Zawirowania w polityce przed Wielkanocą
Zawirowania w polityce i ich obraz radiowo-telewizyjny prowadzą do tego, że człowiek ma ochotę uciec gdzie pieprz rośnie. I pewnie bym tak zrobił, gdyby mi przybyło w portfelu. Pal licho tych na górze. I tak nie mam najmniejszego wpływu na ich decyzje, a na wojnach, które prowadzą, żerują media. Programów publicystycznych coraz więcej – każdy znaczący dziennikarz ma swój, zaś politycy więcej czasu spędzają przed kamerami niż w sejmie i w urzędach. Do mistrzostwa doszli w zagłuszaniu jeden drugiego. Oczekiwałbym większej zgody i kultury na dole. Tymczasem… Miejscowi posłowie na konferencjach prasowych wypowiedzieli się za miejskich radnych. Ci zaś budżetu przedstawionego przez prezydenta miasta najpierw nie przyjęli. W czasie telewizyjnej audycji Adama Wieczorka z jego gośćmi kołobrzeżanie dowiedzieli się, że już za parę chwil rada zbierze się ponownie i budżet przyjmie. Chociaż w późnowieczornym głosowaniu najwięcej wstrzymało się – budżet na 2006 rok mamy. Prezydent miasta powiedział, że tu i tam obetnie, tej i tamtej inwestycji nie wykona. Ucierpimy my mieszkańcy, bo ulice zrobią tylko do połowy, dla dzieci w kilku dzielnicach nie będzie placów zabaw. Radni nie ucierpią – chociaż jeden ze słuchaczy dzwoniąc do audycji TKK chciałby już ich przegonić. Poniosły go nerwy. Sami radni w czasie audycji do tego głosu nie ustosunkowali się, chociaż jeden z nich na koniec nadzwyczajnej sesji oznajmił: najbardziej cieszy mnie to, że kończy się kadencja tej rady. I… opuścił salę. Po czym przewodniczący pytająco stwierdził: nie ma dyskusji? Trzeba kończyć – zamykam sesję. Szkoda, że decyzje najważniejsze dla kołobrzeżan podejmowane są w kabaretowym stylu.
Jakie to dziwne, że dawny rzecznik prezydenta – dziś poseł – aż tak poróżnił się ze swoim byłym szefem. Wprawdzie każdy poglądy może zmienić, człowiek też się zmienia, ale…
Wszystko zostało wyłożone prosto i jasno. W najbliższych wyborach ja rezygnuję z kandydowania na prezydenta miasta – mówi poseł, były wiceprezydent, i wzywam do podjęcia podobnej decyzji prezydenta miasta. Znajdziemy wśród naszych (!) kogoś godnego na to stanowisko. Za chwilę riposta gotowa – nikt nie będzie mi dyktował postępowania! Wymowne były uśmiechy posła z ostatniego rzędu miejsc dla gości sesji. Drugi poseł w czasie wieczornej sesji budżetowej siedział z miną zadowoloną tuż za prezydentem miasta. Przecież jego partia przewodzi, zaś partia tego, który walczył o zachowanie procedur i co chwilę uczył prawa, jest w opozycji. I gdzie tu miejsce na apel kardynała z Krakowa? Chyba, że zdarzy się cud (słowo w tej chwili najmodniejsze). Czas rekolekcji, cud może się wydarzyć. Dobrze by było świąteczne dni spędzić w przekonaniu, że chrześcijańskie idee są obecne nie tylko wśród zwyczajnych ludzi.
Nadchodzące święta to czas wysyłania życzeń, planów i zwykłego krzątania się. W zeszłorocznym felietonie o tej porze pisałem, że w wielkanocnej kuchni zapanowała demokracja. Co w ten dzień podawano na śniadanie w domach wysokich sfer, teraz jest na stołach wszystkich – „raz być panem całą gębą, choćby przy stole i tylko z jednym daniem”. Ja zostanę przy skromnej tradycji. Na kołobrzeskiej poczcie usiłuję wysłać świąteczne kartki, a tu na każdą z nich wręczają mi trzy składane znaczki – oczywiście nie świąteczne, bo takich nie mają. Sklep pocztowy czynny będzie od godzin popołudniowych. Niby nowoczesność, a stare niedostatki. Podwyżki cen gazu – najwięcej drobnym odbiorcom – chłodzą wiosnę i tak spóźnioną i niezbyt ciepłą. Opłacałem abonament radia i telewizji – zainkasowano więcej niż w roku poprzednim. Na targu gospodyni policzyła mi o wiele więcej za jajka niż tydzień temu. Argument: proszę pana, cena świąteczna. Za co jeszcze policzą mi więcej? Skoro więc uciec od skrzeczącej rzeczywistości nie mogę – wsiądę na rower, umówię się ze słońcem i pojadę na spotkanie z przyrodą.
Tradycyjnie – Drodzy Państwo – smacznego jajka. Wesołych Świąt.