koncert kapel rokowych, chociaż były to tylko zespoły miejscowe. Jedną z nich nawet bardzo zachwalano &#8211; &#8222;Róże Europy&#8221;. Nie potrafiliśmy zdobyć półfinał wyborów Miss Polonia, który odbyły się w Szczecinie, mimo że dominowały w nim kołobrzeżanki: Judyta Radoń i Martyna Małetko.</p>
<p>	Prezes Ryszard Woźniak ma inne zdanie. Za dobry prognostyk uważa wzrost przyjazdów turystów do Kołobrzegu, który zaobserwował w czasie ostatniego weekendu. &#8222;Nareszcie przyjechali. Oczywiście pomogła słoneczna pogoda (wtrącę &#8211; w trzecim dniu lał deszcz!); ona była dla nas łaskawsza niż dla innych regionów Polski.&#8221; A jak pogoda będzie &#8222;niełaskawa&#8221;? Prognozy na tegoroczne lato nie są najlepsze. Co mamy poza spacerami po piasku nad brzegiem morza (lekarze zalecają w &#8222;każdą pogodę&#8221;) do zaproponowania turystom &#8211; pomijam typowe imprezy RCK, w których udział biorą nieliczni przyjezdni?</p>
<p>	Ryszard Woźniak ma pomysł. &#8222;Kołobrzeg &#8211; według niego &#8211; powinien być miejscem, gdzie organizuje się imprezy i obozy sportowe poza sezonem letnim. Miasto ma dobrą sieć urządzeń sportowych rangi mistrzowskiej w różnych kategoriach wiekowych i w wielu dziedzinach sportu. Mam na myśli te mniej popularne dziedziny, na przykład badminton, tenis stołowy, strzelectwo, łucznictwo, kręgle, bilard itd. Ilość dyscyplin można stopniowo zwiększać, szczególnie o te, które zaliczamy do &#8222;sportów niszowych&#8221;, a są uprawiane przez ludzi młodych. Można też wykorzystać obiekty sportowe sąsiednich miejscowości &#8211; obecnie modne w Ustroniu Morskim&#8221;. Dodajmy, że powstały z inicjatywy wójta Stanisława Zielińskiego czy wójta gminy Kołobrzeg &#8211; Tadeusza Kowalskiego &#8211; w Dźwirzynie. Jest to propozycja interesująca, tylko muszą się znaleźć organizatorzy, tacy &#8222;pozytywnie zakręceni&#8221; lub &#8211; jak to się dziś mówi &#8211; z charyzmą. No i z pieniędzmi na początek.</p>
<p>	Do tej pory największą &#8222;atrakcją&#8221; Kołobrzegu są inwestycje: modernizacja Rodziewiczówny, przejście nad torami, przywrócenie używalności ścieżki rowerowej do Podczela. Czy to się uda do sezonu? Po tablicach rejestracyjnych samochodów w weekend można ocenić, skąd przyjechali do nas goście. Przyjechali z Wielkopolski i Dolnego Śląska. Inne regiony śladowo. Niemcy &#8211; grupy zorganizowane, niewiele ze Skandynawii, chociaż bardzo ich hołubimy. Nie widać turystów z inny krajów Europy. Nie przybywają ze Wschodu, a tam tkwią duże rezerwy. Może biura turystyczne powinny &#8222;uderzyć&#8221; na Ukrainę,  Litwę, Rosję Jak pozyskać turystów z państw na &#8222;Wschód od Bugu&#8221;? Trzeba zachęcać, że to bliskie za rzeką jest piękne i gościnne. Kto będzie pierwszy i bardziej skuteczny, ten dokona turystycznego dzieła przyjazdu nad polskie morze Ukraińców, Litwinów, Rosjan, bo na Białorusinów pewnie trzeba będzie poczekać. Schować uprzedzenia i uczyć się języków Wschodnich Słowian. Zresztą, jakie uprzedzenia? Tak wielu mieszkańców Kołobrzegu i okolic pochodzi z Wileńszczyzny, z tak zwanych Kresów, gdzie pozostawili krewnych, sąsiadów, że na tej bazie można zbudować nową turystykę sentymentalną (jak wcześniej z Niemcami). Ofertę przyjazdu do Kołobrzegu należy kierować do ludzi zwykłych, niezbyt zamożnych, ale ciekawych świata, którzy swe podróże po Europie mogliby zacząć od Bałtyku. Jeszcze nie dorobili się takiej bazy uzdrowiskowej, jaką my mamy, ale chcą wypoczywać i poprawiać zdrowie. Chwalimy się folderami w języku niemieckim i szwedzkim, a może wydać takie w języku litewskim, ukraińskim, rosyjskim i w ramach jakieś promocji nawet podarować wschodnim sąsiadom. Powinno się za to &#8211; moim zdaniem &#8211; zabrać Stowarzyszenie Współpracy Polska &#8211; Wschód (zamiast toczyć spory o przeszłość),  Stowarzyszenie Wspierania Rozwoju Turystyki, Instytut Turystyki, Polska Organizacja Turystyczna. </p>
