Niech żyją ogrody!

„Lato, lato…” i najpiękniejsze, co oczy pieści – zieleń. Uspakaja i dodaje przysłowiowej sprężynki życiu. A tu ci pech, zarządy (wszystkich szczebli) nad drogami, które biegną przez miasto, nie mogą się zdecydować, na którym rondzie Jerzy Żulicki ma postawić palmę, którą swojemu miastu ufundował. Ponoć mogłaby przeszkadzać kierowcom. Ale to nie jest prawda. Rondo jest przestrzenne, dobrze oznakowane, kierowcy z każdej strony mają dobrą widoczność. Sam sprawdzałem. Na świecie wiele miast tak zdobi swoje ronda. Wzbogaca je jeszcze fontannami. A w ogóle Magdy i Jurka Żulickich zielone gospodarstwo, ze światowym towarem w technicznie doskonałych halach, wymaga większej uwagi. Bywam tam i zawsze na nowo zachwycam się kwiatami, wiekową oliwką, właśnie palmami i innymi egzotycznymi roślinami, sympatycznym stawem z rybkami i widokiem wielu roślin, które nabywają do swoich ogrodów nie tylko kołobrzeżanie. Troska o zieleń – w dyskusjach o parku uzdrowiskowym i innych parkach – to troska o komfort pobytu kuracjuszy i turystów. To oni dają zarobić handlowcom wszelkiego typu i gestorom turystyki. Ale zieleń potrzebna jest też kołobrzeżanom. Dla ogromnej ich liczby ogrody działkowe, skwery – zastępują leczenie sanatoryjne (dla większości niedostępne). Są ich zdrowiem i radością. Gdy więc ktoś chce z dobrego serca ozdobić miasto cenną i piękną palmą, nie przyjąć takiego daru jest przejawem złej woli lub takiego zapatrzenia w swoje trzy grosze, że aż to budzi zgrozę.

Ogrody w Kołobrzegu (popularne działki) to potężne „państwo”. I te zastępy kołobrzeskich „ogrodników”, którzy już z samego rana wystają na przystankach miejskich autobusów, by dojechać na Janiska, VI Dywizji, Wschodnią, Wylotową (tam już prawie dzielnica podmiejska)! W ogrodach stoją letnie domki, a kto przebieglejszy i zimą pomieszka ogrzewając się „elektrycznością”.

Najtrudniej dojechać na ogrody na Wschodniej. Droga wzdłuż torów kolejowych, to droga przez mękę – klepisko z dziurą na dziurze. Kiedy równolegle do torów jedzie się rowerem lub idzie pieszo, szum pędzącej kolei z Koszalina lub do Koszalina przeszywa człowieka lękiem. Ale pociąg to drobnostka, najgorsza jest droga. Może ktoś „z miasta” zainteresuje się i poprawi jej zapłakany stan. I sam o to proszę, tylko tędy mogę dojechać na mój ogród. Oprócz tego że zielono, mam warzywka, trochę owoców i całe morze kwiatów. Teraz czas królowej kwiatów – róży. Ile odmian, kolorów!

Borowinowe bagna, przez kilka godzin pobytu działają tak bodźcowo, że po powrocie do domu – natychmiast zasypiam. Do żadnej innej pracy w tym dniu nie jestem zdolny. Więc ogród, a na nim bioterapia; gimnastyka i leczenie klimatem. Przyroda też tu urocza – lęgowiska ptaków wodnych, na wiosnę przeloty gęsi, żurawi, kaczek i pierwszej jesieni ich odloty w daleką podróż.

Szkoda, że tyle porzuconych tu ogrodów – działek, których nikt nie chce uprawiać. Starsi już sobie nie radzą, młodzi nie chcą. Obserwowałem kilka prób uporządkowania porzuconej ziemi, ale tylko jedna się powiodła.

I jeszcze jedno. Ogrodu kupić nie można, bo leży w parku krajobrazowo – widokowym. Do jego odtworzenia od dawna przymierzają się władze. Za to każdej jesieni i zimy dają się we znaki dziki. To już całe watahy, które rujnują wszystko, co znajdą na swej drodze. Sarny zaś najbardziej pokochały pączki róż i bzów, nie gardzą i tym, co pozostawiamy na zimę, aby przetrwało do następnej wiosny. Gdyby ten park krajobrazowo – widokowy ucywilizować, zwierzyna (nota bene – łowna) zapewne wróciłaby do Kołobrzeskiego Lasu i dała spokój ogrodom. Co by szkodziły te ogrody krajobrazowi? Wspomóc dzierżawców, aby były ogrodzenia, a za nimi poletka kwiatów, jarzyn, sianej trawy, gdzie niegdzie kilka drzewek owocowych, krzewy agrestu, porzeczek, malin. Ogrody dodałyby parkowi uroku. Jedno nie przeszkadza drugiemu. Na te ścieżki między ogrodami zapuszcza się wielu turystów pieszo i rowerami. Przychodzą też zbieracze płatków pachnącej róży, szczawiu, kwiatów polnych, może ziół. Pytają o przejście nad morze. Niestety, przejście, a tym bardziej rowerowe przejazdy – nie są możliwe. Można by te ścieżki poprawić (kiedyś były), bo jak zachwycać się krajobrazem i widokami przyrody, kiedy suchą nogą nie przejdziesz. Przed wojną ponoć były tu cuda. Na te „naprawy” nie przyjdą unijne dotacje. Zresztą, ludzie mają tyle inicjatywy, że kiedy już decydują się osiąść na 3. arach (a może by tak dzierżawa wieczysta?), zamieniają poletka w istny raj.

A więc niech żyją ogrody! W parku widokowo – krajobrazowym na Wschodzie Kołobrzegu.

Do lektury kolejnego felietonu zapraszam za trzy tygodnie.

kom

2 Odpowiedzi do “Niech żyją ogrody!”

  1. Basia Napisał(a):

    Oj jak pięknie pisze Pan o tych ogrodach i ogródkach.Szkoda mi tych drzewek przed bałtykiem. Może Pan w swojej mądrości wytłumaczy mi co myślą ludzie, którzy pozwalają na takie czyny. Pozdrawiam letnio z zapachem królowej kwiatów.

  2. wow gold Napisał(a):

    Every day what I want is to get more wow gold, cheap wow gold, wow gold is very important for our wow player, so we need wow gold

Zostaw Odpowiedź

Adres Emial podany w tym formularzu nie będzie publikowany i jest tylko do wiadomości autora strony.