Miasta z czasów rzymskich w Nadrenii i Palatynacie
Brzegi Renu i Mozeli oraz przyległe do nich okolice są urocze. Zieleń, na każdym południowym zboczu wzgórza w rzędach, pod sznurek, winorośl. Na wzgórzach zamki, warowne wieże, często tylko mury i nowe pałace. Nie odrywałem oczu od tych krajobrazów patrząc przez okna statku, pociągu, tramwaju. Fotografowałem, aby potem wspominać.
Tramwajem z Kolonii do Bonn. Nie powiem, że podróże po Niemczech są tanie. Bilet komunikacji miejskiej na trzy doby kosztuje 38 euro (Bonn jest w granicach komunikacyjnych Kolonii). Kolej regionalna do Aachen 17,5 euro, statkiem po Renie do Linz za 15 euro (ze zniżką przysługującą mi z wieku), stąd koleją do Koblencji 7,5 euro. Mieszkałem 5 kilometrów od centrum miasta, każdy dojazd 2,25 euro. Z Koblencji do Moguncji 41 euro, a do Trewiru 41,5 euro. W zaplanowanych wydatkach jedna trzecia to koszty podróży.
W Bonn przywitał mnie pomnik Beethovena, dobrze utrzymana zieleń, rabaty kwiatowe i ogromny gmach uniwersytetu. Miasto założone przez Rzymian, dziś ponad 300 tysięcy mieszkańców, ale nie zrobiło na mnie wrażenia stolicy dużego państwa.. Pytam – to była stolica Niemieckiej Republiki Federalnej? Celowo wybrano Bonn a nie Kolonię, aby powiedzieć światu, że jedno z przeciętnych miast Niemiec jest stolicą tymczasową. Przetrwała jednak ponad 40 lat. Dziś pozostawiono tu 7 ministerstw. Starówka z ratuszem i rynek, deptakiem do Domu Beethovena (w 1770 roku urodził się w nim kompozytor). Innym deptakiem – do barokowego zamku – siedziby uniwersytetu i do bazyliki, która dominuje w obrazie Bonn. Wysoka wieża z dwoma średnimi i dwoma niższymi, styl romański łączy się harmonijnie z gotykiem, ale wystrój kościoła barokowy. Pobożne śpiewy w prezbiterium tworzyły niezwykły nastrój.
Później pojechałem do Aachen, dawna nazwa Akwizgran (ponad 250 tysięcy mieszkańców). Niespodzianka przy wyjściu z dworca – powitała mnie rzeźba stalowych koni w galopie. W całej Westfalii sporo rzeźb, często z fontannami, które bawią i sprawiają radość, są ekspresyjne, są dowcipnymi obrazami z życia wziętymi i kunsztem sztuki rzeźbiarskiej. (Może by tę formę i treść zaproponować Kołobrzegowi?) To nie patetyczne pomniki, ale rzeźbiarskie bajki z morałem i humorystyczne scenki. Akwizgran w nich celuje. Już w I wieku naszej ery Rzymianie utworzyli tu uzdrowisko (wody termalne) i nazwali je Aquae Grani (stąd Akwizgran). Pełna skarbów katedra (jedna z 12. na świecie na pierwszej liście UNESKO). Zwiedzanie rozpoczynam od skarbca katedralnego, a po nim katedry. Jej początkiem był pałac Karola Wielkiego (dawna Kaplica Pałacowa) z ogromnym ośmiokątnym miedzianym świecznikiem (darem cesarza Barbarossy), który zwisa z kopuły – to dzieło sztuki romańskiej. Na tronie Karola Wielkiego do połowy XVI wieku koronowało się 31 kolejnych niemieckich władców. Są tu relikwie akwizgrańskie: fragmenty szat Chrystusa, Marii Panny i Jana Chrzciciela, relikwiarz Karola Wielkiego, złote antepedium ołtarzowe. Oczarowany tym idę w stronę ratusza, po części romańskiego z frontem gotyckim. Oprócz dwóch gotyckich sal, na ścianach klatki schodowej fotografie wielkich tego świata, wyróżnionych medalem Akwizgranu. Wśród nich dwa portrety Polaków: Jana Pawła II i profesora Bronisława Geremka, który następnego dniu zginął w katastrofie. W reprezentacyjnej sali posiedzeń – dwa portrety tych, którzy czuli się spadkobiercami pierwszego władcy – Karola Wielkiego: Maria Teresa – cesarzowa Austrii i Napoleona Bonaparte. Tego ostatniego przedstawiono przekornie. Klasyczny portret monarchy, a w ręku druga sztuczna dłoń wyciągnięta do kogoś, jakby z propozycją nieuczciwej transakcji. Piękną gotycką salę na piętrze zdobią też insygnia władzy, niestety kopie, oryginały w skarbu w Wiedniu.
Słońce pogniewało się, niskie, ciemne chmury. Moja podróż po Renie statkiem do Linz (nie chodziły statki z Kolonii do Koblencji) w deszczu. Pogoda nie zepsuła mi przeżycia – zachwytu nad obrazami obu brzegów Renu i atmosfery na statku (dobra obsługa, bogaty bufet, orkiestra ze znanymi niemieckimi melodiami).