<p>	Każdego dnia mozolnie troszczyć się trzeba o turystę, a nie tylko wtedy, kiedy otwiera się kolejny sezon lata. Ma rację prezes &#8222;Verano&#8221;, że trzeba tak pracować, by można &#8222;do Kołobrzegu zapraszać o każdej porze roku&#8221;, a nie tylko, kiedy kwitną kasztany.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/148/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Po katastrofie</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/147</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/147#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 21 Apr 2010 07:13:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Mirosław Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/147</guid>
		<description><![CDATA[Nic nie powróci życia ofiarom katastrofy.
Minuty ciszy były tak skutecznie zagłuszane przez media, że zabrakło czasu, by pomyśleć. Znowu apele o przełom w polityce i w duszach. I znowu: trzeba, musimy, mamy nadzieję&#8230; A tak naprawdę liczy się mądra pamięć. Bo świat się nie skończył. Słońce budzi do życia przyrodę, poranek &#8211; do pracy. Po [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nic nie powróci życia ofiarom katastrofy.<br />
Minuty ciszy były tak skutecznie zagłuszane przez media, że zabrakło czasu, by pomyśleć. Znowu apele o przełom w polityce i w duszach. I znowu: trzeba, musimy, mamy nadzieję&#8230; A tak naprawdę liczy się mądra pamięć. Bo świat się nie skończył. Słońce budzi do życia przyrodę, poranek &#8211; do pracy. Po zgiełku słów i obrazów potrzeba ciszy. Wydarzenia ostatniego tygodnia pozwoliły mi wiele zobaczyć i wyłowić z potoku słów parę naprawdę mądrych. </p>
<p>	Najwyższe uznanie dla Premiera, Marszałka i służb państwowej administracji. Bardzo godne i perfekcyjnie zorganizowane przywitanie ofiar na lotnisku. Cztery razy &#8211; dotychczas &#8211; witał je Premier, traktując wszystkich tak samo, ale każdemu poświęcił kilka zdań, podkreślając to, co było piękne w biografii i działaniu. Nie dzielił, nie wyróżniał. Słuchałem mądrych słów i tylu, ile było stosownych w tej okoliczności. Marszałek uszanował wolę rodziny i pracowników Gabinetu Prezydenta we wszystkich sprawach, które były ich życzeniem. Początkowo zaskoczyło mnie przewiezienie zmarłych do Hali Torwaru. Nie znam na tyle Warszawy, by wiedzieć, czy nie było lepszego miejsca, ale byli tam wszyscy obok siebie i rodziny mogły swobodnie stamtąd zabierać Ich na ostatnie miejsca. Pomagano rodzinom, pomagano tym, którzy chcieli oddać cześć zmarłym.</p>
<p>	Piękna uroczystość pożegnania na Palcu Piłsudskiego. Nie pół miliona, a 100 tysięcy zebranych. Nie mnie osądzać, dlaczego tak rozłożyły się emocje. Ofiarom z Polski wynagrodzą to ich rodzinne strony, miasta. I będą to pożegnania bardzo autentyczne, spontaniczne. Bo Oni budowali wielką Polskę z tak zwanych małych ojczyzn. Głosując w Sejmie myśleli, jak to odmieni życie na Podkarpaciu, w Białymstoku, Gorzowie, Kołobrzegu. To Oni są tą Polską, którą w Warszawie określa się &#8222;gdzieś tam w kraju&#8221;. Kiedy patrzyłem na Premiera na niedzielnej uroczystości, myślałem, ile może wytrzymać? Co jeszcze może powiedzieć, by się nie powtarzać, by zachować równowagę między tym, co należy się zmarłym, a co zgromadzonym &#8211; żywym. </p>
