Podwórko
Jest takie miejsce, o którym się mówi, że zapomniał o nim Pan Bóg i ludzie. Nie będę mieszał Pana Boga do spraw tak prozaicznych, jak zapomniane przez urząd miasta podwórko. Wcale nie na obrzeżach Kołobrzegu; 150 metrów od ratusza na północ, między Walki Młodych a Unii Lubelskiej, Giełdową a Graniczną. Od dziesięciu lat „ma się zmienić”. Widziałem plany przebudowy. Interesujące. Nawet stoją już i świecą lampy. Urzędnicy, do których wydeptaliśmy ścieżki, zdążyli się z nami „zaprzyjaźnić”. „Już w tym roku” – słyszymy od lat dziesięciu. Ze szczerym wyrazem oczu zapewniał o tym poprzedni prezydent na zebraniu osiedla w świetlicy przy Granicznej. W sali prezydialnej – kilka lat temu, tłumaczono, że opóźnia prace właściciel gruntu pod pawilonem przy Unii Lubelskiej, bo jak zacznie budować, to zniszczy to i owo. Pawilon stoi, ma się dobrze, kilka razy zmieniali się dzierżawcy sklepików, rozebrano ogrodzenie placu gier sportowych i dalej nic. Dawne boisko zamieniono w parking, bardzo tu potrzebny, ale parkingiem jest całe podwórko. Co tu nie stoi! Samochody osobowe, dostawcze, camper. Niektórzy mieszkańcy postawili po kilka samochodów, ich właściciele przeskakują kałuże, by do nich wsiąść.
Po chodnikach przy budynkach muszą jeździć karetki pogotowia, bo wszystko zastawione samochodami. Nie daj Boże pożaru. Gdy kiedyś palił się tu dom, straż nie wjechała na podwórko.
Dwa razy w roku puka do mnie kominiarz robiąc przegląd kominów wentylacyjnych. Czy nie ma służb, które porządkowałyby parkowanie samochodów na podwórkach? Samochody parkują też na bardzo wąskim chodniku i nie można przejść pojedynczo, by nie otrzeć się o brudny pojazd. Za zwróconą uwagę otrzymuje się wiązankę i propozycję: to niech pan dzwoni do straży. Nie zadzwonię, bo przychodzi po czasie i z taką niechęcią zabiera się do wyjaśnień, że w konsekwencji ja wychodzę na durnia, który zawraca głowę.
Urzędnik, na którym wymuszono postawienie metalowych barierek, by można było wejść do domu, długo przekonywał, że się to nie opłaci, bo przecież „już ruszają roboty i zrobi się szeroki chodnik wzdłuż domów”. A one stoją już ponad pięć lat.
Oczywiście winni są też mieszkańcy okalających podwórko domów. Nikt mądry nie postawiłby campera na podwórku, nie wjeżdżał na trawnik, nie blokował wejścia do domu. Nie widziałem, by kiedykolwiek straż miejska interweniowała, usuwała pojazdy, zakazywała. Więc skoro można… to widać można. I jest jak jest. Nie powiedzie się również żadna oddolna inicjatywa, gdyż zawsze ktoś jej się sprzeciwi. W tej wolnej amerykance jest się przegranym.
Rada Osiedla? Jak działa widać. W Radzie Osiedla dobrze być, bo to procentuje w wyborach, przecież „działało się społecznie”. Nie mogę powiedzieć nic dobrego o mojej Radzie Osiedla brnąc po błocie do kontenera na plastyk, przeskakując kałuże przed domem i oglądając brzydkie podwórko, na którym wszędzie pamiątki po psach. Współczuję starszym ludziom, a jest ich na osiedlu sporo, którzy przesiadują na trzech ławkach i oglądają ten cygański majdan. A jeśli dobroć człowieka mierzy się miłością do psa, to po ilości psów widać, że na tym kawałku Kołobrzegu mieszkają sami dobrzy ludzie. Do tego stopnia dobrzy, że oszczędzają swoim pupilom trudu spacerów poza podwórko.
Dawno, dawno temu mieszkanie przy Walki Młodych wydawało mi się atrakcyjne. Dziś już nie. Wielki ruch samochodów z jednej strony, brzydkie podwórko z drugiej – oto realia.
kwiecień 1, 2008 | 10:33
Mieszkam przy takim samym podwórku. Psy tutaj żyjące też są leniwe. Ludzie się starzeją. Rada osiedla mysli tylko o swoich interesach. Napisał pan ten felieton za mnie i wielu mieszkańców tego miasteczka. Dziekujemy. Jeśli chodzi o pańskie podwórko, to macie większe szanse, bo wasi lokatorzy porobili w tym mieście większe kariery. U nas smuta i bieda. Pozdrawiam słonecznie.