Zwycięstwo!
„Kulisy Kołobrzeskie:” zamieszczają – dwa kolejne numery – opinię i oceny historii. Ich poziom wyraźnie odbiega od drukowanych w gazecie połajanek, które odnoszą się do teraźniejszości: są w nich porównania, odwołanie się do autorytetów, przytoczenie faktów. Autorzy nie ferują wyroków, dystansują się wobec zdarzeń i pozwalają czytelnikowi pozostać przy swoich przekonaniach, jednocześnie sugerują, by pozbył się emocji i obiektywnie spojrzał na przeszłość. Jeden z autorów pisze, „że trafia go coś, kiedy mu się wmawia, że 8 lub 9 maja 1945 to był po prostu początek nowej okupacji”. Nazywa jakiej i po jakiej następuje. Niech to każdy odbiera po swojemu. Fakty są faktami i koniec. Dla jednych było to zwycięstwo i zakończenie hitlerowskiej okupacji, a dla innych nowa okupacja. Niech im tak będzie. Po co nie przekonanych i tych, którzy tak chcą, namawiać do tego, by było inaczej. Po co?
Byłem małym chłopcem, kiedy do mojego miasteczka na czołgach wkraczali żołnierze Armii Czerwonej. Godzinami jechali ulicami w kierunku stolicy mojego landu. Do nas,
zgromadzonych wzdłuż ulicy, rzucali czekoladami. Było dużo czekolad, dla każdego starczyło, co sprytniejsi wychwytywali więcej i biegli z tym do swoich domów, wracając po następne. Czym dla dziecka była czekolada w 1945 roku? Do dziś pamiętam jej smak. Pod wieczór tego dnia na podwórzu naszej kamieniczki, na jedną noc, żołnierze postawili czołg i zakwaterowali się w naszym mieszkaniu. Każdy – gdzie się dało. Na kolację przynieśli dużo żywności i moją rodzinę zaprosili do stołu. Tego wieczoru, mając tyle przeżyć, byłem gadatliwy i w pewnym momencie przeszkodziłem w rozmowie mojego ojca z jednym z oficerów. Ojciec mnie skarcił. Większej awantury już nigdy nie widziałem w moim domu jak ta, która wywołał oficer. Dziecko uderzyłeś, przeżyło okrutną okupację, teraz ma prawo być radosne, cóż złego uczyniło – mówił oficer. Mnie chodziło tylko o odpowiedź, dlaczego mam jeść mięso z marmoladą? A to nie był marmolada, tylko ćwikła (czerwone buraki z chrzanem), której w moich stronach nikt nie znał i nigdy czegoś takiego nie jadłem. Długo trwało tłumaczenie się mojego taty, zanim oficer udobruchał się, a ja przestałem płakać. Wracając z Berlina, do którego doszedł wyzwalając ziemię do Odry i za Odrą – odwiedził nas z wielkim dla mnie prezentem. Jeszcze jakiś czas korespondowaliśmy, a po kilku latach zapanowała cisza. Rozważaliśmy, co ciszę spowodowało. Przypuszczam, że był to przejaw owej „okupacji” – ze Wschodu, a może jego służba żołnierska na Dalekim Wschodzie wielkiego państwa. Pozostaje w mej pamięci jako dobry żołnierz i człowiek.
Dzień wyzwolenia mojego miasteczka będę zawsze wspominał jako dzień zakończenia okupacji. W czasie wojny Niemcy wysiedlili nas z mieszkania, które sami zajęli, to samo spotkało moja babcię, ojcu zabrano zakład pracy, brat nie chodził do szkoły, w domu była bieda. Od tamtego zimowego dnia 1945 roku mam zaszczepione, żeby zakończenie II wojny światowej (mniejsza a to – 8 czy 9 maja) czcić wywieszeniem flagi narodowej na balkonie mojego mieszkania. Ojciec mój wywiesił na naszej kamieniczce biało czerwoną flagę, kiedy wkroczyli żołnierze Armii Czerwonej do mojego miasteczka i powiedział mi – Mirek, znowu jest Polska!. Spory zostawmy tym, którzy kochają wypowiadać się zawsze tak, aby pasowało do nowych czasów, do aktualnej sytuacji. Dla mnie jest to dzień kapitulacji hitlerowskich Niemiec. Zwycięstwo Polski.
Kiedy zastanawiam się nad wartością zwycięstwa w 1945 roku i wolnością Polski chciałbym jeszcze spisać wrażenia z mojej ostatniej podróży. Natrafiłem na 10 kilometrową miejscowość Aleksandrów koło Biłgoraja, w której domy zbudowano za „zamojszczyznę” – tak to nazywali spotkani przeze mnie mieszkańcy Aleksandrowa. Na tych południowo – wschodnich ziemiach Polski, w czasie hitlerowskiej okupacji, działała partyzantka walcząca z Niemcami. Po zakończeniu wojny doceniono waleczność i patriotyzm miejscowej ludności. Otrzymali kombatanckie renty wojenne. Dochody z tego tytułu odkładali, budując za nie piękne domy (dziś zadbane jak nigdzie). Żyli z niewielkich gospodarstw, dojeżdżali do pracy do pobliskich miasteczek, w których były zakłady pracy. Dziś nie mają dokąd dojeżdżać. Bezrobocie jak wszędzie. Zbyt na produkcje rolną marny. Teraz spalinowymi kosiarkami koszą trawę przed tymi domami. Gdzieniegdzie napis „agroturystyka”, turystów mało, żyć się z tego nie da. Nie pytałem, jak mieszkańcy Aleksandrowa traktują dzień zakończenia wojny, czas po jej zakończeniu i teraźniejszość. Bo najważniejszą oceną tego historycznego faktu jest ocena zwyczajnych ludzi, którzy go przeżyli, odczuli jego skutki, a nie tych, którzy żonglują nim w ideologicznych sporach.
maj 16, 2006 | 18:20
“Bo najważniejszą oceną tego historycznego faktu jest ocena zwyczajnych ludzi, którzy go przeżyli, odczuli jego skutki, a nie tych, którzy żonglują nim w ideologicznych sporach. ”
Nie zgadzam sie, bo to jest ocena subiektywna odnoszaca sie do jednostki i jej przezyc.
Najwazniejsza ocena tego historycznego faktu jest trzezwe spojzenie na skutki, ktore z soba przyniusl.
Choc zgadzam sie, ze okupacja rosyjska byla tymczasowo lepsza niz niemiecka. Jednak to byla okupacja a nie wyzwolenie, niezaleznie jak ten moment byl subiektywnie odczuwany wtedy.