Trudny tydzień na odpowiedzi

W niedzielę druga tura. Oczywiście wyborów. Osobiście wolałbym, by wszystko się rozstrzygnęło przed tygodniem. Bardzo bym sobie życzył, by pod koniec kadencji wybrany w tę niedzielę prezydent Kołobrzegu mógł powiedzieć:
- udało się – dzięki pomocy Unii – zbudować obwodnicę i umocnić nabrzeża Parsęty,
- zbudować miejski ośrodek kultury przynajmniej z salą widowiskowo – teatralną, chociażby taką, jaka była w Kalmarze, zanim zamieniono ją na dyskotekę i popadła w ruinę,
- w końcowej fazie jest budowa zakładów produkcyjnych, a inwestor zapowiada zatrudnienie 700 osób,
- przed rokiem uroczyście otwarto „Morskie Oko”, w którym nie tylko kawiarnia, ale i sala koncertowa Zdrojowej Orkiestry,
- jest już gotowy projekt, wykonany przez architekta zieleni, pięknego parku w stylu francuskim, w miejscu dawnej „Bryzy”, a kupcom „Bryzy” przeniesiono własność w inne miejsce miasta.

Marzenia? Wszystko jest do zrealizowania. Mam nadzieję, że powyższe sprawy będą podjęte w debacie kandydatów na prezydenta miasta w szczecińskim ośrodku Telewizji Polskiej (już o tym ćwierkają wróble). Będę słuchał i oglądał z zapartym tchem.

A teraz przejdę do refleksji nad wydarzeniami ostatnich dni. To smutne, że dopiero tragedie (dotyczy to śmierci Ani) pobudzają władze do działania. Szuka się winnych. I znajduje proste hasło: „stop agresji w szkole”. W pośpiechu najpierw się coś zapowiada, później zmienia lub wycofuje. Idąc na skróty – szybko określa winnego i podaje prostą receptę na chorobę. Co dla szkoły zrobiono jeszcze wówczas, kiedy władzę sprawowała prawica? Reformę, która sprawdziła się za biurkiem ministra, ale nie przystawała do życia. Nawet nie umiano policzyć kosztów nowej matury! Co dla szkoły zrobiono wówczas, kiedy władzę sprawowała lewica? Nic. W swoim programie na pierwszym miejscu wypisywała konieczność kształcenia, zapewnienie przyszłości wykształconej młodzieży. Zabiegała o poparcie nauczycieli. I na gadaniu się skończyło. Wszelkie działania to gra pozorów, które miały ukryć brak konkretów. Powie ktoś: nauczycieli doskonalono. Kto kształci w CEN-ach (Centrum Kształcenia Nauczycieli)? Ci, którzy z różnych powodów nigdzie się nie mieścili w szkołach. Najczęściej z braku kompetencji albo uznali, że praca w szkole jest dla nich za trudna. Dokształcanie pozorne musiało doprowadzić do takiego poziomu wychowawczego, jaki mamy. Studia podyplomowe i kursy dokształcające powinny prowadzić uniwersytety! Jest tam dość kadry naukowej, by to prowadziła na wysokim poziomie! Pieniądze, które na to idą z ministerstwa i kieszeni prywatnych, bardzo by się przydały uczelni i jej pracownikom, a poziom kształcenia byłby uniwersytecki. Szkoła przyjazna, otwarta, samorządowa z gimnazjami wymyślona przez wiceminister Annę Radziwiłł, miała być powtórką II Rzeczypospolitej. Niczego do tego nie przygotowano, przede wszystkim nauczycieli. Mechanicznie rozdzielono – wy pozostaniecie nauczycielami w szkole podstawowej, a wy nauczycielami gimnazjum. Określono granice obwodów szkolnych w gminie. Wszystko, co było tylko możliwe, zbiurokratyzowano: plany wynikowe, kryteria oceny (co rusz inne z zachowania), ścieżki rozwojowe, zbieractwo papierków z pracy nad awansem zawodowym, mierzenie szkoły, wyznaczanie standardów. A jakie to wymagania stawiano nauczycielom? Pozostawiono ich dyrektorowi. A temu biedakowi każe się być jeszcze menadżerem i wymyślać sposoby zarabiania na utrzymanie szkoły. Zero nadzoru pedagogicznego, bo kuratoryjni wizytatorzy docierali do szkoły na skargę albo po kolejne tabelki z danymi o takich czy innych, nikomu niepotrzebnych liczbach. Nad kuratoriami też nikt nie czuwał. Zgrozą wieje od tego, że kuratorów dobiera się z klucza partyjnego. Ministerstwo zajmowało się reformą za reformą. Zmiana goniła zmianę. Powstawały „nowe” instytuty, rzecznicy, gabinety polityczne, sztaby doradców. A szkoły więdły i marniały.

