Wiosny, fali SPA i Wellness nic nie powstrzyma
Za tydzień kalendarzowa wiosna. Może za nią zdąży wiosna w przyrodzie. Powszechne czekanie na wiosnę. Dłuższy dzień, więc nareszcie mam czas, by zobaczyć bazie (albo kotki, jak niektórzy je nazywają), których wokół pełno, wzdłuż chodników w wiadrach i wazonach, powiązane w bukiety i pojedyncze patyki za 3, 4, 5 złotych. Ile gałązek ubyło wierzbom? Ile połamano konarów, aby zarobić trochę grosza? Tradycja, tradycja i chyba nic nie uchroni wierzby, staje się wiosennym towarem.
Czasu zawsze brakowało, gdy praca była najważniejsza. Nareszcie mogę zobaczyć wiosnę. Najpiękniejszy czas w przyrodzie i w życiu. Zobaczę wracające ptaki, usłyszę ich głosy nawet nocą, krzyk gęsi i żurawi. Bo one lecą w nocy, o świcie i o zmierzchu. Mam czas, by stanąć, podnieść głowę, popatrzeć i pomyśleć. O czym? O przemijaniu, o tym, że przecież dopiero odleciały, że tyle tysięcy kilometrów mają w skrzydłach! O tym niewytłumaczonym, co im każe wracać i odlatywać gdzieś daleko. Nareszcie widzę przebiśniegi, fiołki i zawilce, które tak mnie urzekają niebieskim kolorem.. Kiedyś nie wiedziałam, że można na to mieć czas, nie gonić ciągle z myślą, że to czas zabrany jakiejś ważnej sprawie. Dziś widzę, że wcale nie tak ważnej, jak mi się zdawało.
Na co będę miał jeszcze czas? A no na to, by obejrzeć kwitnące wiśnie w parku, różaneczniki, magnolie. Mogę wolno spacerować nie śpiesząc się do domu. Wzruszać mnie będą kaczki na kanale z pisklętami, puszyste szare łabędziątka płynące sznurem za dorosłymi. Majestatyczna powaga dorosłych ptaków! Trzeba zweryfikować poglądy o ptasim móżdżku. Spacer po molo to okazja, by zrobić setne zdjęcie w tym samym miejscu i tej samej pozie, na które się drugi raz nie spojrzy.
Wyprawy za miasto mają chyba ten cel, by zobaczyć, czy nic się nie zmieniło. Ale człowiekowi potrzeba szerszego horyzontu, pola, lasu drogi przed sobą. Cóż to za przyjemność widzieć na polach żurawie, sarny, żółte od mleczów łąki i przydrożne rowy. Nawet byle kawałek ugoru zamienia się w przepiękny dywan. W ogrodach tulipany, żonkile, narcyzy, a później piwonie. A ludzie? Ludzie też wiosenni, ożywieni, wiele im się chce. Co za zapał do pracy w ogródkach, szkoda, że u połowy z nich tak szybko to przeminie…
Kilka dni temu spacerowałem po parku za campingiem (właściwie po dzikim polu z betonową dróżką) i boczną uliczką Wschodniej. Strasznie zaśmiecone, prawie wysypiska – pełno plastykowych worków, butelek po piwie i innych śmieci, chyba celowo tu wyrzucanych, aby nie zapełniały przydomowych śmietników. Zażenowany tym spoglądałem ku morzu, a tu zza drzew wyłania się budowla, chyba kolejnego domu uzdrowiskowego z określoną specjalnością, który przyjmie sportowców oczekujących rekreacji, wypoczynku i biologicznej odnowy. Nauczą tu każdego, jak poprawiać swój wygląd, wzmocnić kondycję i przywrócić zdrowie. Po drodze mijam „Ikar – Plaza” ze szklaną piramidą, pod którą, jak się dowiedziałem, jest super restauracja. Wzdłuż brzegu aż do „Arki” (obudowanej dwoma zespołami hoteli) dwa potężne domy z apartamentami i jak czytam na tablicy: z zespołem towarzyszącym sportowcom i rekreacji. Tak mi to ładnie brzmi – SPA i Wellness, a odczuwam ciężar tych budynków, chociaż są one jasne, przeszklone, z urozmaiconą architekturą. Czy jesteśmy potęgą uzdrowiskową, czy potęgą turystyczną? Problem ten stawiany jest coraz częściej. Na forum RST-U nazwano to wprost: „konflikt” uzdrowisko – inne funkcje miasta, szczególnie jego rola w turystyce. Może być i tak. A mnie się wydaje, że ta wschodnia część kołobrzeskiego brzegu morskiego już staje się tym, co spotkałem na wybrzeżach Włoch, Hiszpanii – dzielnicą turystyki, w której człowiek może poddać się nie tylko wypoczynkowi, ale również leczeniu swoich przypadłości cywilizacyjnych. Kiedy wszedłem na hol recepcyjny „Arki” spostrzegłem, że niczym nie różni się on od holi kilkugwiazdkowych hoteli tam, na wybrzeżach wspomnianych państw. W dobrym guście lady recepcji, kantoru, informacji, szatni (dobrze, że nie ma tu stoisk handlowych), winda panoramiczna.
Winda nie do nieba, ale na jedenaste piętro, z której po drodze podziwiam piękno Kołobrzegu, jego zieleń (chociaż na przedwiośniu jeszcze szara) i potęgę morza, od piaszczystej plaży po horyzont (nieco we mgle). W obrotowej kawiarni przez pół godziny zachwyca mnie panorama miasta na wszystkie strony świata. Z tej wysokości robię kilka zdjęć pięknych widoków. Dobra kawa, desery lodowe, w obrotowej gablocie różne rodzaje ciast. No i… smacznego, miłego popołudnia. Grzeczna obsługa i wspaniały pomysł – wręczania róży damom, bo to było ich święto – Międzynarodowy Dzień Kobiet. Brawo kierownictwo „Arki”.
Piękny jest Kołobrzeg, ale maruderów nie brakuje, zawsze im się coś nie podoba. Mało co akceptują, wszystkiemu są przeciwni. Bo betony, bo szkło, bo wysokie. W pobliżu brzegu morskiego obok tych hoteli, apartamentowców, sanatoriów, które już wybudowano, staną kolejne i kolejne; dawno temu przykład dał „Bałtyk”, „Kombatant” i wszystko, co stoi na Sikorskiego i Sułkowskiego. Fali SPA i Wellness nic już nie powstrzyma, choćby się chciało. Takie czasy przyszły i do nas.
Ale chyba nikt nie chce powstrzymać wiosny. Tej chcą wszyscy.