Po nocy w Giils (5 kilometrów od centrum Koblencji) uliczkami i nadbrzeżem dochodzę do ujścia Mozeli do Renu. W tym miejscu, zwanym Niemieckim Rogiem, pomnik cesarza Wilhelma I na koniu, wzniesiony wysoko na konstrukcji podobnej do piramidy. Po przeciwnej stronie, 116 metrów nad rzeką, twierdza, w X i XI wieku najpotężniejsza w Europie. Spaceruję platanową aleją, aby schronić się przed deszczem i napotykam ścianę, na której oznakowano wysokości wody Renu w latach powodzi. Uświadomiło mi to, jak groźny może być Ren. Dochodzę do romańskiej bazyliki św. Kastora. Uwagę skupiają zworniki żeber na sklepieniu nawy głównej i przepiękne witraże. I w tym mieście na ulicach i placach pełno rzeźb – scen z życia wziętych – mały werblista, wojak, handlarka owocami, fontanna winorośli, Historyczna Kolumna – fontanna, która przedstawia dzieje Koblencji od początków istnienia. Najniższa część fontanny to łódź z wiosłującymi żeglarzami, a ster w swoich rękach trzyma kobieta. Taki był początek Koblencji; piętrami wyżej różne jej dzieje: wojny i odbudowa, pożary i odbudowa, aż do dziś.
Dalsza podróż pociągiem do Moguncji, miasta Nadrenii – Palatynatu. Tu urodził się Jan Gutenberg, ma ukwiecony plac z kamiennymi czcionkami: G-U-T-E-N-B-E-R-G i to w pobliżu jego muzeum. Przyjechałem tu też dla romańskiej katedry świętych Marcina i Stefana (porównywalne katedry cesarskie – służyły i cesarzowi, i księżom – wzniesiono w pobliskiej Wormacji i Spirze). W mrocznym wnętrzu katedry niezwykłe nagrobki – pomniki biskupów. Sprawia to wrażenie, że kościół jest nekropolią, a zwyczajni ludzie są małym dodatkiem. Wszystko przebijają witraże z aniołami Schagalla w kościele św. Stefana. W mieście kierunkowskazy nie podają: do kościoła św. Stefana, ale „do witraży Chagalla”. To mnie zadziwiło, a zasmuciło to, że w Moguncji nie znalazłem ani jednego przewodnika w języku polskim. Ma tu siedzibę Polska Misja Katolicka, chociaż za jej przyczyną powinny tu być polskie wydawnictwa. Źle z tym jest w całych Niemczech. Czy nie możemy liczyć na lepszą pracę polskich przedstawicielstw za granicą? Zresztą to nie pierwszy kraj, w którym wydawnictwa w naszym języku są rzadkością.
Wreszcie ostatnia część wyprawy – Trewir. Zaskoczenie – w katedrze trewirskiej otrzymuje przewodnik w naszym języku, zaledwie trzy stroniczki drukiem, bez koloru i fotografii. Trewir to 100 tysięczne najstarsze miasto Niemiec położone nad Mozelą, był prze 16 lat stolicą imperium rzymskiego. Antyczne zabytki z Czarną Bramą. To starożytna budowla z II wieku naszej ery z bloków piaskowych osadzonych na żelaznych prętach. Przez stulecia piaskowiec przebarwił się na czarno. Arkady na kolejnych piętrach pozwalają mi na robienie serii zdjęć rozłożonego wokół miasta. Na deptaku późnogotycki Dom Trzech Króli, rynek z Krzyżem Rynkowym i wreszcie katedra – najstarszy kościół biskupi z tuniką Chrystusa w ołtarzu głównym, w specjalnym relikwiarzu. „Katedra Trewirska jest 1700 letnim świadectwem historii, wiary, sztuki i architektury” – pisze przewodnik. A później w bazylice Konstantyna spotykam bratnią duszę, Polaka, który też ogląda zabytki. Niewielu z naszych spotkałem w tej części Niemiec, w dodatku ten mieszka w Luksemburgu. Bazylika z murami z czerwonej cegły, nawa halowa, prosta, żadnych przypór – prawdziwe arcydzieło architektury – zwana też Aulą Palatyna. Była to sala tronowa Konstantyna Wielkiego. Tylko wyobraźnia może tworzyć obraz cesarza na tronie, gromady dworzan, posągów, mozaiki podłogowej i ozdobnego stropu. Po dłuższym pobycie (traktowałem jako odpoczynek) dochodzę do pałacu elektorskiego z XVIII wieku z rokokowymi rzeźbami (niestety, kopie) i ogrodem pałacowym z pięknymi kompozycjami rabatów kwiatowych. Jeszcze pozostałości starych murów i ruiny term antycznych (będą odbudowane). Wystarczyło mi wędrówki w upale i już do południowej części miasta nie dotarłem. Znowu musiałem sobie powiedzieć: na dziś dość, wszystkiego nie zobaczę. Wystarczy, co widziałem i przeżyłem! Spacerując nad brzegiem Mozeli podziwiałem jeszcze wspaniale zorganizowane i wyposażone plaże, bogate w restauracje, kafejki. Pomyślałem, gdyby ktoś chciał podobnie urządzić brzegi Parsęty, służę fotografiami.
Wszystkie te miasta mają korzenie w antyku. Szczycą się wieloma zabytkami w stylu romańskim i gotyckim. Pełniły ważne funkcje polityczne i religijne w zgodzie z zasadą: „co cesarskie cesarzowi, co boskie Bogu”. Są siedzibami biskupów, mają zabytkowe katedry i bazyliki. Z Renu żyje: Bonn, Moguncja, Koblencja; z ujścia Mozeli do Renu – Koblencja; z Mozeli – Trewir. We wszystkich tych miastach zabytkowe stare miasto z rynkiem i ratuszem.
Napatrzyłem się, podziwiałem i fotografowałem, aby wspominać i ponownie upajać się pięknem tych regionów.