Unia Europejska w Hiszpanii
Z turystyki żyje Andaluzja – południe Hiszpanii. Z flamenka. Z O le! Z atrakcyjnych upominków: czarnych byków, kapeluszy ala Pedro, sukienek i bucików dla tancerek i jak wszędzie – biżuterii. Z bardzo drogich przewodników, map i planów miast. Z hoteli, restauracji, kawiarni, barów. Z plaży urządzonej przez właścicieli nadmorskich restauracji i miasto. Trzeba tu dojechać. Na lotnisku w Maladze, co kilka minut startują i lądują samoloty. Dla części turystów lotnisko jest tranzytem do Afryki, ale większość przybyszów nowymi autostradami jedzie wzdłuż andaluzyjskiego wybrzeża zwanego Costa del Sol. Spędziłem tu prawdziwe lato’2007, bo słońce świeciło każdego dnia października, a temperatury osiągały 29 stopni C. Felieton nie będzie o przytłaczających wielkością katedrach (nawet o katedrze w środku meczetu) czy o Alkazabach – warowniach z czasów panowania Arabów. Nie będzie też o najciekawszych miastach Andaluzji: Maladze, Ronda, Kadyksie, Sewilli, Granadzie, Kordobie czy pobliskim Gibraltarze. Będzie to mój pogląd na to, co dała Hiszpanii (na długo przed nami) przynależność do Unii Europejskiej.
Przede wszystkim autostrady i drogi. Prawie jeszcze nowe. Miedzy jej pasmami ledwie zdążyły wyrosnąć oleandry. U nas na tej niewielkiej ilości autostrad tylko betony i blachy. W Hiszpanii autostrady prowadzą do każdej większej miejscowości, ze zjazdami do mniejszych miasteczek i wsi. Doskonale opisane znakami i informacjami dla kierowcy. U nas spotkasz reklamę na reklamie. Tam tylko od czasu do czasu na ogromnej konstrukcji pojawia się wielki czarny byk – symbol Hiszpanii. Gęsta sieć stacji benzynowych, restauracji, sklepów z długimi i bezpiecznymi wjazdami i wyjazdami. Nie ma ograniczenia prędkości dla tych, którzy się nie zatrzymują! W sieci handlowej kupisz wszystko: książki, płyty, pamiątki, wyroby wędliniarskie, a wśród nich szynka krojona wprost z uwędzonej świńskiej nogi. Turysta kupi, zostawi pieniądze. Mówi się: Hiszpanom było łatwo budować autostrady i drogi – podłoże skaliste, a nie jak u nas grunt i to często grząski. Bajka. Ile musieli pokonać nierówności, przebić się przez góry, odkuć skałę (a skały nie piaskowce), przenieść w inne miejsce kamienie i nimi zabezpieczyć zbocze. Dlatego drogi w terenach górzystych – kręte i co rusz ze stromymi podjazdami i zjazdami, tunelami. Droga do Rondy – z wybrzeża przez strome i dzikie góry – mimo tego szeroka, doskonale wyprofilowana i bezpieczna. A przecież widać, że ścięto zbocze, by w miejsce dawnej dróżki (miejscami ją jeszcze widać) zbudować świetną drogę. U nas, stosując inne technologie utwardzania gruntów, trzeba budować szybciej, lepiej i więcej. Przestańmy wymieniać ministrów transportu, przestańmy gadać, a budujmy. Pieniądze dała Unia Europejska, tak jak Hiszpanom. W Andaluzji nikt obcy nie zbudował tej wielkiej, wspaniałej sieci autostrad i dróg przez miasta i wsie. To mi zaimponowało.
Jadąc tymi autostradami trudno zawiesić oko na czymś innym, jak tylko na wspaniale uprawionych plantacjach oliwkowych (nawet na stromych pochyłościach gór, w pobliżu szczytów); ani jednego chwastu. Podobnie na plantacjach pomarańcz, cytryn, mandarynek, granatów; Wszystkie drzewka jak żołnierze w szeregu. W każdym szeregu przewody nawadniające. I to nie na powierzchni kilku arów. To są powierzchnie setek kilometrów kwadratowych. Widziałem uprawy winorośli, szparagów, kukurydzy i co dopiero zasiane zboża. Na poboczach pól żadnych chaszczy, nieużytków, a jakież one pospolite u nas w Polsce. Stada krów na pastwiskach ubogich w trawę – mleko niskotłuszczowe, o śmietanę trudno. Bydło dorodne. Widziałem efekty unijnych dopłat dla hiszpańskich rolników. Pola, gaje, plantacje wypielęgnowane, mogę powiedzieć wypieszczone, jakby rolnicy w pracy nad nimi zmówili się z kosmetyczkami. Podziwiałem. Naszym rolnikom na dowód mogę pokazać zdjęcia równo zaoranych, bronowanych, pod drzewami walcowanych pól. Budowle wśród pól to przetwórnie, które przerabiają owoce na produkty, z których żyje Hiszpania. Widziałem też porzucone stare domostwa, zastąpione pięknymi domami, obok przetwórnie, a wokół po horyzont plantacje.
