Oblicze sezonu

Zawieszono na latarniach donice z pelargoniami (oby je podlewano), klomby zmieniły kwiatowy wystrój, zakwitły lipy na Walki Młodych – sezon w pełni.

W centrum, na łańcuchach przy skrzyżowaniach ulic, transparenty zapowiadają imprezy – jedną po drugiej, prawie na każdy dzień tygodnia: „Muzyka w katedrze”, jazz w Regionalnym Centrum Kultury, muzyka w Latarni Morskiej, gwiazdy każdego wieczoru w amfiteatrze, ściganie się kolarzy o Puchar Bałtyku głównymi ulicami miasta (co się nie robi dla widza). Dwa Jarmarki – „Solny” nad Parsętą i „Rodzinny” z udziałem kolekcjonerów na Skwerze Pionierów. Zmiana organizacji ruchu w okolicach amfiteatru – buduje się sceny, trybuny i zabudowuje parking na sunrise. Za chwilę, na sygnałach samochody służb mundurowych rozpoczną odwożenie tych, którzy na muzykę techno przyjechali z wiadomym towarem. Pan Romek Łangowski codziennie w zapowiedziach: „co, gdzie, kiedy” w Telewizji Kablowej Kołobrzeg zaprasza na spotkania z kolejną gwiazdą, która bawić będzie wieczorem w amfiteatrze. Stały repertuar nam mieszkańcom powtarza się do znudzenia, tylko gwiazdy dorośleją. By nie przestraszyć, „zapomina się” o podawaniu cen biletów wstępu. W sezonie turyści wszytko kupią. Zaprasza się również mieszkańców Kołobrzegu.

Przykładem, co mogą kupować dzieci przywożone do Kołobrzegu z pobliskich kolonii letnich, są stoiska handlowe na Emilii Gierczak. Prowadza się tam dzieci jak na zamówienie – a one opróżniają swoje portmonetki, które napełnili rodzice przed kolonią. Kupcy „wciskają” dzieciom najczęściej chińskie różności, można rzec „koszmarności”. „Mamo, tato – przywiozłem pamiątkę z Kołobrzegu” – pistolet plastykowy, perukę, wisiorek z kolorowych szkiełek.

Sezon ma swoje prawa – cały rynek przed ratuszem i obok ratusza – jak zawsze „pełen piwa” i restauracji. Na Jarmarku Rodzinnym, na Skwerze Pionierów zabawisz dzieci wsadzając je do „ekspresu”, za kilka złotych kilka okrążeń, ale za to ile dzwoni i… jak prawdziwa lokomotywa! Może też być batuta albo kula na wodzie za 15. złotych 10 minut. Można pozjeżdżać na ścianach z gumy nadmuchanej powietrzem. Bufet pełen chleba domowego, smalcu, ogórków i klusek pomorskich. Jest wata, a w kiosku zapiekanki. Bawcie się dzieci razem z rodzicami każdego dnia, a że pieniędzy ubywa? Kto widział wczasy w Kołobrzegu – „supernowoczesnym uzdrowisku ” – żeby nie kosztowały? A ile wspomnień na cały rok, aż do następnego wakacyjnego wyjazdu! Może znowu Kołobrzeg?

Geografia turystów nie zmienia się – Poznańskie, jak sami mówią – Wielkopolska, Kujawsko – Pomorskie, Dolny Śląsk, Śląsk, Lubuskie i Warszawa (gdzie jej nie ma?). Z zagranicy Niemcy i… Niemcy, trochę Skandynawii, pojedyncza Anglia, ale to odwiedziny emigrantów, Francja. Włochów, Czechów, Słowaków – nie widać. Nie mówiąc o turystach zza Bugu i krajów przy Bałtyku.

Władze miasta muszą się napracować, aby Kołobrzeg przygotować do sezonu! Wydać ogrom opieczętowanego i podpisanego papieru – jako zgody, że odtąd dotąd to granica ogródka piwnego, a odtąd dotąd stoisko z tandetą. Tylko ci z koszykami jagód, kwiatuszkami, czosnkiem i straszydłem na mole nic sobie z tego nie robią i stoją na wszystkich narożnikach ulic. Czy to stroi miasto? A gdzie postawić samochód? Wszystkie ważniejsze ulice, na których turyści parkują, „obrosły” parkometrami. Idzie pieniądz! Zajmujesz miejsce należące do miasta – płać! Kontrolerzy działają – widzę za wycieraczkami samochodów sporo mandatów. Za każdy 50 złotych do kasy MKS – spółki miasta.

Wokół katedry nasadzono nowe drzewa w miejsce wyciętych, będą rosły dęby. Długie lata, ale czy nie za blisko murów? Jak się rozrosną, znowu będzie kłopot. Oby się jeszcze coś stało z „Bryzą”… nie mogę się doczekać w jej miejsce ogrodu.

Prezydent miasta wybrał się do Warszawy (tak mówił w swoim kablowym kwadransie). Miastu przyznano nowe wyróżnienie. Jesteśmy w dziesiątce najsprawniejszych samorządów (jak się do tego mają narzekania na władzę?). To cieszy, ale nagromadzone w rankingu punkty sporo kosztują mieszkańców, szczególnie poruszających się samochodami. Mam wiele uznania dla tych, którzy minimalizują skutki upałów, życzę im i sobie, by Kołobrzeg nie dosięgły kataklizmy przyrody i awarie różnych sieci. I jeszcze jedno mnie cieszy, że wojny na górze nie przekładają się z taką siłą na niższe szczeble administracji. Wyłączam telewizor, w którym szczerzą kły i warczą na siebie różni (pierwsza strona ostatniej Polityki) i jak łagodnej muzyki słucham narzekań na upał, na drogie owoce i jarzyny i przewidywań, że jak tak dalej pójdzie, to…

A jeszcze inne zmartwienia miasta – pieniędzy potrzebuje spółka TBS, bo jak nie zostanie wsparta, to padnie! Pieniądze dostała. Potrzebuje ich też koszykarska Kotwica – znowu. Za dotacją byli handlowcy z jarmarków. Z ich wypowiedzi zdawało się wynikać, że „zrzuciliby się” na Kotwicę. Tak przekonywująco mówili, ale chyba pójdzie to z kasy podatników i kolejnych kredytów miasta. Na podatników zawsze przecież można liczyć, jeżeli będzie potrzeba. Jeszcze akceptacja szefów klubów radnych i potrzebujący uratowani. Do następnego razu.

Do spotkania za cztery tygodnie – urlop.