Słowackie Tatry
Czego pragnie człowiek żyjący nad morzem? Oczywiście gór – widoków górskich szczytów, innego szumu wody – górskich potoków, innego powietrza. Można wymieniać jeszcze wiele „innych”. Zanurzyłem się w tę inność w słowackich Wysokich Tatrach. Granicę polsko – słowacką przekroczyłem bez czekania w kolejce i jeszcze kilkanaście kilometrów krętą szosą a już byłem w Łomnicy. Stamtąd elektryczną kolejką można jechać do Popradu, Starego Smokowca, Szczyrbskiego Plesa. Na koniec kolejką „zębatką” do Sztyrby Tatrzańskiej – dobrej bazy noclegowej. Ach, te kolejki – zwane przez Słowaków „elektryczkami”, od kilku minut do godziny i jest się w dowolnej miejscowości, z której wyruszałem na wędrówki górskimi szlakami. Dlaczego w naszych Tatrach muszę iść kilometrami, by dojść do podnóża gór? Taką „polską elektryczkę” poprowadziłbym pod reglami, a stacyjki to wejścia do tatrzańskich dolin. Mamy tylu myślicieli od turystyki, transportu, komunikacji, a nie potrafimy skorzystać z dobrych wzorów. Pół dnia stoimy za miejscem w wagoniku na Kasprowy! Tam, ze Szczyrbskiego Plesa , krzesełkami (żadnej kolejki w kasie) na Solisko (wysokość prawie Kasprowego), a na jego szczyt to już piesza wspinaczka przez kosówkę i turnią. Przede mną dzień widoków innych szczytów: Łomnica (2632). Czerwony wagonik (zabiera 14 osób) zawieszony na dwóch linach pomiędzy stacją nad łomnickim jeziorkiem a szczytem wyciąga mnie nad jeziorem, źlebami z wiecznym śniegiem 800 metrów w górę… po prostu w chmury. Szczyt Łomnicy przeważnie w obłokach. Niepowtarzalny widok na Kaźmierski, Huncowski, Pyszny, Baranie Rogi, Śniegowy, Lodowy. Bałem się, ale widoki warte były nawet czegoś więcej. Wyciąg wagonikiem na Łomnicę regulowany w czasie, który akurat wystarczył na obejście jeziora i zjedzenie naleśników z jagodami w górskim hotelu. Dojazd do łomnickiego jeziora wyciągiem gondolowym. Bez kolejki przy kasie! Podróż na szczyt Łomnicy jest droga – blisko 100 złotych. Dałbym więcej, aby jeszcze raz to wszystko zobaczyć. Tym się nie najesz, tego się nie napijesz, w to się nie ubierzesz, ale co zobaczysz, to twoje na zawsze! Trzecia kolejka – typu naszej na Gubałówkę – wiedzie na zbocze Sławkowskiego – Hrebienok. Ceny kolejek krzesełkowych i wagonikiem 9 – 12 złotych w obie strony. Dopiero stamtąd wyprawy szlakami. Oczywiście, można zacząć wyprawę od Łomnicy, Starego Smokowca czy Szczyrbskiego Plesa, ale możliwość wyboru, skrócenie czasu wędrówki (o półtorej czy dwie godziny), zaoszczędzenie sił to w moim przypadku duży zysk. Przeżywałem jeszcze dni dużej wody – wodospady w Dolinie Zimnej Wody i 25-cio metrowy wodospad Skok. Jeszcze Popradzkie Pleso z ciekawym krajobrazowo skalistym dojściem. Odwiedziłem też symboliczny Cmentarz Gór. Uczy człowieka pokory. I wreszcie dni wielkiej drogi: od Hrebienoka do Śląskiego Domu. Na tym szlaku kilka godzin szedłem, skakałem po kamieniach, drżałem przechodząc po wiszących półkach aż do Gerlachu. Nachodziłem się po górach, najeździłem kolejkami, deptałem ścieżki wokół górskich jezior i przy wodospadach, przemierzyłem kilka dolin. Wszystko doskonale oznakowane, zawsze dobrze utrzymane schroniska z pożywną i tanią kuchnią. Na kupionych widokówkach pysznił się świerkowy las, na zrobionych zdjęciach przerażające skutki wichury z jesieni 2004. Tysiące hektarów sterczących korzeni powalonych drzew. Gorączkowa praca nad wywożeniem pni i porządkowaniem. Słowacy przewidują, że dopiero po 50-ciu latach uda się przywrócić dawny widok. Zauważyłem, że obsługa w schroniskach była bardzo młoda, grzeczna, miła – to mocna strona słowackiej turystyki. Ze Słowacji, z Wysokich Tatr wróciłem zadowolony. Dziękuję mojemu przyjacielowi – Jankowi z Zakopanego – za życzliwe porady jak i gdzie trafić. Już wybrałem wczasy w 2006, odciążę nasze zatłoczone góry.
sierpień 28, 2005 | 09:20
Napisał Pan tak apetycznie, że aż sprawdziłem w rozkładzie jazdy jakie są połączenia kolejowe z Tatrami. To ostudziło moje zapały, więc przeczytałem sobie tekst jeszcze raz. I na tym koniec. Na tydzień się nie zerwę a 3 dni za mało. Chyba, żeby samolotem do Krakowa? Ale to znowu drogo…