Nasza klasa – V b!
Przychodzi czas, gdy w pędzie do jutra – zatrzymujemy się, by spojrzeć wstecz. Odnaleźć ważne momenty w naszym życiu, warte wspomnień osoby. Chyba na tym gruncie wyrasta fenomen klasowych spotkań.
Od 1961 roku w kołobrzeskim ogólniaku (wówczas jedynym w mieście) działało Państwowe Liceum Pielęgniarskie. Tam spotkałem jedną z klas liceum. Jej uczennice miały po 17, 18 lat. Była to klasa IV b. Zostałem jej wychowawcą. Za dwa lata, już w gmachu nowej szkoły na Grottgera, moja klasa zdawała egzamin dyplomowy w zawodzie pielęgniarskim.
Z pomocą Internetu „Nasza klasa” skrzyknęła się na 30 maja do Kołobrzegu. Spotkanie po 43 latach! Na miejsce spotkania wybrały Tawernę Myśliwską. Przybywały tu od 17.00, uściskom i radosnym piskom nie było końca. Organizatorka zjazdu, Irena i jej pomocniczka mówiły mi, że całej klasy V b nie będzie, ale oprócz swoich koleżanek spodziewają się instruktorek, które uczyły pielęgniarstwa. Ze wzruszeniem witały panie: Majkę, Dorotę, Anię i mnie – wychowawcę. Panie instruktorki i moje byłe uczennice przywitałem czerwoną różyczką. Mówiłem: co to są 43 lata? Jesteś taka jak przed laty, a dojrzałość ci służy. Pożegnałem dziewczyny, a witam damy.
Podziwiam dziewczyny z medyka z tamtych lat:
- Elżbietę, która w swojej karierze pedagoga kierowała jedną ze szkół Pomorza,
- dwie Ireny, jedną, która spotkanie organizowała i jest pielęgniarką kołobrzeskiego szpitala,
- drugą, która do dziś pracuje w zawodzie i jest znaną poetką – członkiem Związku Literatów Polskich,
- Urszulę – pielęgniarkę w białogardzkiej służbie zdrowia,
- Zosię – przyjechała aż z Kanady, bo tam mieszka, od dawna jest właścicielką firmy hotelarskiej,
- Teresę, która na wieść o spotkaniu przyłączyła się z klasy V a i jest pielęgniarką w Nowym Tomyślu,
- Anię z Siemianowic Śląskich, tam jest pielęgniarką,
- Wiesię z Gdyni – pracowała w służbie zdrowia,
- Anię z Kołobrzegu, byłą nauczycielkę w kołobrzeskiej policealnej szkole fizjoterapii,
- bliźniaczki: Hankę z Zakopanego, która tam pracuje jako pielęgniarka
i Mirkę, która pracowała w Kołobrzegu.
Jeszcze były: Alicja, Ewa, Halina, Jadwiga, Teresa oraz Krystyna (z późniejszego rocznika – zaprzyjaźniona z V b), które nie wpisały się do mojego notesu.
Po latach na spotkaniu było 18 absolwentek i 3 panie instruktorki pielęgniarstwa.
Uściski i szybka wymiana zdań – gdzie jestem, co robę i co słychać, jak zdrowie – trwały ponad godzinę. Nikt nie zliczyłby błysków fleszy.
Już rozbrzmiewały pierwsze takty muzyki, kiedy Irena podziękowała za przyjęcie zaproszenia i jeszcze raz wszystkich powitała, po czym wzniósł się okrzyk: „Nasza klasa V b”, wielokrotnie powtarzany.
Irena ze łzami w oczach przypomniała, że cztery koleżanki nigdy już nie przyjadą na spotkanie naszej klasy V b. Opuściły nas na zawsze. Chwila milczenia i zadumy.
W czasie biesiady panie instruktorki wręczyły każdej byłej uczennicy białą różę, a organizatorkom bukiety kwiatów. Wspólna fotka na schodach i zabawa na całego. Przy stole wzajemne opowiadanie o sobie, o swojej rodzinie – dzieciach, wnukach, zapewne i o mężach. Oglądanie zdjęć, które przywiozły ze sobą, podziwianie rodziny i nowych pokoleń, ale i to, co znalazło się na fotografii z lat 1961 do 1966 w kołobrzeskim liceum i zachowało się: wycieczki klasowe, życie w internacie, na wykopkach (pomoc szkół PGR-om; młodszym pokoleniom rozwijam skrót: Państwowe Gospodarstwo Rolne), na tańcach w „Adabarze”.
