Zdrowia naszego psychicznego…

Gorączkowy czas przygotowań do świąt, a później świętowanie traktuję jako lek na rozgoryczenie, zawody i w ogóle stresy dnia powszedniego. Czy nadzieje się spełniły?
Czego zabrakło niektórym handlowcom? Wyobraźni. Kołobrzeżanie szukali karpi. Na dwa dni przed wigilią zwyciężyli ekolodzy? A może zadziałał sugestywny gest najwyższych władz z wpuszczeniem hodowlanych karpi do stawu, by nie trafiły na wigilijny stół? Na kołobrzeskim rynku tuż przed wigilią karpia nie uraczyłeś. Szczęście – niczego więcej nie zabrakło. Ale trosk miałem jeszcze kilka. Kupiłem na ryneczku przy Okopowej przedłużacz elektryczny – miał dwa styki zamiast trzech, a z tych dwóch jeden uszkodzony. Za to był pięknie opakowany w folię, chyba po to, abym nie zauważył, że to bubel. Zamówiłem choinkę na kilka dni przed wigilią, kiedy przyszedłem na umówioną godzinę po jej odbiór, okazało się, że przed chwilą moja choinka została sprzedana. Na szczęście choinkowy rynek był pełen tego towaru. Za to z jakim zadowoleniem wyjechałem z hodowli pstrąga! Zamówienie telefoniczne, przyjeżdżam, zgrabne pakuneczki gotowe, a w nich ryby, nazwisko, cena do uregulowania. To mi się spodobało, tu szanuje się klienta.

„Wprost” opisało wigilię u Prezydenta RP. Z tego, co przeczytałem i porównałem z moją – różniły się tylko kulebiakiem. Nie przepadam za nim. Ucieszyło mnie to, że na wigilijnej wieczerzy spożywaliśmy to samo. Te same zwyczaje? Bo na pewno nie równość stanów.

Przez wiele dni jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia po Nowy Rok w mediach tylko sensacyjne obrazy i wypowiedzi, jak to „tatuś nie będzie mnie bił” i jak „tu w ośrodku jest fajnie”. Biedni, ubodzy, bezdomni. Jest to problem na pewno. Ja wiem, że i przesłanie religijne, że istnieje potrzeba niesienia pomocy, że należy się dzielić i pamiętać… Ale wszystkim pomóc nie mogę. Nie mogę zbić złego tatusia. Nie mogę darować sprzętu potrzebującym. Mam za to poczucie winy, że jest mi ciepło (a niektórym zimno), że mam dom (gdy inni bezdomni), że nie muszę prosić o wsparcie. Obrazy nieszczęścia towarzyszyły mi całymi dniami i przeszkadzały cieszyć się drobnymi radościami, do których - wydawało mi się – mam prawo. Powie ktoś – wyłącz telewizor. Wyłączam, ale gdy znowu włączę, to samo: nie bądź nieczuły, pomóż. Nastrój rozpaczy i smutku wylewał się z ekranu telewizora, opisywali go radiowcy, przedstawiały gazety i świąteczne czasopisma. A przecież większość ludzi jest normalna, ma dom, rodzinę. Kiedy spoglądam na ulicę, tę normalność widzę. Ludzie biegają za zakupami. Do miasta przyjechało wiele gości, zgodne małżeństwa spacerują z dziećmi, kupują im prezenty. Czy w redakcjach znajdą się tacy, którzy zadbają o zdrowie psychiczne normalnych ludzi i o właściwe proporcje smutku i radości?

Miasto nasze dekoracjami nie odbiega od innych. Wielki postęp uczynili sami mieszkańcy, dekorując kolorowymi światełkami swoje okna i balkony. Nadaje to miastu miły koloryt i tworzy ciepłą, świąteczną atmosferę. Dlaczego Walki Młodych ma tylko dekorację w stronę wjazdu do miasta? Czy pieniędzy starczyło na udekorowanie tylko jednej strony? Czy po prostu ktoś nie pomyślał, że mogłoby być inaczej, na przykład co drugi słup, raz po jednej, raz po przeciwnej stronie? I już byłoby lepiej. A ja nie musiałbym zazdrościć mieszkańcom ładniej udekorowanych ulic. A w ogóle świąteczny wystrój centrum miasta poprawia się z roku na rok. Gorzej w dzielnicy uzdrowiskowej.

Noworoczne fajerwerki w Londynie, Berlinie i w Krakowie od kołobrzeskich różniły się tylko natężeniem. Bogate państwa i zamożne miasta mogły sobie na to pozwolić. Na naszym niebie, nad Skwerem Pionierów, sztuczne ognie rozbłyskały w najpiękniejszych kolorach w złotym i srebrnym też – wzbudzały zachwyt. Niezła była kanonada. Na skwer przyszli głównie młodzi i bardzo młodzi. Wielu wybiegło w strojach wieczorowych z balów, prywatek, aby po powitaniu tu Nowego Roku wrócić do zabawy. Inni przyszli prosto z domów z całymi rodzinami. Na zapowiadane przez jednych dwie, a innych trzy kapele, przeboje młodych grała jedna. Przedstawili się: „jesteśmy z Gorzowa. Są tu dziewczyny? Śpiewajcie z nami, hej, rączki do góry!” Śpiewano i „tańczono” w rytm mocnego uderzenia. Na kilka minut przed nastaniem Nowego Roku kołobrzeskie władze złożyły życzenia „w imieniu własnym (jak każdy rzekł) i w imieniu…”. No, kogo? Wszystkich, których reprezentują w mieście i powiecie, czyli od nas dla was – Do Siego Roku! Bo co można życzyć tłumom mieszkańców i gościom, którzy do miasta przyjechali? Zawsze pasuje: dobrego zdrowia (razi mnie modne „zdrówko”), pomyślności, ostatnio jeszcze życzy się miłości. Tego życzyli: Prezydent Miasta, Przewodnicząca Rady Miejskiej, Starosta Powiatu. Ostatni dodał: „powiem nieskromnie”, że powiat dołożył 10 tysięcy złotych na fajerwerki.

I toast szampanem – za pomyślność 2007 Roku!

Północ. Odszedł rok 2006. Przyszedł ten pomyślny (?) 2007. Biły dzwony z katedry. Powietrze rozdzierały kolorowe sztuczne ognie i potężny huk petard, które przyniesiono z domowych zapasów. Ludzie odbijali korki z butelek szampana, padali sobie w objęcia, życzyli, życzyli i… pili wino. Był on trunkiem sylwestrowej nocy (butelka już od trzech złotych). Na Skwerze Pionierów też szampan, z kieliszków, kubków, prosto z butelki. Tak się to przyjęło.

Do domu wracałem radosny, podreperowałem moje zdrowie psychiczne, w ostatnich dniach skołowane przez media. Nie na długo. Przechodząc ulicą Armii Krajowej, koło katedry i na Katedralnej widziałem powyginane umocowania znaków drogowych. A jednak i w tę radosną noc wandali nie brakowało. Żyję nadzieją, że gęste patrole policyjne ich wychwyciły, a przynajmniej zostali uwiecznieni przez kamery i wystawiony im będzie duży rachunek.

kom

Jedna Odpowieź do “Zdrowia naszego psychicznego…”

  1. znane Napisał(a):

    a co z cenzura na forum tkk.pl??? dalej kwitnie??

Zostaw Odpowiedź

Adres Emial podany w tym formularzu nie będzie publikowany i jest tylko do wiadomości autora strony.