Władza przychodzi do ludzi
Zastanawiałem się nad tym, ile czasu ludzie, sprawujący władzę, przeznaczają na reprezentowanie siebie obywatelom? Władza tu, władza tam. Na dożynkach, które organizowali wójtowie, wielki bochen chleba dzielili i rozdawali tym, którzy przed chwilą kroczyli w korowodzie dożynkowym. Sami szli na jego czele. Na sportowych imprezach, chociażby na ostatnim Memoriale Michała Barty (trenera oszczepników), który sprowadził do Kołobrzegu czołówkę miotaczy oszczepem, przemówił poseł, po nim wicemarszałek województwa, następnie starosta powiatu. Cóż pozostało wiceprezydentowi miasta? „Życzę tego samego” – powiedział. I mądrze. A gdyby tak przybyło więcej osób sprawujących różne władze, przemówienia zastąpiłyby zawody. Każdy przemówił, ale nikt nie zauważył zażenowania organizatorów, którzy świetnych sportowców musieli gościć na – co tu dużo mówić – brzydkim stadionie. Nawet flaga państwowa podniesiona na maszcie była smutna. W tych zawodach, poprzedzonych zmaganiami lekkoatletycznymi młodych sportowców z kołobrzeskich szkół, chodziło o uczczenie nauczyciela liceum Kopernika, który opuścił nas zbyt wcześnie. O Michale Barcie wiemy, że był doskonałym trenerem, ale był też hodowcą gołębi pocztowych. Oszczep i gołębie były pasją Michała. Szkoda, że nikt nie wpadł na pomysł, by wypuścić nad stadion gołębie.
Wróćmy do pokazywania się władzy. Konieczny jest jej pobyt na impreza kulturalnych w ratuszu i przed ratuszem, na scenach Skweru Pionierów i przed Sanatorium „Bałtyk”, w amfiteatrze, w modnej ostatnio sali konferencyjnej MOSiR-u i tam w sali „Łuczniczki”, na koncertach „Muzyki w Katedrze”, na konferencjach naukowych w Muzeum. Imprezy otwiera, zamyka, wita gości i komplementuje organizatorów. A już w szkołach prawie nic nie odbywa się bez udziału władz. A to wręczenie sztandaru, nadanie imienia, otwarcie roku szkolnego (rozpisuje się specjalną listę udziału władz w inauguracji), Święto Szkoły (obchodzą je prawie wszystkie szkoły), a to zakończenie roku szkolnego (też obowiązuje lista). Przedszkola nie są gorsze – tam też przychodzą przedstawiciele władz. A teraz jeszcze tyle kołobrzeskich wyższych uczelni! Jakby bez władzy odbyła się Immatrykulacja, kiedy przybył z daleka Jego Magnificencja. Wszędzie przemówienie, coś by trzeba obiecać, przecież na to zawsze liczą kierownicy placówek. W uczelniach, szkołach i przedszkolach pieniędzy nigdy za wiele.
Władzę wszyscy zapraszają. W progu oczekują na jej przybycie. Przyjmują kwiatami i miłym słowem, odsyłając nieco głębiej tych, którzy mogliby ją urazić. Na dobry początek władza przyjmowana jest w gabinetach dyrektorów, prezesów, kierowników firm, instytucji kawą lub herbatą, Tak się przyjęło i trwa od kilkudziesięciu lat. Brak przedstawiciela władz to sygnał, że wypadło się z łaski, coś złego wisi w powietrzu. Im wyższy szczebel władzy na uroczystości, tym gospodarze czują się bardziej wyróżnieni i docenieni. Rytuał wręczania kwiatów, gratulacji, ukłonów to wypracowana i ciągle doskonalona forma. Kiedy władza nie może przybyć osobiście, wysyła urzędnika z listem, koniecznie w twardych okładkach z nadrukiem urzędu.
Czy władza powinna wszędzie bywać? Osobiście odpowiadać na każde zaproszenie? Wystarczy wyobrazić sobie brak tych ludzi, tej części uroczystości, by odczuć niedosyt, nawet jeśli człowiek ma do tego dystans. Daje to też poczucie wspólnoty, pocieszenia: wprawdzie nie jest mi z tego powodu lepiej, ale ktoś o mnie myśli, docenia.
