Ściana Zachodnia

Powszechnie wiadomo co to Ściana Wschodnia. Od lat przewijają się w mediach obrazy zagubionych, biednych wsi, zaniedbanych domostw i żyjących w ciężkich warunkach ludzi na Wschodzie Polski. I takie tam można znaleźć. Mniej połączeń kolejowych, mniej czerwonych dróg w atlasie samochodowym. Wywołuje to odruch solidarności, chęć pomocy, wyrównania różnych poziomów życia. Kiedy więc kanclerz Niemiec ofiarowała Polsce dużą kwotę euro, wydawało się sprawiedliwe, że większość sumy otrzyma Wschód.

Jedni szukają prawdy w archiwach, a ja szukam jej oglądając świat. I co widzę? Że już pobudowano w Lubelskim piękne obwodnice (Piaski, Krasnystaw, Zamość), że ludzie mieszkają w bardzo dużych i niestarych domach, że bardzo dużo domów się buduje. Jest więc praca i pieniądze. Peryferie miast obudowane fabryczkami i zakładami. Świetnie funkcjonują prywatne firmy przewozowe, a ich usługi są tanie i profesjonalne. Ludzie są zaradni i pracowici. Wsie, średnie miasta wprost tętnią życiem – zadbane obejścia, samochody, rozmowy o interesach.

Przejeżdżałem wzdłuż Ściany Zachodniej Polski i odniosłem wrażenie, że tu jest gorzej: brzydsze miasta, jeszcze poniemieckie domy – zaledwie pomalowane, z jakąś małą przybudówką. Gdzie im tam do pałacyków na Wschodzie. Mniej tu też tak zwanych zakładów pracy. Życie toczy się niemrawo. Jadąc, lepiej wybrać drogi czerwone (mało obwodnic), bo żółte są wąskie, ze złą nawierzchnią, biegną środkiem wsi i miasteczek. Najgorzej na Północnym – Zachodzie, tu czas się zatrzymał. Że też tu można mieszkać – myślę ze strachem. Zaniedbana stacja kolejowa, parę sklepów, jakieś małe zakłady naprawcze, szkoła, kościół. Ludzie nigdzie się nie spieszą. Ładnie tu pewnie latem, bo i las, i rzeczka…

Jakoś nikt nie upomina się o ten region. Nie słyszę: „Region Północno – Zachodni woła o pomoc!” Upadły PGR-y? To prawda. Prawdą jest też, że zostawiono ludzi samych sobie, użalając się najwyżej nad nimi przy okazji kampanii wyborczej. Nikt nic tu nie poprawił – żaden rząd, żadna partia. Mieliśmy „swoich” ministrów i posłów. I co? W Warszawie zapominali o „swoich” ludziach. Zajęci karierą, powiększaniem własnych gospodarstw lub wręcz nie mieli talentu, by przekonać sejm czy rząd do słusznych przecież racji. Jaka radość, że coś się udało w Goleniowie, że inwestycje. A Kołobrzeg? Wokół niego osiedla – sypialnie. Ładne to i cieszy, a gdzie inwestycje? Gdzie miejsca pracy? Przecież ciągle mamy posłów w sejmie. Nie słyszałem zawołania z trybuny – „musimy zatroszczyć się o Północno – Zachodnią Polskę”. Uzdrowisko i mały port to za mało.

Przez dwa tygodnie słuchałem radia Wrocław, oglądałem program regionalny Dolnego Śląska w telewizji. Słyszałem: „nowe inwestycje”, „buduje się”, „są planowane”, „setki, a nawet tysiące ludzi otrzyma pracę”. Słyszałem: „potrzebni pracownicy”, „więcej miejsc pracy niż chętnych”. Zazdrościłem. Im bliżej północy tym biedniej, mniej porządku na wsiach, za to wiele stacji benzynowych, jakby nasze ziemie były z góry przeznaczone dla przyjezdnych – przyjechali, odpoczęli, odjechali.

Nie chcę zabierać unijnych dotacji Ścianie Wschodniej, chce większej aktywności tych, którzy pochodzą stąd i mogą w Warszawie przekonać, że tu są wielkie potrzeby, że tu trzeba kierować inwestycje, że trzeba przywrócić do życia ludzi, którzy stracili nadzieję. Modlitwę trzeba wzmocnić prawdziwym ożywieniem gospodarczym. Za mało władze lokalne starają się o pozyskanie inwestycji, zajęci utarczkami i zamiataniem miejskiego podwórka. Dlaczego nie ma inwestycji szwedzkich, duńskich, fińskich? Przecież ma Kołobrzeg kontakt z tymi państwami. Flagi na placu, odwiedziny i sportowe zawody to za mało, by wypełnić pojęcie współpracy.

A teraz z naszego podwórka. Od lat w mediach panuje moda na tak zwaną „ksywkę”. Zastępuje się nazwisko lub stanowisko złośliwymi epitetami. Dorośli panowie zachowują się jak chłopcy, szczypiąc i kopiąc po kostkach. Jeśli mi się ktoś nie podoba, nie idę z nim na piwo. Jeśli się myli lub popełnia błędy, walczę z nim argumentem lub paragrafem. Nie jest kulturalne takie przezywanie.

Na uroczystości 50-lecia Związku Polskich Artystów Plastyków Okręgu Koszalińsko – Słupskiego bardzo mi brakowało państwa Adeli i Jerzego Ściesińskich. To dobrze, że przyznano Jurkowi nagrody, wystawiono jego obrazy. Państwo Ściesińscy byli twórcami i przez wiele lat prowadzili galerię w „Kalmarze” w holu kina, a później w ratuszu. Pokazywali kołobrzeżanom dzieła sztuki i gromadzili na wystawach wszystkich zainteresowanych. Moim zdaniem, obchody 50-lecia ZPAP, połączone z wystawą dzieł sztuki naszych artystów, były za skromne. Złoty Jubileusz zobowiązuje.

kom

Zostaw Odpowiedź

Adres Emial podany w tym formularzu nie będzie publikowany i jest tylko do wiadomości autora strony.