Wakacyjne wędrówki
Półprzewodnik, cykl „Polityki”, przez całe lato proponował „Wakacje z duchami”. Niedzica, Czorsztyn, Dębno, Chyże, Górka, Świdnica, Cedynia, Krasiczyn – to były niektóre propozycje sierpnia. „Polityka” z 19 sierpnia załączyła mapę „Zamki w Polsce”, a na niej 250 zamków, warowni i pałaców. Zaczytywałem się w legendach i podaniach zamkowych, podziwiałem znakomite zdjęcia. To bardzo dobra propozycja dla czytelników na letnie tygodnie spiekoty i wreszcie chłodniejszy, deszczowy sierpień. Osobiście odwiedziłem Muzeum - Zamek w Łańcucie, który w XIV wieku założył król Kazimierz Wielki, a właścicielami jego były wielkie polskie rody – Pileccy, Stadniccy, Lubomirscy i Potoccy. Zaś w drugiej połowie XVIII wieku pałac otoczono malowniczym parkiem. Według informacji prasowych, Polacy bardzo licznie wyjeżdżają za granicę, zapewne część z nich zwiedza zabytki innych krajów. Tymczasem stare przysłowie napomina: „Cudze chwalicie, swego nie znacie; sami nie wiecie, co posiadacie”.
Na powitanie spotkałem jednego z tutejszych mieszkańców, który sugestywnie opowiadał, że park jest strasznie zaniedbany. „Panie… w latach 60-tych i 70-tych było to nie do pomyślenia , nie zagrabiony, chwasty…, a ten mur oporowy fosy, partactwo, jak to odnowili, wstyd przynosi…”. Lament miejscowego, który park przemierza co dnia, czy fakty? Jedno i drugie – widać zaniedbania w opiece nad zielenią, szczególnie drzewostanem. Nie do końca wyremontowane umocnienie fosy. Historycznych właścicieli pałacu przyprawiałoby to o ból, bo zamek – wzniesiony dla Stanisława Lubomirskiego – był rezydencją typu „palazzo in fortezza”, czyli mieszkaniem i fortyfikacją bastionową z parkiem krajobrazowym. Cokolwiek tu zaniedbać – grzech.
Przyjechałem przypomnieć sobie, co kryją mury Pałacu Lubomirskich, a po nich Potockich. Wszystko (co zostało po wyjeździe ostatniego ordynata w 1944 roku, a nie zostało przez niego wywiezione – 600 skrzyń) na swoim miejscu. W książeczce dla turystów Doroty Błoniarz „Panowie na Łańcucie” wyraźnie podkreślono: „Należy tu jasno powiedzieć, że Alfred Potocki wywiózł ze swej rodowej siedziby zbiory, dokumenty, zabytki od wieków gromadzone przez Lubomirskich i Potockich. One były jego własnością, i miał prawo dysponować nimi według własnej woli”. Bez komentarza. W wystroju uderzyły mnie w większości sztuczne kwiaty. A kiedyś, pamiętam, do dekoracji pałacowych salonów, apartamentów, sali balowej, jadalni wielkiej, używano tylko kwiatów żywych. Tym bardziej, że pora roku i ogrom kwiatów w otoczeniu zamku temu sprzyja. Porą zimową żywe kwiaty zastępowały suszki. Na moje pocieszenie z tamtych lat pozostały wszystkie zegary chodzące i wskazujące dokładny czas. Swoim tykaniem wskrzeszają tętniące tu kiedyś życie polskich gospodarzy i ich gości, którzy z różnych okazji zjeżdżali do pałacu.
Oranżeria mało ciekawa, potwierdza słowa napotkanego rano w parku: zaniedbana. Daleko jej do świetności swojej epoki.
