Nagroda Karola Wielkiego dla polskiego premiera i „Koniki Kołobrzeskie”
Kiedy 8 lipca 2008 roku odwiedziłem Akwizgran (Aachen) i w galerii tamtejszego ratusza fotografowałem zdjęcia papieża Jana Pawła II i profesora Bronisława Geremka (za 5 dni – 13 lipca tamtego roku – zginął w wypadku drogowym), nawet nie przeszło mi przez myśl, że kolejnym Polakiem, który tutaj odbierze Międzynarodową Nagrodę Karola Wielkiego, w 2010 roku, będzie polski premier Donald Tusk. Nagroda ta nazywana jest też Medalem Europy. Przyznawana corocznie od 1950 roku wybitnym osobistościom i instytucjom za zasługi w promowaniu pokoju i jedności w Europie.
W niemieckim mieście – Akwizgran – na granicy z Belgią i Holandią 13 maja tego roku tę nagrodę rządu Niemiec, jak pisze Sachsische Zeitung – otrzyma „prawdziwy Europejczyk”. Decyzję uzasadnił minister spraw zagranicznych następująco: „ Premier Tusk angażuje się na rzecz pogłębienia europejskiej jedności i bliskiej przyjaźni polsko – niemieckiej.”
Akwizgran poznałem w czasie wędrówek po Nadrenii Północnej Westfalii. Nazwa pochodzi z I wieku naszej ery. Było to uzdrowisko z ciepłymi (do ponad 70 stopni C) źródłami siarkowymi. Aquae (woda) Grani (od Granusa, celtyckiego bożka uzdrowień). Miasto słynie z gotyckiej katedry, w której znajduje się sarkofag ze szczątkami Karola Wielkiego. Nie do opisania jest architektura gotyckiego ratusza, w którym rząd Niemiec, co roku, dokonuje odznaczania Medalem Europy uznanego Europejczyka. Miasto słynie też ze wspaniałych rodzajowych rzeźb ulicznych: koni w galopie, pań pod dziurawymi parasolkami, scenek z życia „miejskich cwaniaków”.
W Akwizgranie, 28 stycznia 814 roku zmarł cesarz Imperium Rzymskiego – Karol Wielki.
Rządy tego władcy trwały ponad 40 lat i były wypełnione 54. kampaniami wojennymi, a połowie z nich przewodził osobiście sam cesarz. Pod koniec jego panowania monarchia obejmowała obszar ponad milion kilometrów kwadratowych. Mieszkańców monarchii karolińskiej nazwano Europeuses (Europejczycy). Centrum odnowionego cesarstwa zachodniego mieściło się w Akwizgranie (ulubione miasto Karola Wielkiego), a nie w Rzymie. Akwizgran odciął się od antycznej przeszłości, nabrał charakteru europejskiego. Dlatego Karol Wielki uznawany jest za prekursora integracji europejskiej. I właśnie z tego powodu, od roku 1950, rząd Niemiec wybrał to miasto jako miejsce nadawania Europejczykowi Roku – Międzynarodowej Nagrody Karola Wielkiego. W 1998 roku zaszczytu tego doznał profesor Bronisław Geremek, w 2004 roku papież Jan Paweł II, a w tym roku – 2010 – premier Rzeczypospolitej Polskiej – Donald Tusk. Naprawdę bardzo się wzruszyłem oglądając w ratuszu fotograficzne portrety wielkich Polaków, a dziś cieszę się, że dołączył do nich trzeci. W czasie kolejnych wędrówek ponownie odwiedzę akwizgrański ratusz, a w nim galerię fotografii odznaczonych, aby uzupełnić moją kolekcję zdjęć o portret premiera. Wyobrażam sobie uroczystość, zapewne w wielkiej gotyckiej sali ratusza, w której w prawym skrzydle znajdują się insygnia władzy cesarza: korona, berło, miecz, krucyfiks. Wprawdzie to repliki, gdyż oryginały są w wiedeńskim skarbcu, ale i tak robią wielkie wrażenie i nadają temu miejscu odpowiedni charakter.
