Trzy spotkania
W czerwcu spotkali się członkowie Regionalnego Stowarzyszenia Turystyczno – Uzdrowiskowego. Najpierw złożono sprawozdanie z tego, co zarząd uczynił przez ostatni rok. A zrobił wiele: prezentowa opinie wobec władz miasta w ważnych sprawach dla turystyki i uzdrowiska, uczestniczył w promocji Kołobrzegu i firm turystycznych, sanatoriów, całego uzdrowiska. Po długiej dyskusji, miejscami kótliwej, zobowiązano zarząd do mocniejszej obrony interesów uzdrowiska tak, aby nie wystąpiło zagrożenie jego statusu. Problem ten jest coraz czściej podnoszony. W szczególności w strefie uzdrowiskowej postulowano zaprzestania wysokiej zabudowy i dalszej sprzedaży na ten cel gruntów, pomniejszenia handlu, poprawienia nawierzchni dróg i bezpieczeństwa ruchu, zwiększenia nasadzeń drzew i poprawienia jakości utrzymania parku nadmorskiego. Ważna była też debata nad działalnością samych członków. Proponowano ich pogrupowanie w zespoły tematyczne, aby opracować sposoby skutecznego rozwiązywania problemów, którymi zajmuje się stowarzyszenie. Zarządowi udzielono absolutorium i zobowiązano do realizowania uchwały walnego zebrania. Rozliczenie nastąpi za rok. Też w czerwcu, spotkali się pierwsi hotelarze, którzy naukę w liceum zespołu szkł zawodowych rozpoczęli w 1990 roku. Postanowili, że będą si spotykać co pić lat. Rozproszeni po Polsce i świecie (Holandia, Kanada, a nawet Zatoka Perska), po 10 latach od ukończenia szkoły mieli sobie wiele do powiedzenia. Tak dużo, że głos ich wychowawcy, Andrzeja Kowalczyka, ledwo by słyszalny. „Spotykamy się po raz drugi – po 5 i 10 –ciu latach. Spodziewam się, że przez ostatnie pić lat wiele zmieniło się w waszym życiu”. I jak na potwierdzenie tego ta, która zabierała glos, rozpoczynała: jestem magistrem, mam mża (pierwszego!). I już dalej – jedno, dwoje dzieci, jestem bankowcem, jestem menadżerem, handlowcem. Na trzech dawnych chłopców przybyło dwóch: jeden prowadzi marketing w hotelu, drugi jest bankowcem za granicą. Trzeci przybyć nie mógł. Niewielu dochowało wiary zawodowi hotelarskiemu. Ale wierni są swojej szkole, swojemu zespołowi klasowemu i wychowawcy. Takim być profesorem szkoły średniej! Wszystkie adresy odnotowane, kartki i listy przechowywane, kronika klasy z tamtych lat ciągle wzbogacana o nowe informacje nadsyłane przez absolwentów. Z kim tylko istnieje możliwoć – poczta elektroniczna. Wszystko to przez tyle lat i mam nadzieję, że będzie to trwało. Na trzecie spotkanie w czerwcu wyjechałem ja, do Krakowa. Zjazd absolwentów mojego kierunku studiów. Zobaczyliśmy siebie po 44 latach! Zdziwienia nie było – starsi panowie i damy, które na tę okazję szczególnie zadbały o makijaż, fryzury i stroje. Wiwat Akademia! Tak rozpoczęliśmy powitania, uściski i pocałunki.
Naszym Profesorom w zadumie nad ich mogiłami wypowiedzieliśmy: spoczywajcie w pokoju, pamiętamy. Pamiętam profesorów Mysłakowskiego i Zborowskiego z egzaminu magisterskiego, profesora Szewczuka z konferencji w Warszawie. Pźniej oddaliśmy się wspomnieniom radosnym i smutnym. W większości ączy nas emerycki los, troska o powodzenie naszych dzieci i los wnuków. Taka jest kolej rzeczy. Większoć mieszka w Małopolsce, w Podkarpackim i na Śląsku. Nieliczni w Polsce płnocnej. Wśród nas jest profesor akademicki, kilku doktorów nauk, pracowników poradni dla dzieci, profesorów szkł średnich, administracji szkolnej i oświatowych instytucji badawczych. Wszystkich ączyła chć poznania – kto kim jest? Spotkaniu towarzyszyły wysokie emocje, atmosfera bycia ze sobą, chociaż na krótko, bo czas tego dnia biegł wyjątkowo szybko. Postanowiliśmy spotykać się co roku. Powiedziano: spotykajmy się w naszym studenckim mieście póki żyjemy! Może tak będzie. Te spotkania, chociaż tak rżne, ączy potrzeba kontaktów człowieka z człowiekiem, miłoć do swojego miasta, swojej szkoły, swojego uniwersytetu. Oto tereny przebywania przez wszystkie dni naszego życia. Co pewien czas dokonujemy rozliczenia; jest w nas potrzeba uświadomienia sobie, gdzie jesteśmy na swojej drodze i kim jesteśmy?
lipiec 1, 2005 | 21:09
Literówki nie są winą autora.MirB.1.07.2005.
październik 16, 2007 | 12:27
Bardzo zaciekawil mnie Wasz blog.