Drugi z dwunastu
motto: „to nie są marzenia, ja to zrealizuję, jeżeli oddasz na mnie swój głos, jeżeli zostanę Twoim Prezydentem Miasta Kołobrzegu” Henryk Bieńkowski (program wyborczy)
MECENAT MIASTA – KULTURA, OŚWIATA, SPORT
Kultura, wielkie dziedzictwo narodów, skarbnica wiedzy o państwie jest jedną z tych cech, które wyróżniają kraj spośród innych. Chcąc mówić o kulturze, jako o dziedzinie życia i jej wpływie na rozwój cywilizacyjny, musielibyśmy snuć rozważania nad tym zagadnieniem poczynając od jej pierwszych, prymitywnych oznak z okresu kamienia łupanego, poprzez starożytną Grecją, Rzym, Bizancjum, aż po dzień dzisiejszy, żeby móc ukazać jej siłę, wielkość i znaczenie.
Każda władza, którą tworzą Rada Miasta i Prezydent, bez względu na to, jakie mają poglądy, nie obejdą się bez kontaktów ze sztuką, z artystami, ponieważ nie ma takich możliwości, aby w którymś momencie się z nią nie zetknąć. Jak więc przedstawia się sytuacja kultury w naszym mieście z chwilą przejęcia władzy, przez H. Bieńkowskiego?
Otóż w swoim programie wyborczym zapewnia, że jednym z najważniejszych jego celów po objęciu władzy jest „utrzymanie mecenatu miasta w sferze kultury, oświaty i sportu, wspieranie animatorów tych dziedzin życia.” Piękna deklaracja, lecz co z niej dzisiaj pozostało? Mecenat, którego domeną jest wspieranie i opieka nad wszystkim, co wchodzi w skład kultury, musi wreszcie zacząć funkcjonować. Przecież jesteśmy miastem, które od lat boryka się z trudnościami lokalizacyjnymi, co całkowicie uniemożliwiona jakąkolwiek szeroko pojętą działalność artystyczno - kulturalną. Przecież mieliśmy bardzo dobrze funkcjonujący PEDEK wspierany przez kasę miejską i chcąc pozbyć się kłopotów z jego utrzymaniem, nowo kreowany Prezydent oddał ten obiekt raczej w dobrej wierze, w ręce dwóch „biznesmenów”, którzy jak się później okazało byli bardzo zgraną parą hochsztaplerów, którzy oszukali i jego i nas mieszkańców i chcąc ratować resztki „Kalmara”, H. Bieńkowski oddał go kolejnemu dzierżawcy, który także się nie sprawdził.
Nie wiem, dlaczego na przekór zdrowemu rozsądkowi pewna grupa osób usilnie namawia się H. Bieńkowskiego, aby w tym miejscu postawić Dom Zdrojowy z salą teatralno – koncertową wraz z pozostałym zapleczem, lecz z jednego nikt nie zdaje sobie sprawy, że postawienie takiego obiektu i to w tym miejscu, jest postępowaniem sprzecznym z logiką, wbrew zasadom ekonomii.
Do głównych zadań, jakie sobie postawił w wyborczych deklaracjach przyszły Prezydent, miały należeć takie działania, jak wspieranie animatorów kultury, oświaty i sportu, ostatecznie okazało się być zadaniem prawie niewykonalnym. Nie przypominam sobie, aby odbyło się, chociaż jedno spotkanie wszystkich środowisk twórczych z udziałem prezydenta, a szkoda, na którym można byłoby wymienić poglądy na ten temat, podzielić się uwagami tak, aby z tych kontaktów zrodziło się coś pożytecznego dla obu stron. Z całą pewnością nie doszłoby do tego, że dzisiaj Galeria, która jeszcze nie tak dawno, za czasów poprzedniej dyrekcji brylowała wśród wielu innych tego typu placówek w kraju, obecnie całkowicie straciła na znaczeniu. Dotacje, zamiast z całą mocą wspierać taką działalność mając na uwadze jej możliwości promocyjne, w tej chwili są tak mizerne, że nie ma żadnych realnych możliwości na prezentacje w Galerii znakomitości polskiej plastyki tej miary, co Tadeusz Brzozowski, Franciszek Starowieyski, Gustaw Zemła, Wiktor Zin i wielu innych.