Gospodarz Tawerny Myśliwskiej zadbał o menu. Orkiestra przygrywała do tańca, czasami przerywała muzykę życzeniami dedykowanymi nauczycielkom, a po słowach – gromkie „Sto lat!”, które podchwytywali goście innej biesiady w drugiej części tawerny. Na parkiecie nie trzeba było partnerów, panie absolwentki pokazały klasę, bo to była V b, która cztery dziesiątki lat temu, prawie w każdą sobotę panowała na parkiecie Adabaru (słynny klub młodzieżowy Gawinków). Tam też w niedzielę (31 maja br.), przed wyjazdem do domów, w samo południe V b piła pożegnalną kawę. Moje wychowanki, dziś dojrzałe panie, tańczyły, wspominały, opowiadały o sobie, o swoim życiu, zapewne – po opowieściach o powodzeniu – były też o niepowodzeniach. Któż lepiej zrozumie niż koleżanka ze szkoły, z sąsiedniego łóżka w internacie? Lepiej niż rodzina, której nie wszystko można powiedzieć. I w dodatku potrafi współczuć, bo przecież sama przeżyła niemało. W czasie biesiady o Adabarze wspominano wiele, bo to była rogata klasa, a takie mają co wspominać. Szukały też potwierdzenia – „prawda, że byłyśmy najlepsze, już po nas takich nie było? A w auli ogólniaka nasz bal maturalny IV b (wówczas egzamin dojrzałości zdawało się po IV-tej klasie, w V-tej nauczano tylko przedmioty zawodowe i były praktyki) pod wykonanym z papieru drugim sufitem – ostatni cud świata! To był bal!” Potwierdzałem z całym przekonaniem. I kiedy mówiłem: tak, oczywiście tak było – śmiały się, okazywały taką samą radość jak dawniej, kiedy były moją pierwszą klasą wychowawczą. I jak tu nie cieszyć się z takiego spotkania?
„Wspomnień czar…” mówi sentymentalna piosenka. Po tylu latach takie spotkanie to wielka przyjemność i tak mnie bardzo ujęło, że poczułem się przy nich, jakby to wszystko było wczoraj, jakbym dopiero co zamknął drzwi klasy, w której skończyłem z nimi kolejną lekcję. Jakbym słyszał głos Hanki, która odpowiada za Mirkę, bo ta dziś nie odrobiła zadania – wówczas były do siebie podobne, jak dwie krople wody. Pozostały podobieństwo i temperament, a taniec na parkiecie był tego dowodem. Choć inny kolor włosów, inne kreacje, wrócił urok tamtych czasów, a wieczór pozostał niezapomniany. Może uda się kiedyś – za rok, a może za kilka lat powtórzyć raz jeszcze „naszą klasę V b”. Na razie przesyłamy sobie mnóstwo internetowych listów i zdjęć. Do zobaczenia.
czerwiec 13, 2009 | 01:05
Witam…wspaniałe i zdjęcia i takie spotkanie i felieton ( przeczytałam..:) ). Cudowne sa takie spotkania po latach i wspomnienia..tz że kiedys spotkało się wspaniałych ludzi, których się chce pamiętać…serdecznie pozdrawiam i przesyłam moc uścisków Anna
_______$$__$$_____$
___________$$$_$__$_____$
__________$$$$_____$$___$$$$$$
_________$$$$$______$$_$_____$$
________$$$$$_______$$________$
________$$$$$_______$_______$
________$$$$$$_____$_______$
_________$$$$$$____$______$
__________$$$$$$$$_______$
__$$$_________$$$$$$$_$$
$$$$$$$_________$$$
_$$$$$$$_________$
__$$$$$$_________$$
___$$$___$_______$$
___________$_____$
_______$$$$_$___$
_____$$$$$$__$_$$
____$$$$$$$___$$
____$$$$$______$
____$$$________$
____$__________$
_____________$_$
______________$$
_______________$
_______________$
_______________$
czerwiec 14, 2009 | 11:23
Wzruszenia,powrót do minionego wieczoru,potrafisz Drogi Wychowawco trafić do naszych dusz,dzięki że byłes z nami,pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia za rok.
czerwiec 14, 2009 | 13:51
Wspaniały felieton, wspaniałe zdjecia,które Pan zrobił…
będzie co wspominać. Szkoda ,że nie mogła przyjechać nasza pierwsza wychowawczyni Pani Krystyna W.
Sama bardzo żałowała, ale sciskała nas na odległość.
Trójka wychowawców to jest coś , nie każdy mógł sobie z nami poradzić. Energia nas rozpierała, pomysłów nie brakowało i trzeba bylo to “zagospodarowac”. Pani Majka matkowała nam, uwielbiałyśmy ją,żyłyśmy jej życiem /też/:randki, narzeczeństwo, małżeństwo, macierzyństwo….. A wtedy my bardzo samodzielnie podjęłyśmy pewną decyzję, która dla nas niespodziewnie zaowocowała m.in zmianą wychowacy!!!! I przyszedł Taki Młody,Gniewny,. Pewny siebie, zdecydowany….. co powiedział ,że wyprowadzi nas na ludzi…. Robiliśmy wspólnie wiele wspaniałych rzeczy, no i lubiliśmy się bawić ,co pozostalo nam do dzisiaj. Dziekujemy Wam Kochani Wychowawcy, ale to jeszcze nie koniec……