Ratuszowe szambo na trzy pa!

Co się w tym mieście dzieje? Nie ma dnia, aby ktoś nie palnął głupstwa i gdy to robi na własny użytek, pal sześć, ale kiedy w swe macki wciąga każdego nas, wtedy kończy się wszelka cierpliwość. Jak można spokojnie patrzeć, a co gorsza jeszcze słuchać kiedy płyną do nas na falach eteru wieści, które każdego wcisnąć muszą w fotel jak chociażby ta, że u nas w Kołobrzegu w sezonie przebywa, 200,000 gości. Słuchając rozmowy z red. Martą K. ten, o którym tutaj wspominam mimochodem, żeby nie było posądzenia o upierdliwość, nie doczekałem się żadnego sprostowania. Ta informacja poczyniła (a, tego można być pewnym) poważne szkody, na naszym honorze. Tak mnie to wkurzyło, że momentalnie wziąłem do rąk kalkulator i zacząłem przeliczać głupotę na drobne. I co mi z tego wyszło? Otóż to. Oniemiałem.
U nas w sezonie zgodnie z transmitowaną rankiem rozmową radiową pani red., z panem prez. i przekazaną tą drogą informacją, w czasie trwania trzymiesięcznego sezonu, każdego dnia przebywa na terenia całego miasta, aż 2222 turystów. Gigantyczna liczba, liczba kładąca nas ze śmiechu na łopatki, bo cóż może dziać się innego, gdy Ustronie Morskie, a wynika to z prostych wyliczeń, które nie są informacjami tajnymi, że w ciągu zaledwie 10 dni gości u ustronian o 80000 luda więcej, niż u nas przez 90 dni. Gdy to przeliczymy na dni sezonu, to wyglądamy z naszymi dwustu tysiącami, przy ich dwu i pół milionie urlopowiczów, jak zwykłe, rąbnięte głupole, co to nie potrafią liczyć i nie potrafią podać tak prostych informacji, jak stan osobowy miasteczka. Ale to nie wszystko. Nasz opatrznościowy opiekun, na tej bzdurze nie skończył i jakby na potwierdzenie plecenia dyrdymałów dodam, że zgodnie z jego informacją nasza plaża ma 100 m szerokości, tylko gdzie i kiedy to można zobaczyć? Chyba nocą, przy odpływie…w niebyt!

Och, żeby to było jedyne takie wejście, to dałoby się jakoś rzecz wytłumaczyć, ale kiedy mamy kolejny występ, przy którym pierdnięcie komara, to kanonada, wówczas wszystko, nawet ręce opadają. Wezwanie na ubite klepisko koleżki z „dużego miasta”, żeby jemu dokopać na drodze walki o….było popisem tak tragicznym, że ludzie do tej pory trzymają się za brzuchy, ale nie z boleści, lecz ze śmiechu. Ostatnie takie dukanie wielu z nich słyszało dawno temu, gdy ich małe dziecię po raz pierwszy wzięło do rąk szkolną czytankę. Po co to, komu było, jeżeli wszystko kończy się u nas klęską. Nikogo nie interesowała postać na ratuszowym dziedzińcu stękająca z wielkim trudem napisany w rzekomo staropolszczyźnie tekst. Komu potrzebne są jakieś bzdurne występy, z których nic nie wynika, które tylko przynoszą, co najwyżej zażenowanie, bo każdy, kto to widział zastanawia się, na co to, komu było potrzebne?

Wytłumaczenie jest proste. Zdjęcie przy piwku w ogródku za sztachetami, występ w łańcuchu na ratuszowych schodach, wszystko będzie wliczało się do zestawu zasług i zostanie zapisane w księgach ku pamięci potomnych.

Czasami wiele radości może sprawić takie proste urządzenie, jak maszynka do mięsa, którą otrzymała w darze pewna małżonka na imieniny, a może urodziny męża, zaś rzecz dzieje się gdzieś w krainie, leżącej na styku lądu i morza. Żeby dostać taki podarunek, to trzeba mieć, wiernych, odpowiednie dobranych załogantów, którzy zewrą swe szeregi, wybiorą szefa kompanii, który łażąc po prośbie zbierze odpowiednie fundusze, w celu dokonania tego, tak ważnego zakupu. Chcąc kupić prezent, np. taką mięsogryzarkę, trzeba najpierw upewnić się, co nasz dostojny jubilat chciałby dostać, w jego wielkim dniu. Pytanie, jak to zrobić? Trzeba zatelefonować w bardzo ważne miejsce, więc szefowa grupy dzwoni do małżonki i w usłużnych słowach grzecznie pyta, czego jeszcze mężowi do szczęścia brakuje? Okazało się, że najbardziej potrzebna była maszynka, żeby to jeszcze była golarka, nie żadna taka skrobaczka, ale maszynka do mięsa, jako rzekła pani.
Zaraz, zaraz. Rzeczywiście mogła być potrzebną zważywszy, że specjalistą od kręcenia mięs jest pan domu, co swym stanowczym słowem podkreśliła pani domu. Czy przypadkiem obdarowywanie prezentami ważności, nie jest sprzeczne z przepisami prawa i można przyjmować dary bez skrupułów?

Skojarzenia, jak i zaistniała sytuacja są tu całkowicie przypadkowe.
Teraz coś poważniejszego. Ratusz i Adabar. Moi Koledzy z Redakcji ukazali w materiale szczyt ludzkiej, urzędniczej głupoty, przedstawiając kompromitujący Urząd Miasta materiał, z którego tysiące czytelników dowiedziało się, że z Ratusza zrobiono zabytkowe szambo.
Czego to są skutki? Wytłumaczenie jest nad wyraz proste. Jeżeli władza miasta, zna się na kulturze tak, jak pigmej na kiszeniu ogórków, wtedy dochodzi do prezentacji głupoty przekraczającej wszelkie normy. Dopuszczając handel i gastronomię na Plac, żadnemu urzędnikowi nie przyszło do głowy, żeby dociec, jak wyglądają podłączenia sanitarne, wodne, co doprowadziło do tego, że to, co przedstawiałem w swoim materiale o kulturze, nie jest czymś wymyślonym, lecz są to nasze smutne realia. Kto przy zdrowych zmysłach pozwala na podcinanie części przyziemia zabytkowego obiektu w celu zaspokojenia potrzeb sanitarnych gastrohandlu, chyba ktoś, komu brakuje wyobraźni i w takiej głupocie nie widzi niczego złego?

Nie dziwię się, że mieszkańcy cały czas klną, na czym świat stoi, że wszystko w tym mieście stoi w sprzeczności z jego interesem, ale też nie wiedzą, że za tym wszystkim stoi ktoś, kto ma na to wpływ i guzik to, kogo obchodzi, że do szczęścia brakuje nam jeszcze areny cyrkowej, gdyż artystów gotowych do występów mamy ci doskonałych. Pytacie, kto to może być? A bo ja wiem? Może jakiś troll, lub równie piękne cudactwo? Szukajcie, a znajdziecie.

kom

Zostaw Odpowiedź

Adres Emial podany w tym formularzu nie będzie publikowany i jest tylko do wiadomości autora strony.