Moje zdanie o kulturze
Ucichł żółty samochodzik – potworek miejscowego amfiteatru. Nikt już nie przyjeżdża „produkować” kulturę na letniej scenie, z której kiedyś płynęła żołnierska piosenka. Skrzyknął się komitet, który ma zamiar przywrócić Festiwal Piosenki Żołnierskiej. Nigdy się to nie stanie! Nie ma żołnierskiej piosenki. Odeszli jej twórcy, wykonawcy, orkiestry. Odszedł dyrektor i dyrygent Henryk Debich. Zmieniło się wojsko i wojskowe życie – dziś żaden generał nie śpiewa. Walczą na frontach wojsk NATO. Nikt nie będzie rozprowadzał biletów po PGR-ach, bo już ich dawno nie ma, a ludziom, którzy tam zostali, zaledwie starcza na chleb. Nie da się odnowić czegokolwiek z PRL-u. Wyrośli już inni ludzie, co innego nas interesuje. Nawet Sopot się przeżył i tegoroczny nie wzbudził zachwytu. Za to szaleje u nas moda na Adabar. „Kulisy Kołobrzeskie”, piórem prezesa od zabytków, poświęciły mu dwie strony. Temat powszechnie znany, chodzi o jeden paragraf umowy, a ile nad tym siedzi komisji! A i dziennikarze chleb mają… Już wskazują winnych, choć sprawa nie została do końca zbadana. Jest więc wirtualny dwór z dworką i – jak w bajce – morał: trudno dworką być. Był kiedyś Adabar Gawinków,. był klub filmowy (pracowali na wąskiej taśmie), spotkania fotografików, studentów z nauczycielskiego studium i wszystkich organizacji młodzieżowych. A później renesans Adabaru za czasów NOT-u. Kto to zmienił? Dlaczego inteligencji technicznej odebrano miejsce wielu ciekawych imprez, wystaw, spotkań? Był kabaret „Karawana” Bogdana Żołtaka w obecnym budynku muzeum przy AK – beczka śmiechu i uciechy. Aula studium gościła koszaliński teatr, filharmonię z koncertami. A jakie tam były bale! Interesująco było też pod biblioteką, w klubie „Kolabrega” – ciekawe spotkania twórców i kameralne imprezy. Ten wykończyli partyjni, bo w tamtych czasach nie lubili inteligencji. Mała Galeria Adeli i Jerzego Ściesińskich ściągała wielbicieli malarstwa i ich znajomych. W Kołobrzegu kultura była, ale tamtej już nikt nie przywróci z przyczyn naturalnych. I miał rację Jacek Klimżyński, że rozwiązał(!) Kołobrzeskie Towarzystwo Społeczno – Kulturalne, a nie przekazał kierownictwa w ręce współczesnych. Inne czasy. Inni ludzie, inaczej robią kulturę. Przez kilka dni panowała Herbertiada połączona z… koszykówką. „ Zapraszam na Ogólnopolski Przegląd Twórczości Zbigniewa Herberta, ale są pewne ograniczenia – wstęp za zaproszeniami. Kto chciałby zaproszenie – ilość ograniczona – zgłosi się do biura”. Aktorzy z różnych stron Polski, recytatorzy już tylko z Zachodniopomorskiego oddawali się poezji wielkiej. Konkurs bardzo potrzebny i nie ilość odbiorców czy uczestników jest tu argumentem za lub przeciw. Odkąd katedra pełni również rolę sali koncertowej – zmienił się charakter wielu imprez kulturalnych. Zawsze pięknie zaprasza na wystawy Galeria Sztuki Współczesnej. I jeszcze jedna refleksja: kłopoty pani dyrektor od kultury potwierdzają prawidłowość – każdy nowy „kierownik” tego wydziału przystępował do pracy z planami, zapałem i akceptacją władz, po kilku latach(?) odchodził zgorzkniały, zniechęcony, z niewielką garstką przyjaciół. Z dość dużym opóźnieniem ukazały się „Wiadomości Kołobrzeskie” Kazimierza Ratajczyka. Trochę wspomnień, obrazków z czasów najnowszych: goście, święta i sezonowe imprezy kulturalne. Niektóre wiadomości to swoista kronika Ligi Morskiej i Rzecznej. Jak zawsze, reklamują się usługi lecznicze. Przeszłość naszego miasta w notatkach, które Wydawca nazwał: „Raptularz Kołobrzeski”. Z pierwszych stron regionalnych gazet uśmiechają się do mnie znane twarze kandydatów na posłów, senatorów i na prezydenta. Pojawiają się też w witrynach sklepowych. Uśmiechem i kilkoma słowami programu usiłują zachęcić mnie do oddania głosu… Na kogo zagłosuję? Rozważę kto i czym wspomógł mnie, aby codzienność była do zniesienia i żyło mi się lepiej. Ale co będzie wart mój głos? Jednak do lokali i urn wyborczych chodzić trzeba, wymaga tego kultura polityczna.
listopad 21, 2005 | 09:58
Kultura polityczna? A co to takiego? Antykultura?