60-lecie ZSP na Uniwersytecie Jagiellońskim w Królewskim Mieście Stołecznym

Jechałem do Krakowa (jak mówili moi) w podróż sentymentalną. Po dziurawych drogach, do tego we mgle i co krok informacja: “zmiana organizacji ruchu”. Czerwone światło, stop i wahadło. Kiepskie drogi i ruch wahadłowy wydłużają czas przejazdu. Dojechałem do A 4, na bramce 8 złotych i raj na drodze. Prędkość - ile wolno na autostradzie. I znowu 8 złotych. Wreszcie Królewskie Miasto Stołeczne. Kwateruję się w “Żaczku”.

Spacer na Rynek. Z wszystkich stron wypełniony i przystrojony ogródkami rynkowych restauracji i kawiarni. Interes od rana do wieczora, miejsca wypełnione gośćmi. Przed “Baranami” czuwa odlany w brązie Piotr Skrzynecki. Obowiązkowe zdjęcie z legendą Krakowa. Słynna kawiarnia w Sukiennicach pustawa, nie mówiąc o “Jamie Michalika”. Wstąpiłem na pyszne lody “Zielony balonik”, zastałem kilku gości. W południe nie ma tu artystów, może przenieśli się do innych piwnic i klubów albo są u siebie na Podhalu. Teraz, w tej historycznej kawiarni, miejsca zamawiają szkolne wycieczki. Kupiłem “Przewodnik literacki Jama Michalika” Bolesława Farona, którego wspominam jako ministra oświaty i wychowania. W Krakowie studiował filologię polską, studia rozpoczął dwa lata przede mną. Przeczytałem to w jego przewodniku.

Floriańska przystrojona Grunwaldem, jak przystało na Królewskie Miasto Stołeczne za Jagiellonów - sztandary, obrazy Matejki z bitwą. Tworzy to wspaniałą atmosferę, a ja wreszcie widzę, że Polacy mieli w przeszłości również zwycięstwa. Bardzo to podnosi na duchu.

Kościół Mariacki, Ratusz, Sukiennice - po renowacji aż świecą. Towarów w Sukiennicach jak zawsze dużo, ale mniej niż dawniej regionalnych. Zastąpiła je biżuteria. Kościół Mariacki ma strefę na modlitwę i do zwiedzania (odrębne wejścia). Zwiedzanie płatne. Skupienia modlitewnego z oglądaniem kościoła nie da się pogodzić? Grodzką - jak zawsze - prosto na Wawel. Jego zwiedzanie podzielono na sektory. Reprezentacyjne komnaty królewskie i skarbiec ze zbrojownią oglądałem indywidualnie, a prywatne apartamenty królewskie z przewodnikiem… za dodatkową opłatą. Ale być w Krakowie i kolejny raz nie być na Wawelu, to grzech! Żadnych nowości? Nieprawda - w jednej z reprezentacyjnych komnat królewskich, z arrasami Króla Zygmunta, Zespół Muzyki Dawnej “Floripori” gra na dawnych instrumentach, a piękna sopranistka w stroju z epoki śpiewa miłosne pieśni liryczne dworów europejskich XVI i XVII stulecia.

Jechałem przez całą Polskę nie tylko po to, aby zachwycać się Krakowem. Żyłem tam ponad 5 lat i sporo pamiętam. Pojechałem na spotkanie tak zwanych “Żaczkowiczów”, mieszkańców II Domu Studenckiego “Żaczek” przy 3 Maja 5. Dziś to jeden z czterech Hoteli Studenckich Uniwersytetu Jagiellońskiego. “Żaczkowicze” spotykają się co roku, a ja pojechałem na spotkanie po pół wieku, kiedy prosto z Żaczka” wyjechałem do Kołobrzegu. Mają swoje Stowarzyszenie (od spotkania w tym roku - napiszę - mamy swoje Stowarzyszenie Mieszkańców Żaczka).

Kiedy przekroczyłem próg akademika, serce biło mi mocniej i pytałem siebie, co tu nowego spotkam? Na recepcji młodzi recepcjoniści, profesjonalni, w mig zostałem obsłużony (za moich czasów - starsi panowie, starsze panie - wydawali klucze). Po moich czasach dobudowano do starego nowy “Żaczek”. W nowym pokoje z łazienkami (w starej części remont, dobudowuje się łazienki), po prostu hotel. Do pokoju w “Nowym Żaczku” szedłem wpierw znanymi mi korytarzami, nie musiałem zresztą iść schodami - teraz jest winda. Po drodze punkty kuchenne w tych samych miejscach, jak przed laty, tylko nowocześniejszy sprzęt do studenckiego gotowania. Jak kiedyś rozchodzą się zapachy smażonej jajecznicy z cebulką. Nowe toalety i prysznice dla mieszkańców pokoi, które nie mają jeszcze łazienek. Zlikwidowano balkony z widokiem na studnię (tak nazywaliśmy dziedziniec), na jednym z nich śpiewał nasz artysta Jan z prawa.

