Ceremoniały
Z kołobrzeskiego rynku znikły ostatnie podesty spod budek piwnych, ale nie pojawiło się wymarzone przeze mnie stoisko kwiaciarki z kwiatami. Dalej czekam na inicjatywę osoby odważnej i z fantazją. Jeszcze chwila, a „ruszą” gwiazdkowe dekoracje i reklamy atrakcyjnych prezentów pod choinkę. Znowu będzie protest ekologów przeciw rzezi karpi i świerków. Teraz zaś jest sezon na kandydatów do rad gminy, miasta, powiatu i do sejmiku oraz na prezydenta miasta.
Słupy reklamowe oklejone plakatowymi portretami. Jeden zajmuje większą część, inny mniejszą, jeden bliżej chodnika, drugi z tyłu. To już walka wyborcza tych, którzy ubiegają się o fotel prezydenta miasta. Kandydaci na radnych pojawili się później. Ulotka tylko jednego z nich dotarła do moich rąk. Niektóre komitety wyborcze fotki swoich polityków pokazują w „Kulisach Kołobrzeskich”. Jedni są tam już od dawna, inni dopiero co. W ostatnie dni przybyło ich dużo, są na słupach oświetleniowych, w witrynach sklepów, oklejono nimi samochody, przystanki i wszystko, na co pada wzrok potencjalnego wyborcy. Technika prezentowania kandydatów podobna: logo sztabu wyborczego, chwytliwe hasło, niekiedy kilka ogólnych haseł programowych i fotografia.
Pierwszy ceremoniał prezentowania kandydata na prezydenta miasta przeprowadziła lewica zjednoczona z demokratami. W sali konferencyjnej hali Milenium w iście amerykańskim stylu Mirosław Szczeglik przedstawiał Henryka Rupnika, wicemarszałka województwa zachodniopomorskiego. Podkreślał co chwilę, że wita pana prezydenta, a powitaniu towarzyszył mrok, muzyka i wreszcie ostre reflektory na uśmiechniętą twarz kandydata, który wszedł na salę od tyłu, przechodząc wśród klaszczącej widowni. Po chwili przyjaznego wymachiwania, zerwał baloniki i odkrył swoje hasło wyborcze: ”Rozum, Rozwaga, Rozsądek” i… przemówił. Obiecywał, że będzie lepiej!
Z bezpartyjnym kandydatem na prezydenta miasta Januszem Gromkiem, „dynamicznym i skutecznym” spotkanie w kinie „Wybrzeże” – lasery, migające światła, mocna muzyka i ogólna wesołość elit Platformy Obywatelskiej i ich rodzin. „Kocham Gromka, jest fenomenem, nie znam drugiego przypadku, aby młodzież szkoły imienia Henryka Sienkiewicza mówiła inaczej niż tylko: szkoła Gromka, chodzimy do Gromka, ukończyłem Gromka. Osoba funkcjonująca w mieście od 1990 roku (myślałem, że od urodzenia – przyp. mój)” – to wszystko mówił promotor kandydata, lider PO w Kołobrzegu, poseł na Sejm, Sebastian Karpiniuk. Program Gromka: Kołobrzeg – uzdrowiskiem, ale również – jak się wyraził – „kurortem” z wieloma wczasowiczami. Widocznie zna receptę na pogodzenie uzdrowiska i wczasowiska.
Było też spotkanie, również z bezpartyjnym (?) kandydatem na prezydenta Henrykiem Bieńkowskim, którego rekomenduje Prawo i Sprawiedliwość, a promotorem jest też poseł na Sejm, Czesław Hoc, miejscowy lider PiS. Pod adresem kandydata z ust posła padały same pochwały – „nie stawianie na obecnego prezydenta miasta byłoby pogwałceniem pasma jego sukcesów”. Ma to być reelekcja prezydenta miasta na czwartą kadencję. Program Henryka Bieńkowskiego to przede wszystkim oświata i wychowanie młodego pokolenia. Pozostałe treści programu podobne do tego, co proponują inni kandydaci (żeby nie powiedzieć identyczne).
