Katedra i miasto – Kolonia
Dawno nic nie wywarło na mnie takiego wrażenia, jak miasta i krajobrazy nad Renem i Mozelą w Westfalii. Wędrówkę rozpocząłem od miasta Kolonii. Ren przecina miasto prawie w połowie – z jednej strony Stare Miasto z gotycką katedrą (budowę ukończono w1885 roku, zachowując pierwotny styl gotycki ze średniowiecza), a z drugiej nowe – z halami wystawowymi, setkami hektarów firmy Bajer i osiedlami domów mieszkalnych i domków jednorodzinnych. Milion mieszkańców Kolonii ma wszystko, czego może pragnąć współczesny człowiek. Wśród nich Turcy, Arabowie, mieszkańcy Afryki. Wielka mozaika narodów świata. Emigrantów z Polski nie zauważa się.
Nie ma Kolonii bez katedry! Stoi na wzgórzu i prawie z każdego miejsca miasta można zachwycać się jej architekturą. Pielgrzymowano do niej z powodu relikwii Trzech Króli (przywiezionych w 1164 roku). My też mamy związek z kolońską katedrą – jest tu pochowana pierwsza królowa Polski – Rycheza (zmarła w 1063 roku), matka Kazimierza I Odnowiciela. Na katedralnych wieżach prym wiedzie „Gruby Piotr”. W niedzielne południe i w wieczór wsłuchiwałem się w jego basowy głos. W jednym z przewodników spotkałem taką sentencję: „Św. Piotrem jestem zwany, chronię Niemcy, narodzony z niemieckiego cierpienia, wzywam do jedności”. We wnętrzu katedry nie mogłem oderwać wzroku od strzelistej architektury środkowej nawy, od witraży, relikwiarza Trzech Króli (ogląda się go z dość dużej odległości), Krzyża Gerona (około 1000 roku) i wielu figur świętych. Ale prawdziwa architektura gotyku jest na zewnątrz: łęki, filary przyporowe, ażurowe stromo wznoszące się ściany i ich pilastry, które podtrzymują sklepienia, fiale, kwiatony, żabki i baldachimy, ślepe naswerki, galerie tworzą splot o nadzwyczajnej subtelności.
W bezpośrednim sąsiedztwie katedry dworzec. Potężny, a jego wnętrze to istny labirynt. Cóż za sąsiedztwo – można pomyśleć, mając w świadomości inne dworce – ciężkie kamienne budowle. Dworzec w Kolonii to ażurowa budowla z metalu i szkła, prawdziwa koronka, sprawiająca wrażenie lekkości. Położony niżej od katedry nie przesłania jej i nie szpeci.
Oszołomiony architekturą katedry, schodząc schodami, idę na deptak i na jakby pozbawione światła wąskie uliczki starówki. W niedzielne popołudnie przeszła tędy parada tolerancji lesbijek i gejów z wielu państw Europy. Spotkałem niewielkie grupki Polaków. Po zrobieniu kilku zdjęć parady, poszedłem wypić „Koelsch’a” (kolońskie piwo z beczki), aby po poprzednim widoku, przywrócić równowagę w głowie. Powtórzyłem za kolończykami: „używaj życia!”. Zatrzymałem się jeszcze przed wystawą sklepu z ubiorami na jedyną w swoim rodzaju paradę kolońskiego karnawału i pomyślałem – może kiedyś i mnie uda się „świętować najdłuższy stół Kolonii”, zaśpiewać piosenkę wielkiego bratania „Wszyscy na ty”.
Później mogłem zwiedzać i zwiedzać: kościół świętego Marcina i inne kościoły (romańskie, barokowe, współczesne), rynek, szklanego wieloryba, wiele innych placów i ulic. Z zoo pojechać kolejką linową, zwiedzić ogród botaniczny, Park Nadreński, liczne muzea (miedzy innymi rzymsko – germańskie), ale nie sposób zobaczyć wszystkiego w kilka dni. Z czegoś musiałem zrezygnować, przyszło mi to z trudem, ale powiedziałem sobie… widziałem i przeżyłem wiele, resztę pozostawiam na kolejne spotkanie z uroczą Kolonią.
Dobrą opiekę mają tu seniorzy – ludzie w podeszłym wieku, którzy dnie spędzają pod opieką Caritasu w Alterzentrach. Chętnie skorzystałem z zaproszenia do zwiedzenia jednego z nich. 32. osoby z rana przywozi się samochodami do rezydencji na zorganizowane zajęcia i posiłki, również w restauracji i kafeterii. Opieka medyczna, rehabilitacja, fryzjer i wszystko, na co podopieczny zgłasza zapotrzebowanie. Organizuje się zajęcia kulturalne, konwersacje, ćwiczenia sprawności umysłu, gry, zabawy, rozrywki, a nawet festyny. Gdy zachodzi potrzeba wynikająca z samotności, senior otrzymuje tutaj własne mieszkanie. Ośrodkiem kieruje magister pedagogiki we współpracy z terapeutami.
A nasi seniorzy? Od rana do wieczora wysiadują byle jakie ławki na podwórkach przy swoich mieszkaniach. Widzę to codziennie z mojego okna. Nasz „socjal” ogranicza się do zupki, paczuszek z makaronem, mąką, cukrem i wielu biur z urzędnikami.
Wróćmy do Kolonii – dawnego rzymskiego miasta. Stare z nowym połączone kilkoma mostami nad Renem. Dojazd gęstą siecią kolei, samolotem do lotniska Bonn/Kolonia, autobusami i statkami żeglugi pasażerskiej po Renie. Na rzece roi się też od barek, które w obie strony wożą masowe towary i kontenery pełne drobnicy.
I Kolonia – miasto, i piękna katedra to dzieło Renu. On był pierwszy. Był i jest hojny dla ludzi, ale też widziałem, jak bywa groźny, gdy poziom wody podnosi się o kilka metrów i zalewa dolinę i miasta. Odczułem wręcz kult rzeki: w czasie uroczystości „Światła Kolonii” parada statków pełnych ludzi, ich iluminacja, dziesiątki tysięcy mieszkańców na nabrzeżach ze światłami – wszystko odbite jak w lustrze w wodach Renu. Ze specjalnych barek na rzece leciały w górę sztuczne ognie, ich kolory i kształty ilustrowały muzykę i tworzyły jakąś opowieść. Nie poznałem jej treści, ale odczuwałem jej niezwykłą formę i nastrój. Ponad dwie godziny trwało to widowisko wzmocnione efektami laserowymi. Oświetlona różnymi kolorami starówka była wręcz bajkowa. I ponad tym wszystkim, jakby zwieszona w powietrzu – majestatyczna, wręcz niebiańska – katedra.
Kolonia to miasto bogate, piękne, z wielką historią sięgającą antyku; miasto przyjazne ludziom i gościowi z Polski.