Patriotyczny maj
Maj to miesiąc rocznic, pochodów (już tylko w Warszawie), składania kwiatów pod pomnikami i patetycznych mów. W ten sposób wyrażamy swój patriotyzm i mówimy: kształtujemy patriotyzm przyszłych pokoleń. A przyszłe pokolenia nie oglądają transmisji z obchodów, niewielu młodych przed pomnikami (nie licząc młodzieżowych przybudówek partii). Mówimy – pamięć historii; myślimy – tej dwudziestowiecznej. Wybraliśmy zdarzenia i daty i na ich bazie ją budujemy. W okolicach rocznic „idą” w telewizji filmy, często ekranizacje powieści historycznych, które tę historię przedstawiały tendencyjnie, często fałszowały. Jeśli o przeszłości ktoś mówi, to paru starszych panów, nieciekawie i – jak myślę – ze świadomością, że niewielu ich słucha. Andrzej Wajda reżyseruje film o Katyniu – będzie on bardzo poruszający, bo tragiczne były to wydarzenia. Ten wybitny reżyser swoją sztuką najmocniej ukształtował historyczne myślenie Polaków. I choć „Kanał” i „Katyń” przedstawiają ten sam okres historyczny, a między ich powstaniem zdarzyło się bardzo wiele, to odbiorcy z takim samym przejęciem powędrują w nieodległą przeszłość. Tymczasem historia Polski jest długa, więcej niż tysiącletnia. Dość skrótowo przelatujemy ją w szkole, Podręczniki „nowoczesne” młodzież kupuje – bo musi, ale często nie czyta, nie rozważa ich treści. Literatura opisująca dawniejsze czasy obrasta kurzem w bibliotekach. Prawdę mówiąc młodzi jej nie trawią. Mówię o przeciętnym człowieku, przeciętnym uczniu. Ministerstwo edukacji założyło sobie kształcenie uczuć patriotycznych, o metodach na razie cicho (może to cisza przed burzą), ale nie spodziewam się efektów i domyślam się sposobów tego kształcenia. Bo to trzeba zacząć od języka. Znaleźć kogoś o charyzmie Jurka Owsiaka, aby przekonał młodych, że trzeba się o niego troszczyć, że mówić poprawnie po polsku jest na topie. Że się to opłaca, bo pójdą za tym nawet konkretne korzyści, bo szanowanie języka to szanowanie samego siebie. Patriotyzm to znajomość i duma z własnej historii. Skoro dzieci i młodzież siedzą przed ekranami telewizorów i komputerów, należy „wyprodukować” – nie wymaga to wielkich pieniędzy, bo nie muszą to być super produkcje – kilkadziesiąt filmów o polskich królach, książętach, obyczajach, zdarzeniach (nie tylko o bitwach). Nie tylko o wyidealizowanych bohaterach. Pokazać prawdziwego Kościuszkę, Dąbrowskiego. Na palcach jednej ręki policzyłbym tych, którzy coś wiedzą o Fryczu – Modrzewskim (gimnazjalista powinien mieć wiedzę o Leonardzie da Vinci – tegoroczny sprawdzian), a był to jeden z najmądrzejszych ludzi Europy w swoim czasie. Mamy kompleksy powstań, martyrologii, wrogów ojczyzny, ale szczycimy się zamkami i pałacami na Śląsku zbudowanymi przez Niemców. Poznałem historię Tutenchamona, dziesięć razy widziałem czaszkę wyjętą z egipskiego sarkofagu, piękną głowę Nefertete, ale wiem bardzo mało o Krzywoustym, Kazimierzu Wielkim, o Księżnej Mazowieckiej, o Lubomirskich. Chcę ich poznać nie tylko przez pryzmat wojen, polityki, skandali – ale tego wszystkiego, co składało się na ich życie, czasy, otoczenie. Widzieć ich w trudnych sytuacjach wyborów politycznych, poznać przyczyny ich postępowania. Telewizja truje nas nudnymi serialami o współczesności, a może by tak serial – biografie wielkich polskich artystów? Co za ciekawe mieli życie! Tylko żeby to znowu nie utopić w sentymentalnym sosie, w którym podstawowe składniki to cierpienie i tęsknota. Wiem, dlaczego nie zawaliła się komora grobowa w piramidzie Cheopsa pod ciężarem kamieni, a nie wiem, jak powstawał Zamość, jaka jest historia kamienic na rynku poznańskim, jak budowano sklepienia gotyckich kościołów, chociażby Mariackiego. Mówią: twórcom brakuje tematów, a jest ich mnóstwo, może nie dla reżyserów tej miary co Jerzy Kawalerowicz. Mówią: młodzież szuka autorytetów. Trudno o autorytety przy powszechnym ściąganiu ich na bruk. Myślę, że wszystkim potrzeba prawdy. Wszelkie zafałszowania, pokazywanie tylko jednej strony spraw i ludzi budzi nieufność, w końcu odrzuca. Patriotyzm kształtuje się od pokazywania dzieciom rodzimej przyrody. Wyprodukowaliśmy kilka filmów przyrodniczych o tańcach batalionów (ptaki) na wiosnę, o ptactwie nad Narwią, a z niedźwiedzia zrobiliśmy ciekawostkę meteorologiczną (właśnie obudził się na wiosnę). Za to przez programy telewizyjne „namawiamy”, by podziwiać orki, głuptaki, pingwiny. Znam wygląd i zwyczaje małp i małpiatek, ale na dobre filmy o polskiej przyrodzie nie mogę się doczekać. Żeby kochać polskie góry – trzeba wysyłać dzieci znad morza w Tatry, Karkonosze. Jak to robią ze swoimi dziećmi Duńczycy? Obowiązkowo w programie szkolnym poznają one własny kraj przez wycieczki, wędrówki, stałe pobyty. Żeby mieć poczucie własnej wartości, wyrobić w sobie godność (podziwiamy to u Anglików), trzeba czuć się spadkobiercą Kołłątaja, Staszica, Skłodowskiej. Obawiam się, że mądra myśl o kształtowaniu patriotyzmu młodzieży rozmyje się w gadulstwie urzędników, wepchnięciu szkołom kilku tematów na lekcje wychowawcze (prześlą taśmy lub płyty – gotowce, na wyprodukowaniu których znajomi urzędników dużo zarobią). Przepadnie ta idea z braku pieniędzy i z tego, że ministerstwem edukacji rządzą politycy i ideologia.
marzec 17, 2009 | 21:27
:)dobre……….