W tym kraju żyją też z turystyki – z hoteli. Na hiszpańskim wybrzeżu – jeden przy drugim, wysokie i niskie, wszystkie w kolorowych elewacjach. Dużo balkonów, tarasów, basenów, ogrom południowej zieleni. Ludzie z całego świata zjeżdżają tu wygrzewać się na plaży (4 euro dzienny koszt leżaka), zażywać kąpieli w Morzu Śródziemnym, pływać na desce, żeglować. Końca plaży wzrokiem nie dosięgniesz. Przy samym brzegu plaża dla każdego, nieco dalej prywatne leżaki plastykowe z materacem, osłonięte trzcinowymi daszkami. Dalej restauracje, bary, kawiarnie tego samego właściciela, co kawałek plaży. W głąb miasta pasaże handlowe. Ogromny handel: pamiątki, ubrania, buty, sprzęt sportowy – każdy turysta coś kupi, pieniądze zostawi. Całe uliczki z handlem i gastronomią, w wielu miejscach po kilka równoległych. Wreszcie ulice dla ruchu kołowego w dzielnicach miasta z hotelami i blokami mieszkalnymi. Widocznie turystyka przynosi wysokie dochody, skoro widziałem tak wiele placów budów. W kurortach hotele, apartamentowce do kupienia i wynajęcia. Buduje się wszędzie, całe osiedla – każde w innym stylu, kolorze. To domy dla zwykłych ludzi z całą infrastrukturą wewnątrz. Na odcinku 30 kilometrów widziałem takich budowanych osiedli ze dwadzieścia. I u nas podobnie zabuduje się wybrzeże Bałtyku. W Kołobrzegu ta tendencja widoczna jest od dawna. Jeszcze bardziej w Dźwirzynie, Ustroniu Morskim, w Mielnie. Oczywiście, nie wszystko da się przenieść na nasz grunt, ale to inny temat.
Zwykli Hiszpanie – bo z daleka widziałem rezydencje bardzo bogatych – żyją skromnie, ubrań wiele nie potrzebują – zastępuje je wysoka temperatura, obuwie sportowe. Mieszkania w blokach; na tarasach i balkonach wiecznie suszy się bielizna i odzież. W posiłkach dominują makaron, ryż, jarzyny i owoce, za to (uzasadnia klimat) dużo piją soków, kawy z mlekiem i piwa. Dziewczyna, która ukończyła studia historii sztuki, opowiadała mi, że pracując w biurze turystycznym zarabia 850 euro. Wiem, że przeciętne zarobki sięgają 1.750 euro. Zapewne zarabiają i więcej, ale na całym Zachodzie o zarobkach chętnie się nie rozmawia. Osobiście odczułem szybkie wypływanie pieniądza, bo gdy u nas coś kosztuje 7 złotych, to tam, to samo 7 euro (!) Przeliczanie jest szaleństwem, unikałem tej operacji. Życie jest drogie, ceny wysokie: kilogram jabłek (ładne) 2,50 euro, bułeczka około 50 centów.
Warto być w Europie, zdają się mówić Hiszpanie. Zgadzam się z tym – Hiszpania wyrwała do przodu. Myślę, że autostrady francuskie i niemieckie są za nimi. Rolnictwo na pewno też nie ustępuje sąsiadom. Każde większe miasto ma stadion (osobne dzieło architektoniczne). Są przecież rozmiłowani w piłce nożnej. Przed meczem Sewilli, lokale gastronomiczne w tym mieście były zarezerwowane dla kibiców. Kibicuje się przed telewizorem przy tapas z piwem. Bilety na stadion bardzo drogie. W wielu miastach spotkałem arenę korridy. Niestety, korridy nie było i nie widziałem powalania byków. Zaoszczędziłem sobie żałosnego widoku walki człowieka z Bogu ducha winnym zwierzęciem. Wstępy do zwiedzania zabytków o szczególnej wartości historycznej czy architektonicznej są też wysokie, od 7 do 11 euro. Żeby zwiedzić katedry zawsze płaciłem wstęp od 3,50 do 6 euro. Żadnych zniżek w zabytkach sakralnych. To daje dochód z turystyki. Hiszpanie dysponują ogromem produktów turystycznych, każdy przynosi pożytek. Za wszystko się płaci. Rzeczywistość przeczy opiniom o Hiszpanach, że więcej się bawią niż pracują, że ciągle „maniana”. Bóg dał im wiele, a Unia Europejska dołożyła.
listopad 6, 2007 | 13:20
w sejmie RP pozostały frakcje partyjne, które popierają akces w UE, najcichsze jest PSL- wiedząc o profitach dla wsi polskiej (powoli dotacje przekuwają się w obraz innej wsi, ale jeszcze dużo czasu musi upłynąć, by ona się zmieniła- mentalność, zapaść zbyt duża); Polskę jeszcze wspomogą Chińczycy i EURO zorganizujemy (autostrady, stadiony, hotele), bo Ukraina sobie poradyi
listopad 7, 2007 | 09:45
Trochę podróżowałam po Hiszpanii i to co zapamiętałam najlepiej to własnie baaardzo wysokie ceny i kwitnące oleandry wzdłuż autostrad.