Trudno fakt odznaczenia polskiego premiera łączyć z wyróżnieniem najaktywniejszych kołobrzeżan (czasami nie tylko ich) „Konikiem Kołobrzeskim”, przyznawanym za zasługi w rozwoju i promowaniu miasta. Zbiegło się to w tym samym czasie, więc pozwolę sobie na kilka własnych zdań (przecież taki jest nadtytuł felietonów – „moje sądy”). Przede wszystkim pomysłodawcą „Koników Kołobrzeskich” nie jest osoba, której powszechnie przypisuje się autorstwo. Był to pomysł dwojga innych osób i pochodzi z końca 2000 roku. Moim pomysłem była kapituła złożona wyłącznie z dziennikarzy. Taka powinna być zawsze. Kto lepiej niż oni zna ludzi i fakty? W naszym mieście środowisko to jest liczne. Zajmuje się ludzkimi sprawami, stara się informować o nich w miarę obiektywnie (znajdzie się i poszukiwacz sensacji). Dziennikarze wiedzą prawie wszystko. Odnotowują w gazetach (w Kołobrzegu gazet wiele), w radiu, w telewizji wszystko, co niesie każdy dzień. Zatem mogą z perspektywy roku wskazywać tych, którzy najbardziej zasłużyli się miastu, jego mieszkańcom.. Przecież czwartego „Konika Kołobrzeskiego” można pozostawić prezydentowi miasta (jak to było w pierwowzorze, dokładnie 10 lat temu), aby wręczał osobie przez siebie uznanej. Tak funkcjonuje „Perła” – o niej decyduje sam starosta powiatu. W mieście było tak z jednym „Konikiem” – za 2000. rok. Powędrował do rąk Aleksego Lubawińskiego, ówczesnego burmistrza Berlina Pankow. Dziennikarskie „Koniki” dla kołobrzeżan.
Nie chcę się wypowiadać na temat trafności decyzji prezydentów miasta, którzy wpływali na przyznawanie „Koników Kołobrzeskich”, ani postanowień kapituły, jaką powoływano (przedstawicielską, dziennikarską, a może mieszaną), co do nominowanych i nagrodzonych „Konikiem”. Jedno jest pewne, że te wyróżnienia są prestiżowe. Każdy, kto w Kołobrzegu swoją pracą wpływa na rozwój miasta, rozbudowę i jego znaczenie w kraju i za granicą, czuje się nominowany do „Konika Kołobrzeskiego”. Wybór z tej ilości trzech osób do łatwych nie należy. Są przecież dzielni lekarze, twórczy przedsiębiorcy turystyki, menadżerowie uzdrowiska, zasłużeni nauczyciele, sportowcy z wynikami, ludzie morza, budowlani i jeszcze wielu w różnych dziedzinach życia, a tu tylko trzy „Koniki”, no i czwarty – prezydenta miasta. I jedna „Perła Powiatu”. Zawsze będzie szemranie po kątach i spory, czy wybór był słuszny?
Nie milkną echa po Noworocznym Spotkaniu Prezydenta pod nazwą „Koniki Kołobrzeskie”. Nie na miejscu i bardzo pod publiczkę były wypowiedzi: „co w tym czasie z biednymi, kiedy inni radują się w Hali Milenium”. Podobne stwierdzenia – „kiedy bufet jest obficie zaopatrzony i to za sprawą sponsorów, a inni biedują”, są demagogiczne, a idzie tylko o drażnienie cienkiej sfery ludzkich uczuć. Instytucji i ludzi dobrej woli u nas nie brakuje, a przecież na spotkanie noworoczne prezydent miasta wszystkich zaprosić nie może. Jeszcze jedno mnie dziwi. Dlaczego radni, uczestniczący w noworocznym spotkaniu z prezydentem miasta (przyjęli zaproszenie), pierwsi grymasili, gdy tylko podstawiono im mikrofon i stanęli przed kamerą? To państwo (radni miasta i powiatu) byliście współorganizatorami noworocznego spotkania i licznie zaszczyciliście je swoją obecnością!
Z wieloletniego mojego doświadczenia ośmielam się coś radzić organizatorom: z takich okazji dziennikarzy zaprasza się na część oficjalną, po czym rzecznik magistratu przenosi się z nimi na kawę i ciasto (dobre ciasto!) lub skromną kolację. Część towarzyska imprezy odbywa się bez kamer, fleszy. Przy takiej organizacji po imprezie czy uroczystości będzie mniej plotek i sensacji. Tak się dzieje wszędzie, na całym świecie i w naszym kraju też (przykładem transmisja z balu dziennikarzy w Warszawie).
Już po „Konikach”, po bankiecie i po balu… Czas poszukać wrażeń i spostrzeżeń gdzieś dalej, odpocząć od najbliższego otoczenia.