“Lato, lato wszędzie…”

Odwiedziłem kołobrzeskie molo i z tłumem witałem Lato’2006 w tym samym, co każdego roku miejscu. Przyjłem zaproszenie prezydenta miasta, który z ulotki uśmiecha się do mnie i pisze: „Pokażemy … Polsce, jak potrafią się bawić w czasie wakacji kołobrzeżanie i wczasowicze – roztańczeni, odprżeni, weseli”. A to tylko czć prawdy, bo w większości kołobrzeżanie harują w te wielkie upały i może dzięki temu wczasowicze mają się tu dobrze, nawet bardzo dobrze. To ta praca kołobrzeżan decyduje, że kto raz postawi nogę w Kołobrzegu (mimo marudzenia na ceny, brak parkingów przy samej plaży, bo „przecież trzeba dojechać samochodem”), stawiać ją tu będzie w następnych latach. Prezydent jest pewny ponownych odwiedzin mówiąc: „… z góry się cieszę”.

Najwspanialszy był pokaz sztucznych ogni pźną nocą, tym razem towarzyszyła mu muzyka. Nie zawsze to ze sobą wspłgrało. Zawsze „coś” znajdę, chociaż szukaniem „dziury” zajmują się inni.

Sam koncert był okresami nudny. Podobał mi się „Perfekt” z Grzegorzem Markiewiczem i jego córką Patrycją, która – jak powiedziała – będzie się modliła, aby osiągnć mistrzostwo ojca. Natalii Kukulskiej podobała się kołobrzeska plaża. „ Nie zaśpiewam tak jak moja mama, ale będę starała się śpiewać jak najpiękniej” – mówiła Natalia Kukulska w wywiadzie dla TKK. Z przyjemnością wysłuchałem Andrzeja Sikorowskiego i jego córki Mai. Obok warszawskich i krakowskich artystów wystąpiła kołobrzeska kapela „Banda Puchatka”. Uderzenie mocne, nie dla mnie ta muzyka, ale młodzi szaleli. Od tego huku nawet niebo otwierało się błyskami, ale nie spadła ani jedna kropla deszczu. Może hałas przepędził chmury

Za to konferansjer przeszedł samego siebie. W długie przerwy, gdy zmieniały się zespoły – plótł trzy po trzy. Powtarzał zawołania, niby to rozmawiał z publicznością, organizował na scenie konkursy, ale wszystko to niezdarnie, prymitywnie, a nawet wulgarnie. Nie miało to nic wspólnego z rubasznym humorem ani przemyślaną prowokacją. Może na własnym koncercie, gdzie przychodzą jego fani, byłoby to stosowne. Tutaj nie. Obserwowałem otoczenie – nikt się z dowcipów pana Skiby nie śmiał. Ten pan po prostu nie powinien prowadzić koncertu. Była to antypromocja Kołobrzegu. Dziwię się, że władze miasta zgodziły się na jego udział. Zresztą, tylko czć zebranych na plaży, promenadzie i molo słuchała muzyki. Dla bez mała połowy był to pretekst, by pobyć z rodziną, znajomymi, kumplami nad morzem, napić się piwa, zobaczyć poka z sztucznych ogni.

Gówny sponsor piwa nawiózł w bród. Nie była mu dłużna konkurencja. W rękach witających kołobrzeskie Lato’2006 puszki albo plastykowe kubki ze złocistym trunkiem. Piło się idąc, przysiadając gdzie się dało czy leąc na plaży. Zataczających się nie widziałem.

Były i inne powitania lata – w Zieleniewie w „Dzikim Zachodzie” i na Koszalińskiej – piknik wojskowy. Z pierwszego obszerne sprawozdanie podała TKK, z drugiego widziałem przejazd wielkich samochodów ulicą Walki Młodych. W swoich stalowych wnętrzach wiozły zapaleńców wojskowych przygód.

Zaroiło się przed ratuszem od piwnych ogródków. Wyrosły jak grzyby po deszczu. Istnieją tam zgodnie z prawem (przetarg, umowa, dzierżawa, projekt itd.). Żeby przejć przez plac, trzeba się przeciskać między płotkami. Dwa, na linii ulicy Giełdowej, weszły nawet na pasaż dla pieszych. Tuż za nimi „zainstalowały się” sprzedawczynie kosmetyków, hamując ruch przechodniów vis a vis apteki. Co z tego, że to uciżliwe i dla tubylców, i dla przyjezdnych, że wszyscy to krytykują, a zysk miasta nie tak wielki jak utrata atrakcyjności najpiękniejszego miejsca w Kołobrzegu. Władze po prostu takie sądy ignorują według zasady – tak będzie, bo ja tak chcę. I tak jest. Trzeba przyznać, że pan prezydent swoje zdanie ma i jest konsekwentny. A że większości się to nie podoba? To źle. Ma się podobać!

Za to na Walki Młodych w tym roku zaprzestano wzbogacać miejską kasę z opłat parkingowych. Do dwudziestu samochodów parkuje między Giełdową a Graniczną. Mają prawo stać do 30 minut. No i co? To prawo przestrzega tylko jeden Niemiec, który zajeżdża na parking, nastawia papierowy zegar i umieszcza za przednia szybą. Oznacza początek parkowania. Na 2 –3 minuty przed upływem pł godziny wraca do samochodu i wyjeżdża. Naszych to nie obchodzi, parkują całymi dniami. Pracownicy dwóch biur przyjeżdżają rano, odjeżdżają pźnym popołudniem. Całymi godzinami parkują mieszkańcy wysokościowca przy Ratuszowej. Prawo sobie, życie sobie.

Żeby nie patrzeć na plac ratuszowy, uniknć wyjątkowego w tym roku tłoku, hałasu i drożyzny – uciekam z miasta. A tak czekałem na przyjście lata… Do spotkania za cztery tygodnie.

kom

Jedna Odpowieź do ““Lato, lato wszędzie…””

  1. KAROLLA Napisał(a):

    “wystąpiła kołobrzeska kapela „Banda Puchatka”. ” NARESZCIE - BRAWO!!!!

Zostaw Odpowiedź

Adres Emial podany w tym formularzu nie będzie publikowany i jest tylko do wiadomości autora strony.