W kołobrzeskim stylu…
Bryndza, kaszana i beznadzieja. Tak, od paru lat, odpowiada się w Kołobrzegu na pytanie: jak leci? Dobrze jest przy tym znacząco bluzgnąć. Bryndza, kur… Plaże puste - wiadomo pogoda. Woda w Bałtyku zimna - wiadomo wiatry. Drożyzna - wiadomo. Polityczna mafia kolesi wykupiła dawno, co ważniejsze miejsca pod inwestycje - wiadomo banda. Zatem tyłek blady. Trzeba patrzeć w inną niż miasto stronę… Panuje przekonanie, że tu kariery się nie zrobi. Dorośli skapcanieją a dzieci zidiocieją. Interesy w gastronomii, hotelarstwie i budownictwie nie wszystkim starczą za życiowy cel.
Cóż, zatem? Trzeba wypalać lekkim krokiem (wyjeżdżać) z tego miasta? Pakować bety z kozety i wio? A to niby kurde balans z jakiego powodu. Mam się odstrzelić tylko, dlatego że ktoś nie pomyślał czym grozi brak perspektyw na awans pokolenia, którego rodzice obalili komunę?
Tekst zawierający powyższą myśl w różnych odmianach i z różnym skutkiem publikuję zależnie od posezonowego nastroju przynajmniej od 10 lat. Jednak przecież po zmianie władzy pojawiły się plany i działania skierowane do młodego pokolenia, przewidujące m.in. stymulację środowisk twórczych, czy też jak to mówią dzisiejsze małolaty a jutrzejsi mieszczanie - zrobienia dymu.
Zatem myśl o tandecie i intelektualnym zastoju, powtarzam z mniejszym niż w latach poprzednich przekonaniem ale nie uwolniony całkowicie od obaw. Dlaczego? Z kim, bowiem do tej wyśnionej Europy właśnie wmaszerowaliśmy? Diagnoza będzie ponura i zaczepna. Zaczepna - bowiem w fermencie (niech by nawet nie był twórczy, byleby był) widzę jedyną szansę na to by z kiełbas, piwa i straganów zmienić temat na teatr, literaturę i muzykę.
Pytałem znajomych, co sądzą o dotowaniu przez miasto, kwartalnika literackiego. Oczywiście wszystkie głosy są „za” przy jednym wstrzymującym. Jak najbardziej. Ta jedna osoba zapytała przytomnie.
- A kto będzie pisał ?
Zrobiliśmy szybki bilans. Literatów, (piszących a nie tych od popijania w literatkach) jest ci u nas dostatek. Naliczyliśmy żywych - pięć sztuk. Poetów dwa razy tyle. Felietonistów z lekkim piórem i satyryków upartych, ze trzech, dziennikarzy trochę więcej, bo około tuzina. Jedna trzecia tego całego piszącego towarzystwa po dobrym skupieniu się, a co za tym idzie za godziwe honorarium, mogła by utworzyć kolegium redakcyjne i rodzić jeden opiniotwórczy, krytyczny lub artystyczny tekst kwartalnie.
Dałoby to w końcowym składzie około połowę zeszytu o parametrach, miesięcznika Odra, Dialogu czy Twórczości. A jaką treścią zapełnić pozostałą część numeru? Relacjami z upojnej sesji Rady Miasta, gdzie naburmuszona opozycja z uporem demonstruje swoje rozczarowanie, iż nie rządzi miastem?
Środowiska twórczego w Kołobrzegu nie ma. Nie ma debiutów. Bark nawet widocznej chęci debiutowania. Jakiż to, bowiem życiowy cel - żebracze umieszczanie tekstów, po jakiejś bliżej nie określonej znajomości, w jakimś tytule, którego egzemplarz ląduje po przeczytaniu w koszu na śmieci.
Pleni się za to grafomania. Jednak powszechne zjawisko zaobserwowane przez jednostki nie jest potępiane. Z lenistwa i barku środków.
- Dlaczego - zapytałem jeden z lokalnych autorytetów - nie reagujesz autorytecie na powyższą bryndzę i kaszanę?
- A dlaczego mam reagować - odpowiedział mi smutno autorytet - czyż to moje dzieci nie wiedzą jaka jest budowa strofy i mają słowotok?
Trzeba zatem podjąć próbę wykreowania środowiska twórczego, zgonienia w jedno miejsce, opłacenia i zażądania: Twórco - twórz !
- A na jaką cholerę. Kto to będzie czytał. Sprzedawca muszelek? Zatem nie dość, że nie ma kto pisać, po analizie okazuje się, że nie będzie miał kto czytać.
Tutejsi ekonomiści od przeliczania kiełbas, piwa i działek na złotówki okrzyknęliby pewnie całe przedsięwzięcie finansowym samobójstwem. Zatem, o co chodzi? Czy tylko o przypomnienie o komunału, że naród jest tyle wart ile niesie w sobie wartości kulturalnych? Przecież wszyscy wiemy, że na początku było słowo a dopiero później kiełbasy, piwo, muzyka chodnikowa, stragany z plastikowymi kamieniami szlachetnymi, itd., Zatem wbrew cytatom, od których rozpocząłem dzisiejszy felieton, wbrew znaczącym gestom pukania się w czoło, dla ostatnich pięciu żywych piszących w naszym mieście, chociaż mieliby pisać tylko dla sprzedawców bursztynowo-plastikowych muszelek, trzeba podjąć wydawniczy wysiłek. Może się przed następnym zaćmieniem słońca trafi, jaki noblista “a nieuczony gdzieś artysta promień słoneczny utrwali…”
sierpień 6, 2006 | 12:58
o panie, panie cos pan narobił - pismo zaczęło wychodzić kwartalne, lepiej było nie pisac tego felietonu