Mecenat, to także stypendia i miejsca pracy dla młodych twórców, którzy nie widząc perspektyw pracy w Kołobrzegu i nie widząc zainteresowania ze strony Prezydenta problemami H. Bieńkowskiego ich problemami postanowili, że nie wracają do swego miasta, znajdując pracę dla siebie w innych, często małych ośrodkach miejskich. Wielu naszych młodych kołobrzeskich artystów zdobyło w kraju i zagranicą wielkie uznanie i rodzi się pytanie, dlaczego nikt nie wykorzystuje potencjału w promocji miasta. Co jest powodem, że nie ma zainteresowania naszej władzy, losami naszych absolwentów wyższych uczelni, dlaczego nie myśli się w Urzędzie Miasta o obsadzeniu urzędniczych stanowisk młodymi, dobrze wykształconymi fachowcami, którzy są chętni do pracy i do życia w tym mieście? Błędnym jest, zatem mniemanie, że młodzież, która studiowała inne nauki, niż sztukę, nie jest animatorami kultury i nie wymaga ona opieki ze strony rodzinnego Kołobrzegu. A taka nauka, czymże ona jest, jak nie jedną z zasadniczych podstaw kultury, oświaty, czy sportu? Mówi się o uruchomieniu filii poznańskiej Akademii Sztuk Pięknych tylko, po co, dla kogo i dlaczego chyba, że myśli się o zwiększeniu w jeszcze większym stopniu lokalnego bezrobocia.
Oświata na temat, której nie chcę zabierać głosu, to nie tylko szkoła, ale również infrastruktura miasta, która ma poza szkołą także ogromny wpływ na wychowanie i na zachowanie młodzieży. Czy na tym polu mamy powody do zadowolenia i możemy mówić o znaczących dokonaniach? Raczej nie, bo nie ma osiedlowych klubów, gdzie młodzież poza czytelnią miałaby do dyspozycji sale do uprawiania sportu, pomieszczenie przeznaczone na modelarnię, salę ćwiczeń lub siłownię. Dlaczego ma porządnych boisk osiedlowych, czyżby ich zaprojektowanie sprawiało architektom jakieś wielkie trudności?
Można by jeszcze zapytać, dlaczego pomimo ogromnych potrzeb, Kołobrzeg do tej pory nie ma choćby jednej, przyzwoitej sali wystawowej, która służyłaby różnego rodzaju ruchomym ekspozycjom, takim jak np. świat ryb, wystawa kwiatów, czy pokaz innych ciekawostek i nie ma, co tu ukrywać, że taka inwestycja miastu się bardzo by przydała, ale jak widać, jest to sprawa, jak na obecną chwilę, mało realna. Czyżby Rada była tak słaba, że nie miała i nie ma żadnego wpływu na to jak, Prezydent troszczy się o potrzeby miasta?
A sport, który w wydaniu kołobrzeskim miał i może ma jeszcze jakieś osiągnięcia także nie wymaga mecenatu? Kto winien o to zadbać, my mieszkańcy i nikt poza tym? Polityka H. Bieńkowskiego jest polityką mało sprzyjającą młodemu pokoleniu i nigdy raczej nie była zdecydowanie skierowana ku sportowi, o czym mogą dobitnie mówić prawie zerowe stany kasy sportu młodzieżowego, który chcąc działać musi żebrać o dotacje, jak o jałmużnę. Na nic zdadzą się tłumaczenia, że będą nowe miejskie obiekty sportowe (jest to daleka, mało realna przyszłość), że będzie boisko, ale jak to ma się do dzisiejszej sytuacji, kiedy nasi piłkarze nie mają po prostu, na czym grać. Dobre klepisko, jest więcej warte, niż murawa naszego stadionu. Brakuje nam dobrych, rzetelnych sponsorów sportu, którzy byliby skłonni wspomagać nasz sport sta rodzi się pytanie, gdzie leży przyczyna, że nie udają nam się sponsoringi, cóż się takiego dzieje, że prywatny mecenat jest tak skromny i cichy, i dlaczego tak skromne są na ten temat informacje? Kto da odpowiedź na to pytanie? Które z marzeń wyborców w sferze kultury, sportu, oświaty w przeciągu tych ostatnich lat, przybrało realne kształty i obecnie z pożytkiem służy ludziom? Prędzej, czy później trzeba będzie zdać z tego wobec społeczeństwa, rachunek sumienia.
(cdn)