Na pewno „dostojni goście” nie powinni obiecywać gruszek na wierzbie. Tyle razy słyszałem o odnowie stadionu przy Koperniku, a zalewa go woda po każdym deszczu, urządzenia tego stadionu przypominają gierkowskie czasy, kiedy to ówczesny dyrektor zbudował widownię z ławkami. Dziś po niej została górka trawiastej ziemi przy bieżni. A ta jeszcze żużlowa. Stadion był wówczas boiskiem piłkarskim – było to tak dawno, że już nie pamiętam, jak wówczas nazywała się kołobrzeska drużyna piłki nożnej. Pamiętam jednak doskonale, że władza już wiele razy na tym stadionie powiedziała – będziemy remontować, przebudowywać. Słowa, słowa. Nawet nawoływanie byłych uczniów niemieckich o remont boiska nic nie pomogło.
A teraz o innym wizerunku władzy. Jej ochronie. Mój kolega nie tak dawno odwiedził Litwę i stolicę Wilno. Zauważył, a potwierdził to „Brat Litwin”, że tam nikt nie strzeże budynków centralnej władzy (poza kamerami). Władza i ważni urzędnicy chodzą ulicami bez ochrony. Nikt nikogo się nie boi – twierdzi mój kolega. Co zaś dzieje się u nas? W telewizji widzimy co dnia – jeden pan przed władzą, kilku za, a jeszcze więcej z każdego boku. Kampania wyborcza trwa: wiece, konwencje, konferencje – w Łodzi nawet na zamkniętej ulicy, bo z każdej strony jest remontowana. Ilu panów z ochrony było z tyłu kamery? Do tyłu nie pokazywała.
A zresztą, co ja mam do powiedzenia na temat, co ma robić władza? Przecież wystarczy, że będę na nią głosował w dniu wyborów. Jak zawsze „zaspokoi” moje potrzeby na bilbordach, na plakatach słupów ogłoszeniowych. „Powiedziałem, mówiłem, tak – załatwimy, wiemy o tym, zmienimy…” Od samych słów będzie mi lepiej? Poprawi się moje życie? Od galerii twarzy, doskonale mi znanych od lat i pod nimi zapisanych kilku słów, oczywiście miłych – nie może być inaczej niż jest. Słowa, słowa… Osobiście wolałbym, by władza pokazywała mi się przez działanie, zmienianie mojego życia na lepsze. Tu się władzo pokaż!
październik 4, 2007 | 14:44
Dostojny Autorze.
Jestem o jedno pokolenie urodzona później. Myślę podobnie Chyba w kazdym pokoleniu są ludzie, którzy myślą zdroworozsądkowo. Jeśli chodzi o P. Michała.On naprawdę kochał młodych ludzi
październik 5, 2007 | 23:29
świetny felieton, z przyjemnością przeczytałem
październik 14, 2007 | 14:51
Szanowny Mirku.
Piszesz o galerii twarzy i bywaniu, kandatów na salony sejmu i senatu, w miejscach publicznych i na plakatach. Zaszokowała mnie jedna taka twarz z bilbordu, oraz to co usłyszałem o niej w autobusie.
Na ulicy Jedności, na wprost wejścia do kościoła wisi “obraz kolorami malowany” kandydatki na sentora RP. pani lekarz pschiatri G.
z hasłem “Zdrowa Rodzina”
po tym co usłyszałem w owym autobusie, chciałbym zadać pytania pani G.
1 Czy pani G. uważą swoją rodzinę za zadrową i moralną?
2. Czy to prawda, że pani G. poleciła swoim paciętom by na budynkach swych zakładów pracy i swych mieszkań wywiesili jej plakaty?
-Dlaczego piszę o tym do Ciebie? - zapytasz
-Dlatego, że sam nie mogę bezpośrednio zadać tego pytania, bo trudno namierzyć kiedy i gdzie ta pani ma spotkania z wyborcami. A ty Mireczku masz bliskie kontakty z dziennikarzami tkk i może oni zdobędą odpowiedz na dręczące mą duszę pytania.
Pozdrawiam
Edek