Aktogramy na stadionie
Po wieloletnich badaniach, polscy psycholodzy sporządzili aktogramy człowieka(diagramy aktywności). Tę wiedzę powtórzyłem sobie obserwując piłkarzy, ich trenerów i sędziów na niemieckich stadionach w czasie Mistrzostw Świata’2006. Źródłem ich aktywności była potrzeba wygrania meczu. Toteż odchylała się ona od normalnej (optimum życiowego), a do tego była zabarwiona emocjonalnie, wzmagała wyszukaną (wytrenowaną) ruchliwość, szczególną wrażliwość (na ból, reakcję widowni, apodyktyczność sędziów) i opiekuńczą pomoc poszkodowanemu (podnoszenie z murawy „skatowanego” przed chwilą przeciwnika). Im mniej było czasu do zakończenia i wygrania meczu, tym siła aktywności rosła (niesamowita walka o bramki w dodanym czasie, niezwykła koncentracja przy egzekwowaniu i obronie rzutów karnych).
Wielkie widowisko piłkarskie doszło do ćwierćfinałów. Skoro nasi odpadli i ani moje zaciskanie pięści, ani biadolenie nic nie pomoże, pobawię się obserwując to, co stanowi drugi plan meczu. Nie zawsze gra jest piękna. Jeden z sędziów zasłużył na trzy czerwone kartki, nie zawsze padają gole. Jest stadion swoistym teatrem dramatycznym, z solistami i drugim planem, z olbrzymią widownią, która dla mnie – przed ekranem – też gra swoją rolę (niekiedy nie słuchając reżysera). Co to za spektakl, wyczyn sportowy połączony z widowiskiem: efektowne ślizgi na murawie, kopanie zawsze po nogach przeciwnika, parada „po podcięciu” od tyłu i ten gest chwytania za to, co boli (?), skrzywiona mina, grymas ust, wzrok wściekły lub żałosny. Cierpiętnik? Dramat na murawie stadionu?
Również niezwykłe są reakcje sędziów: wyłuskiwanie z kieszonki koszulki żółtej kartki, a dawanie czerwonej, dodatkowo z uśmiechem na twarzy – „sam chciałeś”. Każdy ma swój styl przywoływania piłkarza, aby pokazać mu kartkę, własne gesty, aby przegonić natręta, który chce panu sędziemu coś ważnego powiedzieć, najczęściej poddać w wątpliwość jego decyzję. Niewiele pomógł mikrofonik i słuchaweczka. Ciekawi mnie, co stało się z piłkarzem, ukaranym czerwoną kartką, który nie opuścił boiska? Mniej teatralni są sędziowie boczni.
Jest jeszcze wytrenowane aktorstwo zawodnika, którego trenerzy wyznaczyli do zmiany – tobie już dziękujemy, on wchodzi… „Piątka” na granicy boiska – najmniej, jest jeszcze obejmowanie się, podziękowanie trenera i całej ławki rezerwy, zawsze klaskanie publiczności i wreszcie zajęcie miejsca tego, który już jest na stadionie. Inne zachowania to wskakiwanie na plecy, podbieganie do trybun, a nawet taniec po udanym uderzeniu piłki, jeśli ta wpadnie do bramki przeciwnika. Żegnanie się wchodzących na stadion i schodzących jest już regułą. W tych wszystkich grach coraz więcej ceremoniału, rytuałów, w które piłka nożna obrasta. Są tacy, co grą swoją zachwycają i rzeczywiście uprawiają sztukę obcowania z piłką i wbijania cudownych goli.
Bardzo różnie zachowywali się selekcjonerzy: od wyrażanej wściekłości, po głaskanie głów zawodników. Od stoickiego spokoju, po krzyk i wymachiwanie rękoma. Nieraz zdziwienie, że nie wpadł gol, a przecież powinien, albo wpadł ze spalonego. Transmisja nie przekazuje wszystkich głosów, jednak kamerzyści są mistrzami w wychwytywaniu sytuacji przez „stop klatka”.
Po przegranym meczu łzy. Czy to też wyreżyserowane zachowanie, dobrane miny?
Nie jestem kibicem, znawcą sportu. Wszystko traktuję z podobnym ładunkiem emocjonalnym, mecze oglądam w telewizji. Raz byłem na koszykówce w hali Milenium, ale kiedy kazano mi podnosić przed sobą kolorowe kartony i krzyczeć „Kotwa, Kotwa…” więcej już nie poszedłem. Nie chcę się sprężać na życzenie. Wybieram dialog pomiędzy mną, a tym co dzieje się na ekranie telewizora (mój aktogram – optimum życiowe).
Odpadły drużyny z Afryki, Australii i Azji. Została Europa, Argentyna i Brazylia, ale tylko na 4 lata. W następnych mistrzostwach świata co najmniej jedna drużyna z Afryki będzie w finale. Nieźle poczynała sobie Australia, a może dogoni ją Azja. Chyba kończy się dominowanie Europy w piłce nożnej. Wielu piłkarzy dalekich krajów trenuje i gra w drużynach europejskich, ale tak to już jest, że po pewnym czasie przebywania ze sobą, uczeń przerasta mistrza. Nie ma sentymentów.
Wiele czasu przesiedziałem przed telewizorem i obejrzałem prawie wszystkie mecze. Kto teraz mistrzem świata? Brazylia czy Niemcy? A może Francja? Oni już mistrzami byli. Nigdy mistrzem świata nie była Ukraina. Nieśmiało stawiam na jej dobre miejsce. W niedzielę, 9 lipca, wszystko będzie wiadomo. Można też postawić – jak chce reklama – na „Atlas”! Wtedy zawodu nie będzie.