Powozownia, wzniesiona dopiero w 1902 roku, w bocznych salach Hali Zaprzęgowej, prezentuje 55 zabytkowych powozów i sań, które zgromadzili Potoccy. I po cóż im tyle powozów? A jakże mogło być inaczej! Do podróży, nawet odległych od Łańcuta, czyli do zmiany miejsca zamieszkania właścicieli. Inne do polowań, do spacerów po pięknych okolicach, reprezentacyjne, na szczególne okazje uroczyste, w tym ślubne członków hrabiowskiej rodziny. Moją szczególną ciekawość wzbudziły pojazdy myśliwskie, które woziły na polowania panów (inne dla dam) z pałacu i ich gości. W pomieszczeniach powozowni przydałaby się lepsza wentylacja, zapach (lakiery i środki konserwujące) jest niemiły, a nawet trudny do zniesienia. Współczuję paniom, które strzegą tych zbiorów.
Legendę o duchach też usłyszałem. O Pani w bieli, która odwiedza nocą zamek, mówiono niezbyt wyraźnie, chociaż na portretach Marszałkowa prezentuje się jako ładna, zgrabna i elegancka dama. Na wszelki wypadek, w nocy, w żadnym z salonów wolałbym nie przebywać.
Wrócę jeszcze raz do książeczki. Ten polski zabytek kultury materialnej projektowali, budowali i ozdabiali zagraniczni fachowcy i artyści. Pełno tu nazwisk niemieckich, angielskich i włoskich. Polskie były zapewne tylko pieniądze, którymi płacono za usługi i rzeczy. Zaś do łez rozbawiło mnie sąsiedztwo treści opisującej działalność księżnej Lubomirskiej. Najpierw o tym, że kupowała partytury oper, wystawiała sztuki w teatrze, a w następnym zdaniu: „… dbała także o swoich poddanych. Dla łańcuckich mieszczan w 1811 roku założyła nowy cmentarz miejski”. A dalej, że budowała szkoły, szpitale i zakłady dobroczynne. Z całym szacunkiem dla Księżnej Marszałkowej i z lekką uszczypliwością dla autorki publikacji. A może w tym jest nie tyle kompozycyjna wpadka, co gorzka prawda o narodowej historii?
Łańcut pełen turystów i miejscowych. Przed Zamkiem, im bliżej południa, kolejka do kasy po bilety wydłużyła się. Ucieszyło mnie to, że byłem jednym z pierwszych odwiedzających, chociaż już za moją grupą, w odstępach co pięć minut, deptały nam po piętach grupy kolejne. I… moja przewodniczka – przy wielu interesujących eksponatach – wyraźnie skracała swoje opisy i ucinała odpowiedzi na pytania. To zła praktyka, którą organizatorzy ruchu turystycznego po Muzeum – Zamku w Łańcucie powinni zmienić na korzyść zwiedzających.
Trochę zazdroszcząc życia pałacowego, nawet tego z duchami, ruszyłem do Rzeszowa. Być tak blisko i nie zobaczyć stolicy Podkarpackiego? Wspaniale utrzymana droga ekspresowa, a już w samym mieście (modernizowana), czteropasmówka okrążająca miasto. To obwodnica w kierunku Barwinka, a ja jechałem po niej do Boguchwały, aby tam spotkać moich przyjaciół. Spędzić interesujące popołudnie w otoczeniu bliskich, którzy znaczą dla mnie wiele. W otoczeniu kolorowych kwiatów ogrodu, pod jabłoniami i wiśniami wspomnień nie było końca. Ciekawie słuchać o tych, którzy życie spędzali w pałacach, ale dla mnie ciekawsi są współcześni. Ile było zachwytu nad wnukami, ile opowieści o podróżach, o życzliwych sąsiadach i … zaprawach z owoców! Bardzo serdeczni i życzliwi są mieszkańcy Podkarpacia. Cieszę się, że za namową „Polityki” w cyklu „wakacje z duchami” odwiedziłem jedno miejsce z wielu zaproponowanych, ale cieszę się też, że odwiedziłem przyjaciół. Zastałem Ich pełnych życiowego optymizmu i pogody ducha. Urzekli mnie ludzie, pejzaże i stare historie.
maj 12, 2009 | 13:55
Czy ktoś może mi powiedzieć coś więcej o legendach dotyczących zamku w Łańcucie :):) Proszę :):)
Na Polaka :):)