A kto postanowił, że kandydatom należy wypominać tylko to, co niedobre? Wiadomo, że prezydentem miasta był Henryk Bienkowski, a przewodniczącym rady miasta Janusz Gromek. Kołobrzeg rozwinął się. Nie wiem czy mogli, czy nie mogli sprzedawać grunty miejskie, ale wiem jedno, że miasto buduje się szybciej od wielu innych. Są inwestorzy, którzy na rynek dostarczają mieszkania dla tych, których stać, aby je kupić, ale buduje się i modernizuje koszary na mieszkania do kupienia po niższych cenach, a nawet mieszkania komunalne i socjalne. Mieszkania są ważne. Naprawia się i przebudowuje ulice, chodniki, deptaki w parkach. Buduje się obiekty sportowe. Powstało centrum pierwszej sprzedaży ryb, buduje się nowe wejście do portu, modernizuje nabrzeża, dba się o zieleń i jej utrzymanie. Rośnie jak na drożdżach sieć handlowa i usługowa (czasami zastanawiam się, czy nas – kołobrzeżan – wystarczy, aby chociaż raz w roku być w każdej placówce). Dba się o przedszkola, szkoły podstawowe i gimnazja (zresztą nie gorzej o szkoły ponadgimnazjalne dba starostwo). Nawet kiedy się spotyka włodarzy miasta na ulicy, mówią dzień dobry, czasami nawet podadzą rękę i zamienią kilka słów. A który z nich ma zostać prezydentem – zdecydują wyborcy. Więc zanim wybiorę nowych – spojrzę na ostatnie cztery lata rządów prezydenta i rady miasta, a ocenę oprzeć mogę tylko na tym, co widzę.
Komitet wyborczy „Tak dla Kołobrzegu”, proponuje na prezydenta miasta Czesława Klimczaka. Odwołuje się nawet do rencistów i emerytów, pięknie nazywanych Seniorami mówiąc, że szczególnie się o nich zatroszczy.
Często mówi do mnie w kablówce Artur Dąbkowski ze Stowarzyszenia Samorządowego „Kołobrzeg 2010” oraz fotografik, nauczyciel Zespołu Szkół Morskich, Kazimierz Malawski.
Ile to jeszcze będzie tego ceremonialnego prezentowania kandydatów na prezydenta i radnych do 12 listopada?
A teraz chciałbym powiedzieć o innym ceremoniale, w związku ze szkolnymi uroczystościami przyjmowania do szkół a nawet przedszkoli najmłodszych uczniów i wychowanków; pasowania ich wielkim ołówkiem, trójzębem Neptuna, kordzikiem itp. Dlatego się w tej sprawie wypowiadam, bo cały ten ceremoniał szkolny dawno temu wypracowałem i stosowałem w szkołach, którymi miałem przyjemność kierować. Za podstawę przyjąłem metodykę harcerską. Zuchy składały obietnicę, harcerze przyrzeczenie, instruktorzy zobowiązanie (rodzaj ślubowania), bo to dorośli, wychowawcy zuchów i harcerzy. Upodobniłem do tego ceremoniał szkolny – wówczas pierwszy raz zastosowany w kołobrzeskiej szkole medycznej. Pierwszoklasiści byli mianowani na ucznia przez to, że dyrektor każdemu podawał rękę i gratulował przyjęcia do szkolnej społeczności, a na potwierdzenie tego, do ramienia przykładał buławę ze szkolnym logo: kielich z wężem – oznaki medycyny. Po mianowaniu uczniowie składali przyrzeczenie (w przedszkolu, szkole podstawowej i w gimnazjum można przyjąć – obietnicę) Uczniowie wszystkich typów szkół nie są pełnoletni – skąd zatem wzięło się „ślubowanie”? Absolwenci szkoły średniej (w dzisiejszym rozumieniu - ponadgimnazjalnej) żegnani byli podobnie przez mianowanie ich absolwentami i składali właśnie ślubowanie, bo byli już dorosłymi (tylko tacy składają śluby). Nasze dziecko – opowiada mi znajoma – było uroczyście przyjmowane do zerówki. „Pani dyrektor podała mi rękę – opowiada dziecko z wypiekami na twarzy – mocno ją uścisnęła, to była taka duża ręka! Później składałem obietnicę, że będę dla wszystkich dobry”. Tak właśnie powinno być. Tekst obietnicy musi być krótki i zrozumiały dla dzieci w tym wieku. Tu, panie ministrze edukacji, rozpoczyna się wychowanie: moja rodzina – będę dla niej dobry; moja klasa, moja szkoła – będę dla niej dobry. Starsi mogą przyrzekać jeszcze coś więcej, a dopiero ci, którzy idą w świat, ślubować.
Jak widać ceremoniał to ważna rzecz – dla małych, średnich i dużych.