Spotkanie “Żaczkowiczów” o 17.00, w Klubie “Żaczek”. Prawie nikogo nie znam. Mój rocznik nie dopisał. Jan Maurer - prezes Stowarzyszenia Mieszkańców Żaczka próbuje przedstawiać - kto jest kto? Wnet tworzy się krąg rozmawiających - przewodzi Kaziu Pająk i gość z Belgi - Michel Pakulski z tamtejszej Fundacji Polonia: wspomnieniom nie ma końca. Każdy chociaż kilka słów chce dorzucić do wspomnień o Janie Buszku, który 40 lat pracował w Żaczku, wpierw jako portier, a przez wiele lat był jego kierownikiem (również przez wszystkie lata mojego zamieszkania) - “Legendarny Król Waletów” (młodszym przypomnę, że “waletem” był student, który w akademiku mieszkał nielegalnie, ale był tolerowany przez kierownika domu studenta). Po nim byli inni, przez 8 lat Jan Maurer - tak jak ja absolwent pedagogiki. Po koleżeńskim spotkaniu wyruszam na nocny spacer po Krakowie. Miasto w iluminacjach, centrum naprawdę bajkowe.

Następnego dnia od rana spotkanie byłych działaczy Zrzeszenia Studentów Polskich Uniwersytetu Jagiellońskiego z okazji 60-lecia Zrzeszenia (powstało na kongresie zjednoczeniowym organizacji studenckich w kwietniu 1950 roku). Jak przystało na absolwenta Universitas Jagiellonica Cracoviensis zwiedzam Collegium Maius - skarbnicę historii mojej uczelni i Narodu. Wzbogaciło się o Ogród Profesorski, z którego jest bezpośrednie przejście na dziedziniec Collegium. Innych nowości nie zauważyłem - na swoim miejscu popiersie Mikołaja Kopernika, jego globus, skarbiec, portrety w auli wszystkich rektorów do 1945 roku. Wielkie nazwiska. Remontuje się dziedziniec Collegium, kopią archeolodzy, zapewne doszukają się czegoś nowego.

Spotkanie byłych działaczy ZSP UJ rozpoczyna się mszą świętą w Bazylice na Skałce. Celebruje ksiądz o. Paulin, a także absolwent UJ i “Żaczkowicz”. Po mszy zdjęcie na stopniach Ołtarza Trzech Tysiącleci. Wspólny obiad w “Jarzynce” - studenckiej jadłodajni - pomidorowa, schab z zasmażaną kapustą, ziemniaki, kompot. Nie może być inaczej - wszystko ma przypominać studenckie lata.. Klub “Żaczek” zaludnia się, tak jak i wczoraj o 17.00. Sporo działaczy ZSP z żonami zajmuje miejsce w ogródku przed klubem. Tu będzie grillowanie i wszechwładne piwo. Była też lampka szampana na powitanie. Śpiewały “Słowianki” i solistki krakowskich piwnic. Przemówił były rektor profesor Franciszek Ziejka, również były działacza ZSP na Wydziale Filologii Polskiej, który wspominał o wielu inwestycjach uczelni realizowanych za jego panowania, miedzy innymi budowa Biblioteki Jagiellońskiej. Występowali też działacze lat 80-tych i 90-tych oraz z obecnych różnych fundacji i stowarzyszeń Uniwersytetu Jagiellońskiego. “Gazeta Krakowska w Klubie Nowy Żaczek” wydawała się co chwilę i to z nowym zdjęciem kolejnej grupy uczestników spotkania. “Byliśmy tu razem”, “60 lat ZSP Uniwersytetu Jagiellońskiego”, “Tak niedawno żeśmy się poznali” - to były tytuły jednodniowej gazety dla każdego z nas. Spotkałem i ja swoich: profesor Bronisław Urban - dwa lata po mnie kończył pedagogikę. Wspominaliśmy wszystkich naszych mistrzów wówczas w gmachu UJ na 22 Lipca 13 (dziś Józefa Piłsudskiego). Przybyli: mecenas Andrzej Krzyżowski (utrzymujemy kontakty od lat) - późniejszy prezes rady uczelnianej, dr Jan Gawlik - były skarbnik rady uczelnianej, później dyrektor Komitetu Obchodów 600-lecia UJ. Z nim też od lat utrzymuję przyjacielskie stosunki. Krótkie spotkanie z poetą Mieczysławem Czumą - byłym wieloletnim redaktorem naczelnym “Przekroju”, powszechnie znanym - obok Leszka Mazana - znawcą Krakowa. Z Barbarą Noworytą - też przewodnicząca rady uczelnianej po mnie - rozmawiałem dłuższy czas, wspominaliśmy krakowskie “Spotkania Pokoleń ZSP” - mogłyby trwać nadal, ale jakoś nie wyszło. Okazało się, że byłem najstarszym uczestnikiem, z najbardziej odległych lat i z najbardziej odległego miasta od Krakowa. W spotkaniu uczestniczyli w większości działacze lat 70-tych do 90-tych. Z moich lat 60-tych w śladowych ilościach. Grill pracował, co jakiś czas sięgaliśmy po dania z ognia i dymu, po różne sałatki w misach na stole. A jakże, był smalec i ogórki kiszone, soki, a bar w klubie serwował piwo, kawę, herbatę, coca colę z lodem i cytryną. Rozmowy trwały do późna, bo oczekiwaliśmy zapowiadanego przybycia Jego Magnificencji Rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego profesora dr hab. Karola Musioła. Nie doczekałem się, należało wypocząć przed podróżą.

Rankiem powrót do domu, do Kołobrzegu. Drogą przez mękę był wyjazd z remontowanych ulic Krakowa na A 4. Do Wrocławia jedzie się komfortowo (znowu 16 złotych), do Poznania jako tako, a z Poznania - znośnie. Jak różne są nasze polskie drogi! Nadzieja, że do następnego lecia Zrzeszenia Studentów Polskich na Uniwersytecie Jagiellońskim polskie drogi będą europejskie.

kom

Zostaw Odpowiedź

Adres Emial podany w tym formularzu nie będzie publikowany i jest tylko do wiadomości autora strony.