Jeśli już wracać do starego, a w dobrych szkołach dawno to „przerobiono” – to wracać całym frontem. Normalny nadzór nad szkołą wizytatorów w miastach i powiatach, hospitacje, wizytacje, kształcenie na konferencjach metodycznych. Należy natychmiast uwolnić szkoły od zarobkowania. Należy kształcić nauczycieli do określonego typu szkoły , a na wydziałach pedagogiki uniwersytetów lub akademii pedagogicznych kształcić dyrektorów szkół, wizytatorów, metodyków przedmiotowych. Należy radykalnie pomniejszyć liczbę uczniów w zespołach klasowych. Przywrócić wszystkie zajęcia pozalekcyjne oraz dziecięce i młodzieżowe organizacje, aby wznowić zajęcia pozaszkolne. Przywrócić przyszkolną rangę harcerstwu, a nauczycieli zachęcić (najlepiej materialnie – kwartalne nagrody) do podejmowania obowiązków instruktorów ZHP i ZHP RP (próby instruktorskie powinny otwierać i zamykać same organizacje). Warto też przypomnieć, że nie zawsze do końca wykorzystane są lekcje religii, aby współistniały w procesie wychowania. I wreszcie rodzice: wprowadzić prawdziwy samorząd rodziców w szkołach przez funkcjonowanie klasowych rad rodziców, na co dzień współpracujących z wychowawcami klas, a im podnieść znacznie dodatek za wychowawstwo – nawet do 500 złotych. Rada rodziców szkoły powinna być federacją rad klasowych. Wprowadzić pedagogizację rodziców przy przedszkolach i na każdym poziomie szkół. Natychmiast należy znacząco podnieść wynagrodzenie nauczycieli, które będzie motywować do zaangażowanej pracy z dziećmi, młodzieżą i rodzicami. Może to pomoże. Nie zawsze wszystko, co nowe, jest skuteczne, warto wrócić do tego, co przynosiło efekty.

Ukazały się kolejne „Kołobrzeskie Wiadomości” Kazimierza Ratajczyka (żałuję, że nie mogę Ci złożyć gratulacji po wyborach Kaziu) i czytam w nich, że największemu polskiemu uzdrowisku przydałoby się lotnisko. Dodam, bzdurą jest, że lotnisko dla małych samolotów pasażerskich może zakłócić spokój kuracjuszom. W „Wiadomościach” jest też informacja o działalności Regionalnego Stowarzyszenia Turystyczno – Uzdrowiskowego. Prawda, że do tej pory więcej jest w działalności tego stowarzyszenia „mowy” (nawet o ciekawych inicjatywach) niż wiary w działanie, które może coś zmienić. Było też trochę przepychania się na radnych. W numerze opisane są wydarzenia kulturalne Kołobrzeskiego Lata’2006 i 50-lecie Jacht Klubu Joseph Conrad, bogato ilustrowane zdjęciami, oraz 30-lecie Polskiej Żeglugi Morskiej. Ani słowem nie wspomniano, że w jej historii działało studium stewardów, szkoła kucharzy okrętowych i filia Wyższej Szkoły Morskiej. Wstyd zapominać o tak ważnych sprawach w dziejach firmy. Tym bardziej, że sam wydawca „KW” był tam wykładowcą.

kom

Zostaw Odpowiedź

Adres Emial podany w tym formularzu nie będzie publikowany i jest tylko do wiadomości autora strony.