Tyle słońca w moim mieście…
Maj nam się udał. Piękny jest Kołobrzeg w maju, a maj w Kołobrzegu. Wnet ukaże się herb miasta zrobiony z dywanów kwiatowych na klombie Placu 18 Marca.
Gdy przeglądam zdjęcia ze swoich wypraw, widzę więcej widoczków gór, drzew, kwiatów, morza niż architektury i ludzi. Powrót do natury? Może. W Kołobrzegu jest naprawdę bardzo pięknie wiosną. Bogata zieleń, drzewa: aleja lipowa Walki Młodych, platany na Łopuskiego, czerwone kasztanowce nad Parsętą, czerwone i zielone buki na Palcu 18. Marca. A jeszcze akacje, bzy, różaneczniki, migdałowce i najmłodsze – magnolie. Nie mogę się napatrzeć na dorodne dęby w alei prowadzącej na molo, pięknie ukształtowane graby (blindaż), różnorodne jarzębiny. Niewiele spotkałem miast, które tak troszczą się o zieleń, a gdy zobaczę tam coś pięknego, chciałbym podobne widzieć w Kołobrzegu. Cztery miejskie fontanny – miedziany tulipan i tryskające wodą koniki, puszysty mlecz i dwie fantazyjne fontanny na Parsęcie (ciągle brakuje trzeciej pomiędzy mostami Łopuskiego – Kamienna) też zdobią miasto. Marzy mi się fontanna – misa, ze spadającą z niej wodą, na przykład gdzieś w dzielnicy uzdrowiskowej. Może się doczekam.
Nowa nawierzchnia portu z przystaniami, można rzec dla całej flotylli statków pasażerskich
(pływają cały rok), nowe wyjście na morze prezentuje się dobrze: szeroki tor z morza do portu, a ja nie mogę się doczekać chwili, gdy popatrzę z główki mola na wpływające statki. W dzielnicy nadmorskiej, w porcie – ciasnawo, okno w okno apartamentowców, za to dołem gustowny pasaż handlowy – restauracje, galeria, sklepy z pamiątkami. Zazdrościłem kiedyś takich dzielnic miastom niemieckim. Takich dziupelek z różnościami, lokalików z trzema stolikami i mini bufetem. Dziś mam podobne w swoim mieście, Wszystko tu kusi, aby coś kupić, posilić się, coś wypić, pogadać z kimś lub pomilczeć.
Pogodziłem się już z zabudowanym nabrzeżem na Wschodniej. Pogodziłem się, bo wiem, że moje odczucia i sprzeciwy nic nie zmienią. Więc zamiast marudzić, spróbuję doszukać się w tym pozytywów. Widziałem to w wielu krajach, które turystykę oparły o brzeg morza. Inaczej nie stanie się nad brzegiem polskiego Bałtyku. Nich się tak dzieje, skoro inni tego spróbowali i nie narzekają.
Mile mnie zaskoczyło otwarcie pierwszej części Centrum Kultury. Przyzwyczajony, że takie inwestycje ciągną się latami, ucieszyłem się, że ta część Kołobrzegu ożyje i będzie to życie kulturalne. Tylko ta nazwa, długa i trudna do wymówienia. Chciałbym, by któraś z kulturalnych instytucji nosiła nazwę Kolabrega, tak niegdyś nazywał się klub Domu Kultury w piwnicach budynku biblioteki nad rzeką. To taki osobisty sentyment.
Brawo dla biblioteki za czytelnię „pod chmurką”. Zbyt lekkomyślnie pozbyto się Międzynarodowego Klubu Prasy i Książki przy Wojska Polskiego. Nie zadano sobie trudu, by uatrakcyjnić jego działalność, by zyskał stałych oraz młodych bywalców.
Jakoś ucichły dyskusje wokół sklepów wielkopowierzchniowych. Jest ich kilka, a może kilkanaście. A cóż to była za awantura o Mini – Mal! Źe grozi bankructwo mniejszym sklepom, że obcy kapitał, że pogwałcenie prawa… Nie wiem do końca, jak tam było z prawem, ale inne proroctwa się nie sprawdziły. Wielkich i małych sklepów w mieście bardzo dużo, a i tak kołobrzeżanie na zakupy jeżdżą do Koszalina i Szczecina, bo tam taniej.
W maju Kołobrzeg obchodzi swoje urodziny. Zazwyczaj w taki dzień wspomina się dzieje. Było nad Parsętą różnie, o początkach miasta przypominały stoiska średniowiecznych rzemieślników przy Baszcie Prochowej w czasie Dni Kołobrzegu. Dla mnie to miasto jest ciągle młode i przeżywa swoje szczęśliwe lata. A może to maj założył mi różowe okulary?