<p>	Mam najwyższe uznanie dla wojska. Poniosło ono największe w tej katastrofie straty. Myśmy ponieśli. Tym razem rozkaz kazał oficerom i żołnierzom stać na warcie, przenosić trumny, organizować uroczystości państwowe. Obserwowałem niezwykłą sprawność, wytrwałość i powagę. Mogą zameldować swoim dowódcom: rozkaz wykonany. Nie było to łatwe. </p>
<p>	Z telewizora lały się łzy. Było ich bardzo dużo. Na pewno większość bardzo szczerych. Były też prowokowane. Niektórzy dziennikarze, znani z bezwzględności, z czego uczynili sobie wizytówkę, płakali razem z zaproszonymi gośćmi. W pierwszym dniu przyjmowałem to ze zrozumieniem, później podejrzliwie. Wymuszane wypowiedzi, mówienie za pytane osoby &#8211; to nie było dobre. Szczytem było pytanie redaktora Jacka Pałasińskiego w rozmowie z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim, czemu nie było go w tym samolocie? Jako widz odebrałem to: czemu Pan żyje? Prezydent odebrał to tak samo. Szczyt! Czy dziennikarza nie obowiązuje takt i może wszystko? Jest też &#8222;kwestią smaku&#8221; wykorzystywanie tragedii i śmierci kogoś, by kolorować własny życiorys i powiększać swoje zasługi.</p>
<p>	Kraków zorganizował Panu Prezydentowi królewski pogrzeb. Złożyły się na to atmosfera Kościoła Mariackiego, Requiem Mozarta, powaga nabożeństw, przemówienia i kazania. W sposób taktowny wkomponowano w uroczystość religijną obecność zagranicznych delegacji. Umieszczenie w przyszłości tablicy z nazwiskami wszystkich ofiar w krypcie katedralnej może łagodzić ewentualne spory.  </p>
<p>	Czy powstaną mity? Czy znajdziemy wyjaśnienie dziwnych okoliczności, zbieżności dat? Wyjaśniałem sobie zawsze zdarzenia w sposób racjonalny, ale tym razem rozum sobie nie radzi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/147/feed</wfw:commentRss>
		</item>
		<item>
		<title>Wspomnienie o Sebastianie</title>
		<link>http://www.felietony.tkk.pl/146</link>
		<comments>http://www.felietony.tkk.pl/146#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Apr 2010 10:01:01 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Administrator</dc:creator>
		
		<category><![CDATA[Krystyna Bremborowicz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.felietony.tkk.pl/146</guid>
		<description><![CDATA[Sebastian. Tak o Nim myślę, tak Go będę wspominała.
Szczupły, uśmiechnięty, serdeczny przy spotkaniu. Ostatnie osobiste spotkanie z Sebastianem &#8211; na szkolnej uroczystości, gdy ją zaszczycił jako Poseł Rzeczypospolitej. Zawsze w takich okolicznościach, a było ich kilka, mówił do swoich nauczycieli i młodszych kolegów, że jest dumny, że uczył się w Koperniku i tu zdał maturę. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Sebastian. Tak o Nim myślę, tak Go będę wspominała.</p>
<p>Szczupły, uśmiechnięty, serdeczny przy spotkaniu. Ostatnie osobiste spotkanie z Sebastianem &#8211; na szkolnej uroczystości, gdy ją zaszczycił jako Poseł Rzeczypospolitej. Zawsze w takich okolicznościach, a było ich kilka, mówił do swoich nauczycieli i młodszych kolegów, że jest dumny, że uczył się w Koperniku i tu zdał maturę. Stąd wyfrunął w świat. Jego klasa &#8211; I, II, III, IV &#8211; zawsze &#8222;d&#8221;, matematyczna. Dla kolegów Seba. Z oporem razem z kolegami wracał do klasy po wf-ie lub pauzie &#8211; spocony, z charakterystycznymi rumieńcami po grze w piłkę. Nie uciekał na lekcjach do ostatnich ławek. Nie zapamiętałam żadnych przykrych zdarzeń z Jego udziałem. A tych zwykłych zdarzeń, poza lekcjami, było wiele. Na zdjęciach z wycieczek do Berlina, Kopenhagi, Helsinek, Wilna patrzy na mnie radosna, uśmiechnięta twarz młodego człowieka, zachwyconego światem, głodnego życia. A przecież miał swoje trudne problemy. Zmarła Mu mama, musiał to przeżyć, uczyć się odpowiedzialności, zaplanować swoje studia i dalszy los. </p>
