Poloneza czas zacząć

„Poloneza czas zacząć”. Takimi przeważnie słowami dokonuje się otwarcia studniówek w liceach. Już od listopada to zadanie stoi przed uczniami klas trzecich. Już od listopada, po lekcjach i w każdym wolnym czasie, szkołę wypełniają polonezy – muzyka i ćwiczony taniec. I tak od lat kilkudziesięciu: muzyka i „raz dwa trzy cztery, raz dwa trzy cztery; i obrót, i ręka w górę, i para w prawo, para w lewo; i raz dwa trzy cztery, i jeszcze raz”. Już nie wystarczają własne pomysły układów, więc szukanie choreografów, dawnych tancerzy w zespołach, może to być nawet tańcząca kiedyś ciocia. Ile godzin ćwiczeń, ile kilometrów wychodzonych na: raz dwa trzy cztery? Nieważne. Ważne, żeby nasz polonez był najpiękniejszy. Szczęśliwi, którzy mają partnerów z klasy lub ze szkoły, bo jeśli nie, to dochodzi umawianie się na ćwiczenia, niepokój, czy trzy godziny prób wystarczą, by się nie pomylił. I tak do czasu studniówki.

Bal w Kopernioku rozpoczęło dwoje uczniów, otworzyli go – przewodniczący komitetu organizacyjnego pan Roman Łangowski, przewodnicząca rady rodziców pani Małgorzata Wilczyńska i dyrektor szkoły pan Józef Skorupiński. Uroczystość zaszczycili swoją obecnością przewodnicząca Rady Miasta Kołobrzeg pani Urszula Dżega – Matuszczak i naczelnik oświaty Starostwa Powiatowego pan Janusz Kiliński. Do pierwszego poloneza uczniowie zaprosili panie profesorki, a uczennice – panów profesorów. To był piękny i elegancki gest.

W kompletowaniu studniówkowego stroju biorą udział całe sztaby – rodzice, krewni, koleżanki i… sklepowe. Ma być szałowo, ma być niezwykle: inaczej niż wszyscy, ale do twarzy, i do koloru oczu, i do wzrostu, i do garnituru sympatii, i wreszcie takie, o jakim się marzyło. I rzeczywiście – suknie długie, krótkie, plisowane, fasony, których nie umiem nazwać. Panowie zdają się wyżsi w garniturach, stylizowane fryzury i gęste miny. Tak na początku, później szalone tańce już bez marynarek i bez myśli o tym, by nie zepsuć fryzury. Najprzystojniejszych Panów, według mnie, miała III C. Sprawdzianom przed semestrem towarzyszą emocje: jak to będzie na balu, co to będzie?

Studniówki przeszły również swoją transformację, najpierw wyszły ze szkoły do dużych sal w domach wczasowych, później przeniosły się do restauracji, do hali Milenium. Kłopoty z gastronomią, zbyt wiele klas, wreszcie potrzeba komfortu, wola młodzieży i rodziców decydowały o tych zmianach.

Kopernik też zatoczył to koło i… powrócił do szkoły. Do stołów na holu i na auli, do swojego parkietu, orkiestry na scenie. Wrócił do domu. Chciało by się powiedzieć – ciasne, ale własne. Zmieniła się zaś gastronomia. Tylko we wspomnieniach pozostała mordęga rodziców noszących półmiski z potrawami po schodach ze szkolnej kuchni, a wcześniej zakupy i gotowanie. Dziś firma cateringowa dekoruje sale, stoły, półmiski; przywozi, serwuje, sprząta i i stara się wszystkich zadowolić. Dostosuje się do każdych warunków, wymagań i ceny. Cóż za fantazyjne kompozycje na paterach z wędlin, rolad, pieczeni; mozaikowe układanki z ciast, bajeczne kompozycje z egzotycznych owoców, a wszystko dodatkowo ozdobione żywymi storczykami! Oko szefa doglądało pracę kelnerów. Nie lada sprawnością wykazała się firma pana Krzysztofa Kubiszyna, by podać dania gorące na tak wiele stołów i zaoferować takie bogate menu. Podziwiałem rodziców, którzy byli prawdziwymi gospodarzami tej wielkiej imprezy. Wielkiej i trudnej. Byli wszędzie: przy wejściu do szkoły, na holach, z młodzieżą i z gronem profesorów; przy otwarciu studniówki i przy rozdaniu nagród za polonezy. To komitet organizacyjny, któremu przewodzili pani Małgorzata Wilczyńska i pan Roman Łangowski. Obejrzeć polonezy przyszli chyba wszyscy rodzice przyszłych abiturientów. Nie zmieścili się na balkonie. Ci, którzy zobaczyli taniec swoich dzieci, musieli ustąpić miejsce innym. Wśród nich bardzo wielu takich, którzy mogli wspomnieć własną studniówkę na tej auli, wspominali i porównywali. Przypominali sobie spory o to, jaka ma być dekoracja, robienie jej często do późnej nocy, przygotowywanie programów, ustawianie stołów, losowanie, gdzie kto będzie siedział. Ta klasa, która wylosowała sprzątanie – miała, jak to się dziś mówi, przechlapane. Zamiast słodkiego snu na drugi dzień – do szkoły! Wnosić stoły do klas i sprzątać. I zawsze było coś nie tak, i zawsze dostawało się burę. Wracając do sobotniego wieczoru, wymowne były ukłony w polonezie właśnie w stronę balkonów z rodzicami. To oni sprawili swoim dzieciom taki bal. I choć wśród nich znajdowały się osoby znaczące, to tu byli tylko i aż rodzicami.

O tym, jak ważny był to wieczór dla wszystkich, świadczyła chęć uwiecznienia go na zdjęciach i filmach; ilość fotografów i kamerzystów była doprawdy wielka. Chyba młodzi nie myślą jeszcze o tym, by opowiadać o swojej szkole dzieciom i wnukom. W każdym razie studniówka została nagrana na wszelkie możliwe dziś sposoby. Przy muzyce mechanicznej i przy orkiestrze bawiła się młodzież i jej profesorowie – tak każe tradycja. Jeszcze przez kilkanaście dni będą żywe rozmowy na te tematy, zapewne powstanie kilka par, zawiążą się nici sympatii, by wspominanie i oglądanie zdjęć ustąpiło miejsca innym emocjom – maturalnym. Studniówka przyszłym absolwentom wyda się czasem sielskim, anielskim; szkoła będzie miała nowych trzecioklasistów; na balkon przyjdą inni rodzice, aby obejrzeć polonez swoich dzieci. I tylko te polonezy, po krótkim odpoczynku, znowu obejmą magiczną władzę w szkole, i znowu zabrzmi „Pożegnanie ojczyzny” Michała Ogińskiego – jak wielka, życiowa metafora.

kom

Zostaw Odpowiedź

Adres Emial podany w tym formularzu nie będzie publikowany i jest tylko do wiadomości autora strony.