<p>Ukończył prawo w Gdańsku, wrócił do Kołobrzegu, podjął pracę w Urzędzie Miasta. Pamiętam Jego wystąpienia jako rzecznika prasowego prezydenta. Nie chciało się wierzyć, że ten młody człowiek, zaraz po studiach, poradzi sobie z wyzwaniem. Poradził sobie również z funkcją Przewodniczącego Rady Miasta. Zdobny, srebrny łańcuch nosił z godnością, obrady prowadził zdecydowanie, przekonywał do swoich racji wykorzystując wiedzę prawniczą.</p>
<p>Kiedy spotkałam Go na ulicy przy urzędzie miasta, zaraz na początku Jego pracy &#8211; zapytałam: jakie masz plany? Odpowiedział bez zastanowienia: będę politykiem. Uderzyło mnie Jego zdecydowanie. Powiedział to takim tonem, jakby to było oczywiste. Pomyślałam, że może nie wie, jakie to trudne, że jest za młody, że straci życie na bezowocnej walce&#8230; Nie powiedziałam tego, byłoby to niestosowne przy Jego determinacji, wprost zapale. Pomyślałam też, że z Kołobrzegu do Warszawy trzeba przejść przez wszystkie szczeble &#8211; partyjne, administracyjne. To bardzo trudne dla młodego człowieka, któremu specjalnie nikt nie pomoże.</p>
<p>I wygrał wybory do Sejmu. Wygrał ze starszymi, mającymi głośne nazwiska. Oglądałam Jego zaprzysiężenie i gdy siadał wysoko w ostatnich ławach sali sejmowej. Trybuna sejmowa to nie sala posiedzeń Rady Miejskiej. Inni słuchacze, inni przeciwnicy, inne reguły gry. Szybko został doceniony prze klubowych kolegów. I wystawiony na pierwszą linię frontu. Został sekretarzem klubu, bronił z sejmowej trybuny projektów jego uchwał, polemizował, atakował. Zawsze poruszało to odbiorców w ławach sejmowych i przy telewizorach. </p>
<p>Bałam się Jego wystąpień telewizyjnych. Wychodził obronną ręką z polemik z przedstawicielami innych opcji politycznych. Pamiętam jedną z pierwszych z posłem Mularczykiem. Moim zdaniem wygraną. Trzymałam zaciśnięte ręce, żeby się udało. A później był już w okienku bardzo często. Myślałam &#8211; za często, bo wtedy łatwo o pomyłkę, o niepotrzebne słowo, złe określenie. Na to tylko czyhają dziennikarze. Wytrzymywał. Miał dość słów i sił. </p>
<p>Miał niespożytą energię: dopiero w Warszawie już w Szczecinie, już w Kołobrzegu. Identyfikował się z klubem, rozwijał jego struktury w terenie. Kołobrzeg zawdzięcza Mu wiele &#8211; tak myślę. Walczył o ulice, o stadion, o fundusze, o opinię o mieście. Z jaką wiarą przekonywał, że będzie obwodnica, że będą dotacje na odbudowę plaży, brzegów Parsęty! Nawet taki drobiazg, jak umieszczenie Kołobrzegu na mapie pogody. Tyle było w tym pewności, że się powiedzie, jakby to widział już ukończone.</p>
<p>Swobodny, spontaniczny, nawiązywał kontakty ze wszystkimi: na boisku sportowym, z urzędnikami i dziennikarzami najważniejszych publikatorów. Nie wyłowiono żadnego skandalu z Jego udziałem. Wiedział, co by to znaczyło, ale też umiał trzymać dystans wobec osób i sytuacji. To wielka zaleta tak młodego polityka. </p>
<p>Zginął młodo. Mógł dokonać jeszcze bardzo wiele. Nie nazwę swego stanu, gdy usłyszałam nazwisko Sebastiana wśród ofiar. Kołobrzeżanom będzie Go bardzo brakowało. Mnie osobiście też.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.felietony.tkk.pl/146/feed</wfw:commentRss>
		</item>
	</channel>
</rss>
